Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Pharmacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Pharmacy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2013

TOP LISTA: Odżywki na porost włosów.



Były już: 


Więc czas na kolejne zestawienie top w danej kategorii.
Przypominam, że na każdego wszystko działa inaczej, ale może akurat znajdzie się głowa, która zareaguje podobnie do mojej :)
Wszystkie odżywki nakładałam TYLKO i wyłącznie na skalp, stąd ta wydajność.
_________________________________

1. Avalon Organics z Biotyną.
Początkowo nie podbiła ani mego serca, ani mojej głowy. Sprawiała, że skóra była sucha, a włosy obciążone. Dałam jej szansę po zmianie pielęgnacji i był to strzał w dziesiątkę. Zrobiłam nią w sumie trzy kuracje trwające po miesiąc. Efekty były zadowalające (ok 2- 2,5cm)


Dostępna na ebayu, iherb.com. Pojemność: 397g. 

2. Green Pharmacy - Balsam do włosów z olejkiem łopianowym.
Kolejny smakołyk, który trafił dość przypadkowo w moje ręce. Nieprzemyślany zakup, a jednak trafiony. Odżywka nie grzeszyła konsystencją i zapachem, mi się nawet spodobały :) Stosowałam ją przez dobre półtora miesiąca i zaobserwowałam masę baby hair, niesamowite nawilżenie skalpu i przyspieszony przyrost. Kosztuje około 7zł, myślę, że warto w nią zainwestować.


Znajdziecie w rossmannie, naturze, intermarche. 


3. Seboradin - Balsam z Żeń Szeniem. 
To chyba hit blogosfery- przybyło mi około 3cm! Wprawdzie lekko oszukane, bo stosowałam suplement, jednak dużą część tego przyrostu zawdzięczam właśnie tej odżywce. Ma dość lekką konsystencję, świetnie nawilża i odbija od nasady. Zgarnęłam pół butelki produktu od siostry, a używałam okrągły miesiąc. Cena jest odrobinę wysoka, jednak kuracja tą odżywką raz na jakiś czas nikomu nie zaszkodzi. 

fot: nokaut.pl

Dostępny w aptekach :)



___________________________________
Tak wygląda moja święta trójca :)
Polecicie mi odżywkę o podobnym działaniu?
Pozdrawiam serdecznie, Agata :)

piątek, 15 lutego 2013

Włosomaniactwo a łuszczyca (2) - aktualizacja.

Cześć!
Z pewnością pamiętacie mój post o łuszczycy i włosomaniactwie- z tego co widzę po statystykach, cieszy się on dużą popularnością. Minęło już trochę czasu od jego publikacji, więc nadszedł moment na aktualizację.
Pisząc go, nie przetestowałam naprawdę sporej liczby kosmetyków i nie do końca potrafiłam określić, jaki wpływ mają niektóre substancje na skórę głowy.
Jednak czego się nie robi dla ludzi, którzy szukają swojej szansy. Chcesz zapuszczać włosy? No niestety - próbuj.

Od kwietnia 2012, kiedy wpadłam w szał kosmetyków i wcierek i wszystkiego co możliwe, na mojej głowie utworzyła się Sahara, było naprawdę bardzo ciężko zatrzymać suszę na głowie. Pojawiło się niesamowite swędzenie, a złuszczona skóra sypała się podobnie jak łupież. Niekomfortowo prawda? I wielokrotnie wspominałam, że zamiast szukać rozwiązań, to pchałam się w tematy włosowe, gdyż koniecznie chciałam je zapuścić. Błąd.


Podstawą w pielęgnacji dotkniętej łuszczycą skóry głowy jest szampon. I jeżeli trafimy na naprawdę dobry szampon, to nie musimy się obawiać skutków ubocznych wcierek, czy innych kosmetyków.



Moich numerów jeden jest kilka- oto te najważniejsze, które z czystym sercem mogę polecić.
1. Green Pharmacy - Z cykiem i dziegieciem brzozowym - GP odwaliło kawał dobrej roboty wypuszczając na rynek ten szampon, jestem pod niesamowitym wrażeniem, że kosmetyk kosztujący niecałe 10zł. poradził sobie z tak zaawansowaną chorobą. 

2. Fitomed - do włosów suchych i normalnych - kolejny dobry, jednak jego poleciłabym jako podtrzymywacz efektów. Wiem, że działa, bo widzę, że to co się pojawia, to zaraz i znika, jednak nie jestem pewna, czy poradziłby sobie z tak zaawansowaną chorobą.

3. Pharmaceris H-Purin - są dwie wersje - mętna niebieska i przezroczyście niebieska. Posiadałam tą mętniejszą i byłam zadowolona. Niestety szampon lubi się przyzwyczajać i po pewnym czasie przestaje działać.


Odżywki, które bez większych rozczarowań nakładałam na skalp ( a które miały za zadanie np. hamować wypadanie):



1. Green Pharmacy - balsam z olejkiem łopianowym - odżywka zapobiegająca wypadaniu. Jak wspominałam przy recenzji - nie rozumiem jak ma działać na wypadanie, skoro producent nie zaleca stosowania na skalp. Całe szczęście nie posłuchałam producenta i dobre 1,5 miesiąca przy każdym myciu aplikowałam odżywkę na skalp. Czułam ukojenie i przede wszystkim widoczne były efekty. A do tego zero strupków, czy zmian chorobowych. 

2. SULPHUR Zdrój - Mineralna odżywka zdrojowa - pierwsza z używanych przeze mnie odżywek na skalp, od której czegoś wymagałam. Pomogła mi w zwalczeniu łuszczycy i efekt utrzymywał się naprawdę spory okres czasu. Kosztuje około 14zł, ale jest naprawdę wydajna i przyjemna. Muszę koniecznie ją sobie sprawić.

3. Seboradin - balsam z Żeń Szeniem - obawiałam się go. Kiedyś miałam szampon z tej serii, gdyż napisane było, że łagodny, idealny dla łuszczyków. Przeliczyłam się i tak uraz został. Ale otrzymałam sporą odlewkę od siostry, którą aplikowałam tylko na skalp -  podrosły mi włosy, ale nie ucierpiała skóra głowy. 



Nieodłączny element każdej pielęgnacji - maski. Zwykle mają działanie regenerujące, jednak niektóre mają za zadanie wspomóc porost, czy zadziałać przeciwłupieżowo. W takim przypadku często lądują na skalp, ale to nic! 



1. Kallos Latte - niezwykle delikatna maska, która doskonale pielęgnuje skórę głowy.
2. Maski BioVax - miałam kilka próbek i byłam niesamowicie zadowolona- nie było żadnych podrażnień, skóra nie krzyczała ze ściągnięcia, a wręcz przeciwnie - była ukojona.
3. Maski Bingo Spa - działają podobnie jak BioVaxy, są przyjemne i zdecydowanie tańsze.
4. Maska Drożdżowa Receptur Babci Agafii - nic lepiej nie działa na skalp, niż porcja rosyjskich smakołyków. Skóra jest odprężona, nawilżona i zdezynfekowana. Polubiłam się z tą maską... tylko dlaczego jest tak niewydajna :(



I oczywiście najważniejsze - bo cóż by włosomaniaczka bez wcierek poczęła.



1. Toniki z Serii Babuszki Agafii - co prawda miałam tylko wersję wzmacniającą, jednak porównując składy, to jestem pewna, że reszta serii nie zaszkodzi. Wspaniała jako produkt nawilżający. 
2. Farmona - Jantar- wszyscy chyba znają ten produkt. Odkrycie każdej włosomaniaczki. Jeżeli nie działa na porost, to genialnie nawilża i łagodzi podrażnienia skóry głowy. 
3. Joanna Rzepa - kuracja wzmacniająca - uwaga! Posiada alkohol w składzie, więc trzeba z nią uważać. Chociaż mi osobiście zrobiła więcej dobrego, niż złego. Dzięki idealnemu szamponowi, wcierka nie była w stanie narobić bidy na głowie. Za to nabawiłam się chmury baby hair.
4. BioVax Med - żel stymulujący odrastanie włosów- kolejna wcierka na alkoholu. Jeżeli czytaliście moją recenzję, która pojawiła się dawno temu, to wiecie, że przyprawiła moją skórę o skorupę. Teraz stosuję ją z odpowiednim szamponem i nie ma żadnych śladów po łuszczycy. 



Warto też wzbogacić swoją pielęgnację w olejowanie oraz płukanie włosów

Jeżeli obawiamy się podrażnień, to możemy ominąć skalp przy nakładaniu olei. Ja już zrezygnowałam z tego całkowicie, gdyż obawiam się ponownego zapchania mieszków i w konsekwencji wypadania włosów. Jednak jeżeli Was to nie martwi, bądź planujecie nakładać na krótki okres czasu, to polecam wystrzegać się oleju kokosowego, oraz oliwy z oliwek (przypomnijcie mi czy jeszcze któregoś...), gdyż zamiast działać pozytywnie, może sprawić naszej łuszczącej się skórze wiele niedobrego. Najprzyjemniejszy będzie olej ze słodkich migdałów oraz rycynowy (a najlepiej oba zmieszane ze sobą). Migdałowy jest genialnym emolientem (a my tego potrzebujemy), a rycynowy wykazuje właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i przeciwzapalne. 

Płukanki nie są najważniejszym elementem pielęgnacji, jednak wiele ziół wykazuje działanie bakteriobójcze i przeciwzapalne. Dodatkowo możemy wzmocnić kolor naszych kłaczków, nadać mu refleksów, czy delikatnie rozjaśnić. Polecam : hibiskus, rumianek, szałwię, pokrzywę, łopian.
Należy pamiętać, że w zależności od koloru włosów, niektórych ziół nie powinno się stosować. Warto też przed wykonaniem płukanki nałożyć na włosy treściwą odżywkę, gdyż zioła wysuszają.



Post pisałam w oparciu o moje własne doświadczenia. Wiem, że kosmetyków dobrych dla łuszczyków jest więcej, jeżeli takie znacie - koniecznie dajcie znać w komentarzu! Przede mną jeszcze długa droga w odkrywaniu wspaniałych specyfików.

Mam nadzieję, że post będzie pomocny, w razie jakichkolwiek pytań piszcie :)

Pozdrawiam Serdecznie,
Agata!

sobota, 12 stycznia 2013

Green Pharmacy Balsam Przeciw Wypadaniu, czyli świeży ulubieniec.

Cześć i czołem! 

Kolejna recenzja - wydaje mi się, że ostatnimi czasy tylko je potrafię pisać. No nic, to okazja dla Was, aby poznać kolejny świetny produkt od firmy Green Pharmacy.


Balsam całkiem przypadkiem znalazł się w moim posiadaniu. Po kryzysie z eliksirem tej firmy jakoś niekoniecznie byłam przekonana do innych kosmetyków tej firmy. Jednak szampon z dziegieciem brzozowym ( RECENZJA ) skutecznie mnie przekonał, że nie można ot tak firmy przekreślić.



Opakowanie: 

Pojemna butla z miękkiego plastiku ujawniająca nam ile odżywki jeszcze zostało. Kosmetyk bardzo łatwo się wydobywa z opakowania, bez problemu nalejemy jej tyle ile potrzebujemy. 

Zapach: 
Delikatnie ziołowa nuta z wyczuwalnym łopianem, zapach mi kompletnie nie przeszkadzał, a wręcz umilał czas z odżywką. (szczególnie po szamponie z dziegieciem - śmierdzioszkiem :) )



Wydajność i konsystencja: 
Odżywki używałam po każdym myciu z wyszczególnieniem skalpu. Na opakowaniu producent napisał, żeby nakładać tylko na długość - ale jak ma działać na wypadanie, kiedy nie ma kontaktu ze skalpem? Chyba jakaś pomyłka.
W każdym bądź razie używałam zazwyczaj na sam skalp, w międzyczasie używała jej cała moja rodzina, więc wydajność na plus. Wystarczyła na ponad miesiąc aplikacji.

Konsystencja lekko zwarta, ale przyjemna. Łatwo się odżywkę aplikuje.


Skład: 


Działanie: 

To moja ulubiona aktualnie odżywka. Nie jako odżywka na długość, bo tu słabo się spisuje i moje włosy potrafi ostro spuszyć (zapewne przez zawartość silikonu), ale jako odżywka na skalp działa idealnie. 
Bardzo łatwo mnie podrażnić i rzadko która odżywka pozostawia mój skalp w takim spokoju. 
Eureka! Odżywka nawilżała i delikatnie mrowiła skalp. Przy spłukiwaniu nie wypadał mi ani jeden włos. 
Przyczyniła się także to wolniejszego przetłuszczania - teraz mogę myć włosy raz na 3 dni, a i tak wyglądają sensownie. Wydaje mi się, że dołożyła swoje 3 grosze do długości :)

Podsumowując:

Odżywka dla wrażliwców i osób z problemem wypadania. Nie wiem, jak się sprawdzi przy bardzo nasilonym problemie, jednak uważam, że warto spróbować. Tym bardziej, że kosztuje grosze, a odżywki jest całe 300ml. 
Jestem pewna, że kiedyś do niej wrócę, jednak najpierw chcę wypróbować wersję z aloesem i dziegieciem. 


Pozdrawiam,
Agata.

wtorek, 11 grudnia 2012

Udało się! - Szampon Green Pharmacy z Cynkiem i Dziegieciem Brzozowym.

Witajcie! 
Gwiazdą dzisiejszego posta będzie szampon GP z cynkiem i dziegieciem brzozowym, który pokochałam od... drugiego użycia :) 
Zapraszam!



Jak wiecie od dłuższego czasu męczyłam się z nasiloną łuszczycą skóry głowy. W sumie ten dłuższy czas ciągnął się od marca tego roku, kiedy nieświadomie i w amoku wpadłam we włosomanie. Choroba postąpiła tak szybko, że równie szybko popadłam w kompleksy i martwiłam się każdym potrząśnięciem głowy. 
Ale polak mądry po szkodzie, prawda? Postanowiłam odpuścić i bawić się kosmetykami ile wlezie, skórę przecież kiedyś wyleczę...

I szukałam. 

I postanowiłam dać szansę najtańszemu dziegieciowemu szamponowi dostępnemu w większości drogerii. 

Co mnie urzekło? 
Szybkość działania! Po drugim użyciu łuska była minimalna, a swędzenie skóry głowy zostało wyeliminowane. Mimo drażniącej kuracji joanną rzepą (alkohol) nie zauważałam postępujących zmian, było tylko lepiej. 
Szampon używałam co drugi dzień. Dokładnie spieniałam go na skalpie i na chwilę zostawiałam. Nie czułam nieprzyjemnego pieczenia, nie ściągał skóry głowy. Bardzo dokładnie spłukiwałam co przychodziło z łatwością.
Posiadam starą wersję z silniejszym detergentem, tak więc włosy aż piszczały z czystości. Niestety zaniechałam mycie odżywką, ale do tego jeszcze wrócę. 


Zużycie: jak widać szamponu jest dużo ponad połowę. A weźmy pod uwagę fakt, że wraz ze mną używają go jeszcze 3 osoby. Szampon mam 3 tygodnie i jest używany w sumie codziennie, czasem po dwa razy w zależności od tego jak często domownicy szorują włosy. 
Na wielką piątkę oceniam jego wydajność.

Zapach: śmierdzi dziegieciem! Ale nie takim czystym, jak pachniał Polytar (wycofany, tfu tfu :( ), ale da się wyczuć. Przy którymś myciu tak mnie zmęczył, że pod wpływem zapachu i gorąca myślałam, że zemdleję. Domownicy również narzekają, ale działanie wszystko rekompensuje. 



Opakowanie: szampon w przyjemnej 'babcinej' butli z ciemnego plastiku. Jest miękkie, wiec wydobycie nie jest problemem. 
Korek jest stabilny i dobrze wykonany, porcje szamponu wylewają się w odpowiednich ilościach.
Podoba mi się szata graficzna wszystkich kosmetyków GP, cieszy oko :)


Konsystencja:  gęsty glutek w kolorze leciutko brązowym. Malutka porcja wystarczy aby dokładnie umyć włosy.


Podsumowując: szampon idealny dla skóry problematycznej. Bardzo dobrze radzi sobie z podrażnieniami, a w moim przypadku - łuszczycą. Wg mnie obietnice producenta zostały spełnione i za to wielka piątka!

Mam tylko nadzieję, że w przypadku łagodniejszej wersji efekt będzie identyczny.

Aktualnie szampon jest moim numerem jeden i zostaje ze mną na dłużej. 

Polecam :)



wtorek, 27 listopada 2012

Kiełkuj! Na zdrowie!

Witajcie!

Od momentu, kiedy w mojej diecie znalazły się kiełki rzeżuchy, chciałam zagłębić się w temat kiełków i ich działania. Przeglądałam strony internetowe, fora i przepadłam. Teraz numerem jeden, którego zabraknąć nie może w mojej diecie będą właśnie te roślinki.



Przejdźmy do najważniejszego: czym są i co nam daje spożywanie kiełków.

Kiełki są elementem wzrostu nasion. Wzrost kiełków nie wymaga gleby, a wyłącznie wodę i niewysoką temperaturę, co czyni je łatwymi w produkcji. W zależności od rodzaju nasion, pojawiają się po dwóch do siedmiu dni od rozpoczęcia hodowli.

Z nasion można wydobyć naprawdę wiele – w kiełkach zawarta jest cała masa witamin, m.in. A, B, C, E i H. Pędy bogate są też w minerały: wapń, żelazo, siarkę, magnez, potas, cynk czy selen. Są idealnym suplementem diety ubogiej w składniki mineralne. Co ciekawe, kiełki zawierają więcej składników odżywczych niż ich „dorosły” odpowiednik, są też znaczne lepiej przyswajalne niż ziarna, z których wyrastają.
Młode pędy wzmacniają naszą odporność (dzięki witaminie C), poprawiają stan paznokci, włosów i skóry. Dla tych, którzy jeszcze nie czują się przekonani, że od garści witamin lepsza jest garść kiełków przypominam, że wpływają one także na nasze samopoczucie, poprawiają sylwetkę (są niskokaloryczne!) i chronią przed chorobami cywilizacyjnymi. Bo kiełki to samo zdrowie – w wypuszczanym przez roślinę pędzie koncentruje się wszystko, co najlepsze, i to w formie łatwo przyswajalnej dla organizmu człowieka.


WŁAŚCIWOŚCI NIEKTÓRYCH KIEŁEK 
 
RZEŻUCHA:
WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE: w starożytności stosowano ją jako lek; kiełki rzeżuchy zawieraja dużo witamin, soli mineralnych i olejków eterycznych, dlatego pobudzają przemianę materii, poprawiają pracę nerek, łagodzą schorzenia reumatyczne.SMAK: ostry (podobny do rzepy)

PSZENICA:
WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE: bogate w białko, nienasycone kwasy tłuszczowe, błonnik, kwas foliowy, selen, cynk, fosfor, magnez. SMAK: łagodny, słodkawy. 

LUCERNA (ALFALFA):
WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE: zawierają dużo białka, enzymów i związków mineralnych oraz wszystkie potrzebne człowiekowi witaminy, zwłaszcza C i E; wzmacniają kości, zęby i mięśnie. SMAK: pikantny, lekko orzechowy.

SOJA:
WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE: zawieraja bardzo dużo białka, witaminy A,B,C,K, żelazo, fosfor, magnez, potas .SMAK: łagodny, podobny do ozrechów.

SOCZEWICA:
WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE: kiełki mają w sobie wartościowe białko, betakaroten, dużo wit.C oraz fosfor, żelazo, cynk, magnez. SMAK: delikatny, orzechowy.

CIECIORKA:
WŁAŚCIWOŚCI ODŻYWCZE: kiełki sa źródłem substancji białkowych, betakarotenu, witamin B1, B2, C, potasu, fosforu, cynku i żelaza. SMAK: pikantny. 



ZAWARTOŚĆ BIAŁKA W KIEŁKACH W PORÓWNANIU Z MIĘSEM I JAJAMI
Jaja - 13%
Mięso - 19%
kiełki fasolki mungo - 24%
kiełki soi - 28%
kiełki lucerny (alfalfa) - 35%

SKŁADNIKI MINERALNE KIEŁKÓW PSZENICZNYCH I MUNGO W PORÓWNANIU Z WARZYWAMI (NA 100 GRAM)
KIEŁKI PSZENICZNE:
magnez - 33 mg
fosfor - 115 mg
żelazo - 1,0 mg
miedź - 0,11 mg
cynk - 0,7 mg
KIEŁKI MUNGO:
magnez - 25 mg
fosfor - 69 mg
żelazo - 0,8 mg
miedź - 0,17 mg
cynk - 0,5 mg
SAŁATA:
magnez - 11 mg
fosfor - 33 mg
żelazo - 1,1 mg
miedź - 0,05 mg
cynk - 0,2 mg
POMIDOR:
magnez - 20 mg
fosfor - 26 mg
żelazo - 0,5 mg
miedź - 0,09 mg
cynk - 0,2 mg
MARCHEW:
magnez - 18 mg
fosfor - 35 mg
żelazo - 2,1 mg
miedź - 0,13 mg
cynk - 0,1 mg 

JAK KIEŁKOWAĆ?
Nasiona lub zboża przeznaczone do kiełkowania należy kilkakrotnie przepłukać, a następnie zalać wodą w ilości dwa razy większej niż waga nasion i moczyć przez kilkanaście godzin. W tym czasie ziarno napęcznieje i wchłonie wodę. Wtedy należy je przepłukać wodą o temperaturze pokojowej i umieścić w szklanym słoiku lub w specjalnej, dostępnej w sklepach ze zdrową żywnością, kiełkownicy. Hodowlę kiełków należy umieścić w widnym miejscu. Ziarno płucze się czystą wodą dwa razy dziennie, przy tym należy dokładnie odlewać wodę, aby nie zgniły (nasiona muszą być wilgotne, ale nie zamoczone). Po kilku dniach kiełki będą gotowe do spożycia. Nie należy mylić delikatnego puszku pojawiającego się na korzeniach z pleśnią, gdyż są to rozwijające się włośniki.
Tak skiełkowane ziarna można przechowywać w lodówce do 4 dni, ale należy je codziennie przepłukiwać zimną wodą. Oczywiście najsmaczniejsze i najwartościowsze są kiełki świeże, zebrane i spożyte tego samego dnia. Wtedy są najbardziej życiodajnym i naturalnym źródłem potrzebnych do życia składników.





W swoich zbiorach mam aktualnie tylko takie kiełki. Ze względu na duży zapas rzeżuchy nie inwestuję w nic innego. Dzisiaj z racji mojego 'dołka' postanowiłam się pocieszyć kiełkami brokuł, które bardzo chciałam mieć. Za 20g zapłaciłam całe 6,50. Za 80g rzeżuchy płaciłam 2,80. 
Różnica w cenach wynika z unikalności kiełek. Jednak myślę, że warto. Są zdecydowanie zdrowsze niż tabletki i sami możemy kontrolować, na jakim podłożu żyją.

Nie polecam kiełek z np. biedronki czy intermarche, ich termin ważności jest nadzwyczaj długi i obawiałabym się o ich wartości odżywcze:) Mogą mieć więcej chemii niż witamin.

___________________________

Dodatkowo z racji spaceru na pocztę wpadłam do Rossmana, żeby uzupełnić zapasy na grudniową pielęgnację.


Olejek łopianowy z rozmarynem, Szampon Cynk, Dziegieć Brzozowy i Balsam z Olejkiem Łopianowym.
Na szampon skusiłam się tylko ze względu na dziegieć. Kiedyś miałam Polytar - typowo dziegieciowy i naprawdę skutecznie dzięki niemu pozbyłam się łuszczycy ze skóry głowy. Mam nadzieję, że i ten pomoże.

Już niedługo czas na aktualizacje, jestem ciekawa jak się spisały nasze włoski podczas tak intensywnej akcji zapuszczania :)


Kiełkujecie? Spróbujecie? 
Pozdrawiam!

/źródła: link, link, link,

niedziela, 24 czerwca 2012

Panu już podziękujemy - Green Pharmacy, Eliksir ziołowy w sprayu



Dopiero przejrzałam opinie dziewczyn na wizażu i widzę, że Pan Eliksir cieszy się popularnością. 
Szkoda, że nie we wszystkich przypadkach.

Kosmetyk zakupiłam całkiem niedawno, patrząc na skład, który jest jednak porównywalny, do składów innych spray'ów z Rossmana. Zaciekawił mnie, nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, a że poszukiwałam czegoś 'na zaraz' to wrzuciłam do koszyka. 
I tu się nasuwa ogrom zadowolonych myśli i wizja lśniących, miękkich, mięsistych włosków, przede wszystkim zabezpieczonych.

Zastosowałam go może... niech policzę... 5 razy?
Przez pięć kolejnych myć po zastosowaniu eliksiru, zastanawiałam się, co jest nie tak, że moje włosy są strasznie suche i trzeszczące. Aż nieprzyjemnie było na nie patrzeć. Najpierw myślałam, że z braku olejowania, później powróciłam do delikatnego szamponu, coby włosów nie drażnić nowym, a na koniec odstawiłam eliksir i voila! Czyli odzyskałam przyjemny stan włosów! 

 Skład kosmetyku: 


Co obiecuje producent:

Naturalny preparat ziołowy wyprodukowany w oparciu o receptury ze starych ksiąg zielarskich. Wskazany do wzmocnienia włosów, zapobiega ich wypadaniu. Eliksir regeneruje mieszki włosowe, powstrzymuje nadmierne przetłuszczanie się skóry. Nie podrażnia skóry, nie wywołuje niepożądanych efektów ani zmian skórnych. Odżywia włosy, zmniejsza łupież i łojotok prowadzący do przedwczesnego wypadania włosów. 


Obawiam się powrotu do kosmetyku, bo podrażnił mi skalp i na nowo zmagam się z choróbkiem. Tych zmian na głowie nie pozbędę się nigdy! Dam mu pole do popisu na włosach brata, może tam coś zdziała, ja się chyba poddaje. 
Zapłaciłam w rossmanie (nie chcę skłamać) ale coś koło 6,50zł, więc nie jest drogi (250ml. ).
Jednak czy warto, to już każdy musi zdecydować osobiście.
Adios! 



LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...