Nie miałam takiej bezpośredniej okazji pochwalić się moimi włosami - ich kolorem i fakturą, bo najzwyczajniej w świecie się ich jeszcze wstydzę.
Nic dziwnego - są krótkie, puszące się i wycieniowane chamsko.
Od czasu obcięcia ostatnich nienaturalnie barwionych włosków minęły 4 miesiące. Wtedy nastąpiła też ogromna ulga.
Od czego to się zaczęło? Nie wiem nawet skąd do głowy wpadł mi pomysł, na wrócenie do naturalności. Zawsze narzekałam na ich mysi, nieprzyjemny kolor. Na głowie miałam miliardy kombinacji- czerwienie, czernie, balejaże, zielenie, niebieskości, granaty, brązy, blondy... Nigdy nie byłam w stanie odciąć się od farby i stwierdzić - KOŃCZĘ Z TYM. Byłam za słaba, a co za tym szło, ze swoją niską samooceną byłoby jeszcze ciężej, gdyby na głowie była wyraźna granica między rudością, a naturalnym, ciemnym plackiem.
Jednak znudziło mi się malowanie. Zaczęło się na wakacjach przed 2 klasą gimnazjum i kiedyś musiało się to skończyć. Było ciężko, ale obiecałam sobie, że jeżeli wytrzymam do Sylwestra 2010/2011 to już więcej na głowę nic nie nałożę.
Czuję, że to będzie post obnażający, bo zdjęć typowo włosowych nie mam, więc powodzenia.
 |
| Grudzień 2008 - granatowa czerń. |
 |
| czerwiec 2009 - sprany do 'naturalnego; |
 |
| sierpień 2009- balejaż z 4 kolorów :< |
 |
| czerwiec 2010- jakieś coś rude. |
 |
| sierpień 2010 - czarny ponownie. |
 |
| październik 2010 - rozjaśnione, malowane, dekoloryzowane, malowane - jakos tak. |
 |
| listopad 2010 - ostatnie malowanie farbą - podjęcie decyzji o powrocie do naturalnego koloru. |
 |
| sylwester 2010/2011 - ciemny schodzi, wychodzą czerwienie. |
 |
| marzec 2011 |
 |
| marzec 2011 |
 |
| czerwiec 2011 - ODROSTY! |
 |
| kogucie piórka |
 |
| SIANKO - Lipiec 2011 |
 |
| sierpień 2011 - farbowanie henną. |
 |
| listopad 2011 - farbowanie na piórkach tonerem |
 |
| luty 2012 - ścięte na króciutko. |
 |
| naturalna grzywcia:) |
 |
| kwiecień 2012 - Całe moje, piękniusie, brązowiusie! |
Zdjęć było około 40, jednak większość usunęłam. I tak wydaje mi się, jakbym pokazywała Wam całe moje życie.
Wrócenie do własnych włosów, na długość wystarczającą do ścięcia zajęło mi 15 miesięcy. Były wzloty i upadki, chciałam malować, ścinać i wydziwiałam nie wiadomo jak, ale w rzeczywistości było mi bardzo szkoda, wiec nic nie zrobiłam jak widać. Okres przejściowy był nie do zniesienia - ciągle słyszałam od siostry, że wyglądam okropnie, jakbym sama tego nie zauważała :) Wstyd się było pokazać na ulicy, jednak mam za to teraz zdrowe i szczęśliwe włosy. WARTO BYŁO.
Teraz objęłam je specjalną ochroną, dbamy o siebie, suplementujemy i nawilżamy. Nie wiem, czy kiedyś się zdecyduje na ich ponowne pomalowanie. Skoro zapuszczać - to swoje.
Amen :P
W razie jakichkolwiek pytań - komentujcie :)