Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja skóry łuszczycowej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja skóry łuszczycowej. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2013

'Co tam u Ciebie?'

Witajcie! 
Znów zaczynam post od 'dawno mnie tu nie było'. Musicie wybaczyć. Dużo się dzieje i nawet czasu trochę jest, nawet pomysły jakieś tam mam, ale wena jest tak uśpiona, że nie chce mi się nawet odpalać bloggera.

Nie dodałam aktualizacji, ano nie dodałam. Dodam pod koniec listopada.
Co się dzieje u mnie i u moich włosów? Już się z Wami dzielę :)

Będąc w Zamościu na początku listopada przeszłam się do szkoły na podcinanie włosów- sala do zajęć praktycznych w której uczyłam się przez 4 lata zmieniła się nie do poznania - szkoła otrzymała dużo nowego sprzętu, który chciałam za swojej kadencji wypróbować. M.in. micro camera, dzięki której możemy z bliska zobaczyć stan swoich włosów i skóry - raj, szczególnie dla mnie, kiedy mogę na bieżąco śledzić postępy w walce z Ł. Pojawiły się też 'gorące nożyczki' którymi to ścięto mi włosy. Minęło już ponad 2 tygodnie i póki co, to nie widzę żadnych rozdwojonych włosów. Kocówki są zupełnie inne w dotyku niż po normalnym strzyżeniu - jak dla mnie bomba. Będę korzystała z tych usług częściej (dziewczyny z Zamościa - jest możliwość taniego strzyżenia tymi nożyczkami w ZSP1 - polecam trafić na P. Beatę :) ). 

Za to stan mojej skóry pogorszył się na dobre - nie mogę sobie poradzić z pochłaniającymi moją twarz zmianami. Na głowie też jest coraz gorzej. Woda w akademiku jest naprawdę koszmarna- umywalki za to są malutkie i nawet jakbym chciała myć włosy mineralką, to za cholerę nie dam rady.
W związku z postępem nieprzyjemnej Ł. postanowiłam wrócić do sprawdzonych szamponów i odżywek - wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta woda, a tak to jest straszny problem z powrotem do zdrowia.
Postawiłam na szampon i odżywkę z Green Pharmacy, oraz na odżywkę Seboradinu (wersja z żeń szeniem). Prócz tego co jakiś czas wcieram Joanne Rzepę, a końcówki zabezpieczam serum z Bioelixire (trafiony na promocji w Rossmanie). Na długość włosów nakładam odżywkę złapaną w Biedronce marki DeBa i Isankę profesjonalną do włosów kręconych. Asortymentu powoli mi ubywa z czego bardzo się cieszę.
Co jakiś czas nakładam na skórę głowy i włosy maskę którą bardzo chciałam mieć, a mianowicie "Maskę błotną do włosów i skóry głowy" od DSMineral (pokazywałam Wam inną ich pozycję TUTAJ)

źródła: 1, 2, 5

Co chodzi o studia - zaliczyłam swojego pierwszego w życiu kolosa - nie było łatwo. Z logiki pokusiłam się na 5 z odpowiedzi (i gdyby nie Michał to pewnie usłyszałabym "uznajmy, że nie było Pani przy tablicy") i mogę być już spokojna, nie będę się stresowała kolejnymi ćwiczeniami, mogę się skupiać na zapamiętywaniu.
Na dniach dopadła mnie też informacja, że wygrałam tablet - powiem Wam, że do tej pory umiałam żyć bez takiego urządzenia, teraz wydaje mi się, że gdyby nie on, to wydawałabym miliardy na kserowanie i inne. Pomocna rzecz. Zamówiłam sobie też Case Covera w kolorze purpurowym, a dokładnie takiego :

kupione u TEGO sprzedawcy
Póki co to czekam na paczkę.


Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam. Obiecuję, że na dniach pojawię się z jakąś recenzją :)

Zapraszam Was też na mojego facebooka oraz do obserwacji przez bloglovin.


Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia.
Buziaki, Agata :)

czwartek, 24 października 2013

Skóra po Sufrinie - aktualizacja po 5 miesiącach.

Witam. 
Zastój bloga zawdzięczam filozofii i logice, wybaczcie, to pożera tyle czasu, że siadam przy komputerze tylko po to, żeby wydrukować materiały. Ale to nieważne. Dzisiaj mam więcej czasu, więc nareszcie mogę pokazać Wam "aktualizację skórną" po 5 miesiącach zażywania Sufrinu.


Jak wspominałam przy wcześniejszej aktualizacji - przyjmowanie Sufrinu regularnie nie jest problemem, wchodzi w nawyk i czujemy potrzebę jego zażycia tak samo jakbyśmy byli głodni (a może to już małe uzależnienie? :) )
Teraz jak patrzę na zdjęcia z tamtej aktualizacji, to aż mi źle. Ale jestem szczęśliwa, bo jest progress i to widoczny.

 Brwi powoli dochodzą do siebie. W sumie to na nowo - było już całkiem czysto, a teraz widzę, że znów zmiany się nasilają. Winę za to ponosi zmiana wody (akademikowa jest najgorsza) oraz pogody - jest taka kapryśna, że skóra zaczyna wariować od tych zmian temperatur. Nie zmienia to faktu, że jest rzeczywiście lepiej.
Uszka za to leczą się tam gdzie powinny, zrobiła mi się też delikatna zmianka w małżowinie nad którą panuję - nie jest szkodliwa. Skóra staje się coraz bardziej delikatna, nie obsypuje się. Obawiałam się, że będę musiała pożegnać się z kolczykami, na całe szczęście tak się nie stało. Podoba mi się to.


Powinnam jeszcze porównać zmianę na nodze, którą pokazywałam przy poprzedniej aktualizacji - nie muszę. Ale wy musicie wiedzieć, że znikła całkowicie :)




A jak z resztą? Samopoczucie w normie. Chociaż zdarzają się napady nieopanowanej złości. Odnoszę też wrażenie, że skóra jest lepiej ujędrniona i nie jest aż tak sucha. Balsamów używam raz na jakiś czas (jak sobie przypomnę, mój błąd) jednak mimo to jest bardzo przyjemnie. Cieszy mnie to, bo zawsze skóra sypała się wręcz, szczególnie z nóg.
Włosy rosną tak jak powinny, za to zarosły mi zakola. Któregoś dnia pokażę Wam jak to teraz ładnie wygląda. Zmiany na głowie pojawiają się i znikają, czyli tak jak zwykle, może za jakiś czas znikną w całości i nie będę musiała się martwić, że coś mi spadnie z głowy.

Apetyt przed i po tabletkach w normie, brak 'odbijania się'  nieprzyjemnym smakiem oleju, brak rewolucji żołądkowych. Wszystko jest tak jak być powinno. A tabletki systematycznie znikają z opakowań.

Jestem dumna. I może faktycznie kuracja już trochę trwa, jednak warto - łuszczyca nie jest chorobą która odejdzie ot tak na pstryknięcie palcami. Dla mnie jest ogromnym szokiem, że cokolwiek się ruszyło po samych tabletkach.

Odsyłam Was do strony producenta, którą warto się zainteresować.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego,
Agata :)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jak na mydło przystało - błotne mydełko od Dead Sea Minerals.

Witajcie!
Dodaję posty z taką częstotliwością, że wstyd w ogóle się pojawiać. Jednak nastały dni spokojniejsze, więc myślę, że nareszcie zmotywuje mnie to do recenzowania kosmetyków, które dłuższy czas zalegają w mojej łazience. A jest o czym pisać.

Dzisiaj przybywam z recenzją bardzo przyjemnego mydełka firmy DSM. Powiem szczerze, że nigdy nie lubiłam mydeł w kostce i nigdy nie przywiązywałam uwagi do tego, czym właściwie się myję. Na pierwszym miejscu w pielęgnacji stały balsamy i kremy, coby skóra nie była wysuszona i nie łuszczyła się.
Jednak wszystko się teraz zmieniło, czytajcie dalej dlaczego :)


 Mydełko zamknięte jest, jak to w przypadku mydeł w kostce, w tekturowym opakowaniu. Widnieją na nim najważniejsze informacje oraz skład. Niestety nie doczytamy się tam niczego w języku polskim, gdyż kosmetyki są sprowadzane z Izraela. Jednak anglojęzyczni nie będą mieli problemu :) To co powinniśmy wiedzieć znajdziemy TU na stronie polskiego dystrybutora.

Moje mydełko to wersja z aloesem i rumiankiem, dedykowana skórze z problemami. Jak wiadomo ww składniki mają działanie nawilżające i kojące, więc wszystko się zgadza. Głównym i najważniejszym składnikiem mydła (jak i większości kosmetyków tej marki) jest błoto z Morza Martwego. Dla mnie wielkie wow :)

Kostka ma 125g. Wybaczcie brak zdjęcia niezużytego mydełka, będąc w biegu kompletnie o tym nie pomyślałam.
Dobrze się pieni i jest wydajne. Na gąbce pozostawia 'brudny' odcień dzięki zawartości wspomnianego błota, jednak na skórze nie zauważymy żadnych zanieczyszczeń - no bo jakby to wyglądało :)
Doskonale myje i nie pozostawia żadnego nieprzyjemnego filmu. Skóra jest dobrze nawilżona i oczyszczona. Byłam w szoku, kiedy po kąpieli nie używając żadnego balsamu, na skórze nie miałam zeschłej warstwy naskórka, co niestety często się zdarza.
Używając mydełka do oczyszczania twarzy nie poczułam ściągnięcia. Zapachu praktycznie nie ma, albo po prostu jestem już odporna, jednak neutralność jak najbardziej na plus.

Ktoś by powiedział 'mydło jak mydło' jednak w tym przypadku to AŻ mydło. A do tego świetnie sobie radzi z wymagającą skórą. Dla mnie, zaawansowanej posiadaczki Ł. takie mydełko w łazience to strzał w dziesiątkę.

Czy polecam? Pewnie! Dlaczego miałybyście nie spróbować?

Jeżeli nie miałyście jeszcze styczności z marką, to zapraszam Was na fanpage marki - zauważyłam, że aktualnie prowadzą konkurs. Sama pewnie też wezmę udział, zrobię Wam konkurencję :) 

Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do odpoczywania. Ostatnie dni były naprawdę męczące, a ja do tej pory nie odespałam jeszcze sobotniego wesela.

Buziaki, 
Agata :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Kosmetyki uzdrowiskowe Dr. Dudy (TM) - program 4 kroków w pielęgnacji skóry łuszczycowej.

Witajcie! 

Od dobrych kilku tygodni testuję zestaw kosmetyków uzdrowiskowych, które otrzymałam od firmy Bio-Galen. Jest to zestaw "4 kroków w pielęgnacji skóry łuszczycowej". Dr. Roman Duda jako pierwszy w Polsce opracował kosmetyki na bazie wody siarczkowej oraz borowiny - dlatego w całym zestawie pokładałam swoje nadzieje.

 Cały zestaw prezentuje się tak - w jego skład wchodzą:
KROK 1: Żel borowinowo - solankowy,
KROK 2: Buski żel siarczkowy -chłodzący,
KROK 3: Maska siarczkowa,
KROK 4: Żel siarczkowy do kąpieli, 




Opiszę te kosmetyki jako całość, o każdym z nich nie mam wyrobionej opinii, ponieważ używa się ich grupowo jeden po drugim. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć efekty. Jednak pozwolę sobie skopiować informację o każdym z nich ze strony producenta.

Krok 1: W celu pozbycia się martwych komórek naskórka (łusek) należy wmasować okrężnymi ruchami ŻEL BOROWINOWO-SOLANKOWY (dr Duda) zawierający wodny wyciąg borowinowo-solankowy z kompleksem kwasów huminowych w postaci rozpuszczalnych huminianów. Kompleks ten wykazuje również właściwości podobne do koenzymu Q10 i wit. E, czyli substancji uważanych za podstawowe w ochronie włókien kolagenowych i przyczyniających się do zachowania elastyczności i sprężystości skóry. Ponadto jego zaletą jest fakt, że nie brudzi i nie zostawia tłustych pozostałości na skórze i ubraniu.

 Krok 2: Ma na celu wzmocnienie efektu pielęgnacyjnego uzyskanego po zastosowaniu ŻELU BOROWINOWO-SOLANKOWEGO (dr Duda). Etap ten polega na wmasowaniu w skórę ze zmianami łuszczycowymi BUSKIEGO ŻELU SIARCZKOWEGO (dr Duda). Efekt pielęgnacyjny oparty jest na działaniu siarczków na metabolizm skóry łuszczycowej, czyli działaniu keratolitycznym, keratoplastycznym, nawilżającym i odżywczym.

 Krok 3: Polega na naniesieniu na zwilżoną skórę wodą niewielkich ilości MASKI SIARCZKOWEJ 
(dr Duda) i jej wmasowaniu w miejsca ze zmianami łuszczycowymi. Siarczki zawarte w tym preparacie utrwalają działanie keratolityczno-keratoplastyczne na skórę łuszczycową oraz jako naturalne zmiatacze wolnych rodników tlenowych wybitnie opóźniają starzenie się skóry. Ponadto preparat ten głęboko natłuszcza skórę przywracając jej naturalny płaszcz ochronny.



Krok 4: Krok czwarty stanowią kąpiele w ŻELU SIARCZKOWYM DO KĄPIELI I AROMATERAPII, które stosujemy dwa razy w tygodniu. Preparat ten zawiera oprócz buskiej wody siarczkowej również solankę, której składniki mineralne rozszerzają naczynia krwionośne, zmniejszają pobudliwość zakończeń nerwowych i hamują mitozę komórek, szczególnie skutecznie w skórze łuszczycowej. Zawarte w tym preparacie biopierwiastki tworzą w skórze „płaszcz solny" i dzięki jego właściwościom higroskopijnym zwiększają wilgotność i napięcie skóry. Ponadto kąpiele te wzmacniają ścianki naczyń włosowatych w skórze, łagodzą podrażnienia i świąd skóry, wygładzają ją, dają uczucie relaksu i świeżości.

Ich konsystencja :



Kosmetyków używam już ponad miesiąc. Starałam się być naprawdę systematyczna, jednak szkoła często nie pozwalała mi na używanie wszystkich kosmetyków- zazwyczaj kąpię się rano. Najczęściej w odstawkę szła maska siarczkowa, gdyż ciężko mi się ją nakłada (a mimo to jest to mój ulubiony kosmetyk z całej serii). Zużyłam całe opakowanie i już jestem w trakcie drugiego. 
Zgodnie z zaleceniami używałam kosmetyków po kilka razy dziennie. Żelu używałam pod prysznicem (producent wspomina, że można tak go stosować), dlatego wystarczył mi na około 10 kąpieli. Żele chłodzące i rozgrzewające już mi się kończą ( są baaardzo wydajne, jak widzicie na zdjęciu- konsystencją przypominają rozwodniony żel). Maska tak jak wspominałam - jestem w trakcie drugiego opakowania. Zapachy kosmetyków są przyjemne, delikatnie, nie drażnią. Dlatego praca z takimi produktami to sama przyjemność. Dodam, że maska siarczkowa pachnie intensywnie różami, w pomieszczeniu ogrzewanym odrobiiinkę dusiła. 
Ale przejdźmy do najważniejszego- działania. Do niedawna moja skóra pożywiała się każdym balsamem i odwdzięczała się delikatnością. Wraz ze zmianą pogody, dorobiłam się ogromnego przesuszenia. Zmiany łuszczycowe niestety się nasiliły, ale prócz tego na nogach pojawiło się mnóstwo suchej skóry, z którą staram się walczyć. 
Dopóki trzymały się nas śniegi - dzięki pielęgnacji tymi kosmetykami miałam naprawdę BARDZO dobrze nawilżoną skórę z delikatnie usuniętymi łuskami. Nie znikły one całkowicie, jednak stały się widoczne w minimalnym stopniu. Teraz staram się wykorzystać to co zostało w stopniu zaawansowanym, niedługo zostanie mi sama maska- jednak widzę, że powoli wszystko wraca do normy. Zajęło mi to odrobinę dłużej niż tydzień, ale mam nadzieję, że będzie się trzymało jak najdłużej. 
Do tego skóra się ujędrniła i wygląda zdecydowanie młodziej. Jest naprawdę przyjemna w dotyku. 
Przyjaznym efektem jest chłodzenie i rozgrzewanie, jakie zapewniają kosmetyki z kroku nr 1 i 2. Zimą bardziej lubiłam rozgrzewający, teraz przyjemniej nakłada mi się chłodzący. 
Prócz wyeliminowania suchości zauważyłam delikatne osłabienie bólu z kostkach - producent zaleca wcieranie kosmetyków w stawy (w przypadku łuszczycy stawów o ile się nie mylę). Sama łuszczycy stawów nie posiadam, jednak mam problemy ww. bólem. 
Co ważne - kosmetyki są w 95% naturalne! 

Podsumowując: uważam, że warto mieć w domu chociaż jeden kosmetyk borowinowy/siarczkowy - nawet jeżeli nie posiadacie łuszczycy - to naprawdę przyjazne skórze, naturalne produkty, które sprawdzają się o niebo lepiej niż te, które możemy zakupić w drogeriach. Mają duży wachlarz zastosowań i są wydajne. Cena też nie jest duża (okolice 15-20zł).
 Swoim "siostrom i braciom" borykającym się z przykrą łuszczycową przypadłością, z czystym sercem mogę polecić cały zestaw pielęgnacji - na efekty nie czeka się długo, bo przy systematycznym stosowaniu zauważa się naprawdę ogromne zmiany już po kilku dniach. Za waszą troskę, skóra odwdzięczy się elastycznością, miękkością i będzie pracowała normalnie :) A to dla nas najważniejsze.

Na koniec zaproszę Was na stronę producenta, gdzie Dr. Duda udziela porad i odpowiada na męczące Was pytania oraz  fanpage na facebooku


_______________________________

W P.Sie wrzucę Wam moją dzisiejszą zdobycz. Urocza bluzeczka z kołnierzykiem- caaaaaaaała w koty, czyli idealna dla mnie :D




LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...