HEEEEEJ!
Zawsze po umyciu i wysuszeniu na mojej głowie tylko po jednej stronie robi mi się kilka rulonów. Jest to trochę męczące, bo lewą stronę i tył mam powywijane na wszystkie strony tak nieprzyjemnie i prócz wiązania nie widziałam dla nich żadnego rozwiązania. Nigdy bym nie pomyślała, że może ich przeznaczeniem jest się kręcić, tym bardziej, że w rodzinie wszyscy prości jak druty.
Ale przyszedł dzień w którym Czarna Orchidea podsunęła, że może jestem CG. Nie pozostało mi nic innego jak spróbować.
![]() |
| ruloniki :) |
Z funduszami jest ostatnio krucho, tak więc wystrzegam się od kupowania czegokolwiek. No prócz lnu, z którego chciałam zrobić żel.
Umyłam skalp Polytarem (dziegieć na moje zmiany), a długość Garnierem Shea i Karite (odżywka). Uprzednio naolejowałam je kokosem z którym wcześniej się niekoniecznie lubiły.
Osuszyłam koszulką, następnie wgniotłam żel lniany (ależ to niefajny glucior :D), później zapakowałam włosy w koszulkę metodą ploppingu na 15 minut. Pech chciał, że nie miałam czasu zostawić ich do wyschnięcia, bo miałam zaplanowaną wizytę u lekarza. Wysuszyłam je ciągle ugniatając. Wyszło co wyszło, ale nie czułam się debilnie, nie były spuszone, a Lubemu się bardzo spodobało.
![]() |
| godnia 20:00 :p |
Kiedyś doprowadzę je do stanu wspaniałego skręcenia!
Może jakieś podpowiedzi o odżywki b/s? :)

