Witajcie :)
Dzisiaj na tapetę idą dwa balsamy, które spotkamy w każdym Rossmannie. Marka Isana i jej medyczna linia to kosmetyki, które ostatnimi czasy podbijają moje serce ( i skórę ).
Balsam możemy zakupić w dwóch wariantach:
~z mocznikiem 10%
~z mocznikiem 5,5%
Skupię się na wersji z większą ilością mocznika, na końcu napiszę dlaczego.
Balsam złapałam w czasach suszowego kryzysu za niewielką cenę. Akurat była promocja i akurat zawartość portfela nie pozwalała na zakup czegoś specjalistycznego, dlatego zdecydowałam się na Isanę. Mam bardzo przyjemne doświadczenia z tą marką - dezodoranty nie mają aluminium, masła do ciała idealnie sprawdzały się na mojej czuprynie, a żel pod prysznic (o którym jeszcze wspomnę w innym poście) nie wysuszał mnie. Dlaczego więc nie spróbować balsamów?
Czytają
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 marca 2014
piątek, 6 września 2013
Maska nr 1 - DSM z Masłem Shea.
Cześć i czołem! W ten piękny piątkowy poranek (?), bo chyba jest jeszcze rano ( :) ) przybywam do Was z recenzją maski Mon Platin Dead Sea Minerals . Miałam z nią do czynienia praktycznie cały czas w sierpniu, więc najwyższa pora na trochę moich przemyśleń.
Maska zamknięta w przyjaznym opakowanku mieszczącym 250ml produktu. Nie ma możliwości, żeby cokolwiek zostało na dnie, maskę możemy wykorzystać w 100%, takie rozwiązania lubię :)
Zachęcająca jest też szata graficzna kosmetyku. Przyjazny minimalizm dobrze prezentuje się w stercie kolorowych kosmetyków. Jednak nie o tym miałam, wygląd nic nie ma do działania :)
Jak wyżej wspominałam najczęściej kosmetyku używałam w sierpniu. Był to w sumie nieodłączny element mojej pielęgnacji, bo do domu nie przywiozłam nic prócz tej maski i szamponu. Na początku obawiałam się, że włosy przyzwyczają się jak to się często zdarza. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
Dzięki zwartej, nie za rzadkiej i nie za gęstej konsystencji kosmetyk wystarcza na bardzo długi czas. Gdybym jej używała jako typowej maski 1-2x w tygodniu, to pewnie miałabym jej jeszcze połowę. Jak dla mnie to mega plus, szczególnie po niezbyt miłych przeżyciach z wydajnością maski Babuszki Agafii.
Co do samego działania: włosy nie przyzwyczajają się. Są świetnie nawilżone. Skóra głowy wręcz prosi się o więcej kosmetyku, moja przesuszona reagowała bardzo dobrze i nie było problemów, nie 'sypałam' się, nie wyskakiwało nic nowego. Zauważyłam bardzo ładne wygładzenie, a przy próbach stylizacji bezproblemowo chciały się skręcać.
I ten przyjemny słodki, nie duszący zapach. Bomba! :)
Maska zamknięta w przyjaznym opakowanku mieszczącym 250ml produktu. Nie ma możliwości, żeby cokolwiek zostało na dnie, maskę możemy wykorzystać w 100%, takie rozwiązania lubię :)
Jak wyżej wspominałam najczęściej kosmetyku używałam w sierpniu. Był to w sumie nieodłączny element mojej pielęgnacji, bo do domu nie przywiozłam nic prócz tej maski i szamponu. Na początku obawiałam się, że włosy przyzwyczają się jak to się często zdarza. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
Dzięki zwartej, nie za rzadkiej i nie za gęstej konsystencji kosmetyk wystarcza na bardzo długi czas. Gdybym jej używała jako typowej maski 1-2x w tygodniu, to pewnie miałabym jej jeszcze połowę. Jak dla mnie to mega plus, szczególnie po niezbyt miłych przeżyciach z wydajnością maski Babuszki Agafii.
Co do samego działania: włosy nie przyzwyczajają się. Są świetnie nawilżone. Skóra głowy wręcz prosi się o więcej kosmetyku, moja przesuszona reagowała bardzo dobrze i nie było problemów, nie 'sypałam' się, nie wyskakiwało nic nowego. Zauważyłam bardzo ładne wygładzenie, a przy próbach stylizacji bezproblemowo chciały się skręcać.
I ten przyjemny słodki, nie duszący zapach. Bomba! :)
Na dzień dzisiejszy zostało mi tyle maski. Spokojnie na 3 użycia.
Dostaniecie ją TUTAJ. Cena może odstraszać, ale za takie działanie i wydajność myślę, że warto.
Mnie osobiście interesuje jeszcze Maska błotna do skóry głowy i włosów . Wszystko co z błotem moja skóra kocha. (i włosy też :) ).
Dla ciekawych jeszcze skład, bez analizy, bo nie znam się na tym aż tak :)
Życzę miłego popołudnia, a uczniom aktywnego weekendu.
Buziaki, Agata :)
wtorek, 30 kwietnia 2013
Receptury Babuszki Agafii - Maska drożdzowa, cud natury :)
Znalazłam chwilę czasu w tym przedmaturalnym rozgardiaszu, żeby napisać post o masce, którą pokochałam całym sercem i włosami :) Myślę, że macie podobne odczucia względem niej, bo jest naprawdę genialna.
Maska została stworzona do przyspieszenia porostu włosów. Pod tym względem niestety jej nie przetestowałam - miałam jej za mało. Wiecie jak to jest, tu się komuś odleje, tam się da spróbować i znika. Z racji tego nakładałam jej niewielkie ilości na długość.
Konsystencje ma naprawdę nieprzyjemną, to chyba jeden z jej głównych minusów. Bardzo źle mi się pracuje z kosmetykami do włosów tego typu. Zamiast ładnie oblepiać włos, to lubiła spływać i płynąć po szyi, mimo tego, że włosy były bardzo dokładnie odsączone z wody. Z czasem zaczęłam ją mieszać z innymi maskami, gęstszymi. I tu już było dobrze

Jednak uwielbiam ją nakładać solo. Na moich w pełni naturalnych włosach zdziałała niesamowite cuda. Po zmyciu były bardzo dobrze nawilżone, niesamowicie sypkie i w ogóle nie były zestrączkowane. Dosłownie idealnie domknięte, nawilżone i błyszczące.
Błysk był tak zauważalny, że czasem zbierałam pytania, czego używałam, że tak dobrze odbija się od nich światło i są takie piękne.
Z tych względów jest to (aktualnie) mój nr 1.
Składowo maska jest bardzo przyjazna, znajdziemy sporo ekstraktów, które właśnie powinny działać na porost włosów. Jeżeli Wam przyspieszyła - dajcie znać. Przy następnym zamówieniu z pewnością znajdzie się i w moim koszyku. Wtedy wypróbuję jej właściwości na porost.
Teraz zaczynam przygodę z kilkoma nowymi kosmetykami, pokażę je Wam przy następnym poście.
Miałyście? Jak się sprawdziła?
Pozdrawiam,
Agata :)
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Płyn micelarny, czy rzeczywiście Be Beauty?
Witajcie!
Be Beauty zna już chyba każda z nas. Dzięki pochlebnym opiniom o płynie micelarnym tej marki nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Po dość długim czasie stosowania, jestem skora przyrównać go do mojej ulubionej Biodermy, która jest 10x droższa. Zapraszam do lektury :)
Mimo tak ubogiej pielęgnacji, moja twarz nigdy nie wyglądała źle. Często słyszałam, że mam wręcz idealną cerę (rumieniec), więc nie zagłębiałam się w tajniki pielęgnacji twarzy. (i nadal mi do tego daleko).
Od momentu, kiedy wydenkowałam Biodermę minęło już sporo czasu, cena jednak była dość wysoka i starałam się znaleźć godnego jej zastępcę. Przez łapska przewinęły mi się płyny z Eveline, mleczka różnych firm i inne dziwne płyny, które niesamowicie podrażniały nie tylko skórę, ale i oczy. I wtedy pojawił się pierwszy, a potem kolejny post z płynem Biedronkowym w roli głównej. Nie pozostało mi nic innego jak dać mu szansę.
Zacznijmy od opakowania - urocza, plastikowa buleteczka o pojemności 200ml. Ergonomiczna i higieniczna - ogromny plus za korek (chociaż wielu z Was się nie podoba), jest wygodny, łatwy w użyciu i mocny. Wprawdzie nie przetrwał dwunastogodzinnej podróży do Wrocławia, ale wybaczę mu to, droga była dość wyboista :)
Z łatwością wydostaniemy tyle produktu ile potrzebujemy i śmiem twierdzić, że czasem nawet więcej niż potrzebujemy. Jest znacznie mniej wydajniejszy niż Bioderma, ale za taką cenę to zabrońcie mi mieć to za wadę.
Działanie zdecydowanie na plus. Na początku byłam wręcz przekonana, że nie da sobie rady z moją skórą, a ja po pierwszym użyciu będę musiała walczyć z wysuszonym placuszkiem. I powiem szczerze, że pierwsze użycie do najprzyjemniejszych nie należało. Skóra mocno się ściągnęła i zaczęła piec, a ja nie wiedziałam co zrobić (przecież nie używam kremów do twarzy!), walczyłam wtedy maską błotną. Następne użycia to już inna bajka.
Płyn pozostawia skórę nawilżoną i odświeżoną. Radzi sobie z makijażem jak należy ( chociaż ja ciągle robię to nieumiejętnie i tracę miliard wacików :P ). Pachnie delikatnie i nie męczy nosa, a to ważne. Nie sprawiał mi kłopotów natury : użyłam, złuszczyłam się i nic nie mogę zrobić - to chyba najważniejsze.
W biedronce zazwyczaj stoi za mleczkami, dlatego warto sięgnąć ręką trochę dalej. Swoją drogą zawsze są pochowane, ciekawe dlaczego :)
Koszt jednej buteleczki to 4,49/200ml.
Uh, ale się rozpisałam :)
Miałyście do czynienia z Be Beauty? Jesteście zadowolone?
Pozdrawiam,
Agata :)
piątek, 23 listopada 2012
RECENZJA: Nawilżamy skórę z Ecodermine - Balsam Cztery Pory Roku.
Witam!
Jak napisałam, tak robię - pojawiam się dzisiaj. 4 dni matur doprowadziły mnie do kosmicznego osłabienia i dzisiaj postanawiam wyspać się na całego. brrr...
Ale najpierw post o kosmetyku, który powinien się znaleźć w kosmetyczce każdej z Was, a mianowicie- Balsam Cztery Pory Roku Ecodermine.
Posiadam wersję Intensywnie Nawilżającą - otrzymałam ją w ramach testów dla któregoś z portalu. Są jeszcze inne wersje: wyszczuplająca i rozświetlająca, które zbierają równie dobre noty.
Zacznę od pytania: kto powiedział, że eko kosmetyk musi być drogi? Balsamy CPR zawierają 95% składników naturalnych! I są bardzo tanie, ich ceny wahają się w granicach 8-12zł. Więc na każdą kieszeń.
Podejście producenta do wypisanego składu bardzo mi się spodobało. Na fioletowo zostały zaznaczone składniki, które nie są ekologiczne, co pozwala nam na szybką decyzję o kupnie, nawet bez konieczności głębszej analizy.
W moim balsamie mamy zaznaczone 3 składniki, czyli:
Phenoxyethanol- półsyntetyczny środek konserwujący. Lżejszy zamiennik parabenów,
Potassium Sorbate- sól kwasu karboksylowego. Substancja konserwująca uniemożliwiająca rozwój mikroorganizmów w czasie używania produktu,
Sodium Benzoate - konserwant. Alergicy powinny unikać tego składnika. Uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym.
Szatę graficzną opakowania oraz jego ergonomiczność polubiłam od razu- jest przyjemne, wygodne i z łatwością wydobędziemy z niego kosmetyk. Same plusy.
Konsystencja- gęsta, powoli się wchłania. Jest wydajny, używam dobrych kilka tygodni i została mi 1/4 produktu.
Jak moja skóra zareagowała na ten produkt? Gdyby mogła to zapewne by mruczała! Balsam jest 8 cudem świata i nikt temu nie powinien zaprzeczyć. Świetnie nawilża, powoli się wchłania co potwierdza naturalny skład. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia. Przy regularnym stosowania przywraca zdrowy wygląd skóry. Pachnie trochę chemicznym jabłkiem, ale nie męczy noska.
Jesteście zainteresowane produktem?
Myślę, że spróbować za kilka zł. nikomu nie zaszkodzi, tym bardziej, że to chyba najprzystępniejsza cena na rynku.
Mnie osobiście kosmetyk zadowolił i jestem pewna, że do niego wrócę. Jest porównywalny do balsamów, które kupowałam w aptece za 30-40zł i nie były składowo w takim procencie naturalne.
PharmaCF może być z siebie dumna!
Jak Wam się podoba?
P.S. Po tej całej maturalnej męczarni mogę stwierdzić, że najgorzej poszła mi matma. Mój humanistyczny mózg mimo tak intensywnej pracy nie pozwolił mi rozłożyć skrzydeł i napisać wszystkiego jak należy. To nic - mam pół roku, to baaaaardzo dużo czasu= zadań z matematyczki :D
Chyba najbardziej zadowolona jestem z angielskiego i rozszerzonego polskiego, taką maturę mogłabym napisać :)
Adios!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










