Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2013

Makijażowe potyczki...

Cześć Wszystkim! 

Dzień mi się dosłownie 'rozkraczył'. Chyba jeszcze nigdy nie wstałam o 13, to bardzo nieprzyjemne doświadczenie i mam nadzieję, że nie będzie się to powtarzało :) Pogoda jest niesamowicie nieprzyjemna- przez ostatnie dwa dni lało bez przerwy. Tak rzęsistego deszczu dawno nie było. Brrr...

Nie jestem mistrzem makijażu, a i zdjęcia mojej twarzy z bliska wychodzą dość 'tłuściutko' :D Dlatego hamowałam się przed takimi postami. Ale przecież raz się żyje, może nikomu się nic nie stanie.

Maluję się od 2 klasy gimnazjum - zazwyczaj czarną kredką na dolnej powiece, czasem używam cieni (ciemnych) i zawsze tusz. W zależności od pory roku, używam kremo-podkładu (z Nivea czy Under Twenty). Nie lubię efektu 'tapety', a przy mojej karnacji bardzo o niego łatwo.
Teraz mój makijaż ogranicza się do minimum - tusz, kredka i czasem roll-on pod oczy.

 Jak widzicie mam bardzo zróżnicowany koloryt na twarzy- jest zimno i strasznie się czerwienie. Najbardziej cierpi na tym nos, ten jest od chłodu wiecznie czerwony :) Reszta to wina zmian łuszczycowych, czy po prostu delikatnie pękniętych naczynek (które pojawiają się i znikają kiedy chcą). Jednak mimo ubogiej pielęgnacji (woda różana, płyn do demakijażu, krem od czasu do czasu) to skóra na twarzy trzymaj się najlepiej, reszta ciała jest niestety delikatnie przesuszona.














Wybrałam się wczoraj do Rossmana z zamiarem upolowania tuszu do rzęs - -40% to dobra okazja. Wybrałam Wibo Dolls Lash, który podobno nadaje efekt sztucznych rzęs. Nie mnie to oceniać, nie umiem perfekcyjnie używać maskary, żeby wycisnąć z niej wszystko co ma do zaoferowania.


Ot Ci kolaż... Zauważcie jakie mam rzadkie brwi - widać prześwity :D Wszystko od sterydowej maści, którą przepisał mi dermatolog. Choroba zaatakowała najmocniej brew i przez rok katowałam ją silnym lekiem. Oczywiście plamka zmalała, ale ja zostałam pozbawiona części brwi. Próbowałam odratować je rycyną, jednak ciężko im podrosnąć. Póki co, przy dobrym 'zaczesaniu' nie widać tego defektu.
















A to mi służy w wykonywaniu makijażu na co dzień : 
-Garnier Pure Active Roll-on - pod oczy, maskuje moje nieprzyjemne cienie, jest świetny,
- Wibo Dolls Lash,
- Czarna kredka w sztyfcie Eveline,
- Szminka Celia Woman, 


Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was :d I nie linczujcie mnie za brak smykałki do makijażu :)

I mam jeszcze nadzieję, że podoba Wam się mój nowy wygląd. Tym razem miszczem fotoszopa była Paulina, dzięki Mała :3 


Życzę spokojnego wieczoru, wypoczywajcie, a ja wracam do szukania ciekawych seriali - może macie jakiś w zanadrzu? 

Pozdrawiam, Agata :)





wtorek, 12 marca 2013

Stwórz perfekcyjną kreskę, czyli tutorial - eyeliner!

Witajcie, Kochane! :)

Dziś mam dla Was pierwszy post makijażowy. Motyw przewodni - nieśmiertelne, zawsze modne, eleganckie kreski. Przedstawiam technikę opracowaną w oparciu o najprzydatniejsze wskazówki, jakie udało mi się zebrać.

Życzę Wam powodzenia :)

 W zależności od tego, jaką kolejność wolicie, można nałożyć podkład, korektor, podkreślić brwi etc. teraz lub później.
Pierwszym krokiem we właściwym makijażu oka jest wybranie konturu naszej kreski. Najłatwiejszym i odpowiadającym większości kształtu oczu sposobem jest spojrzenie w lusterko w dół i wyobrażenie sobie wydłużenia linii dolnej spojówki pod jej naturalnym kątem - tak jak zaznaczyłam to na zdjęciu.


Przechodzimy do pierwszej, najłatwiejszej części robienia kreski. Poziom trudności rośnie z każdym kolejnym etapem, ale jeszcze się o to nie martwcie :)
Bierzemy do ręki kredkę lub cień na cienkim pędzelku, cokolwiek, co pozwoli nam na wstępne odrysowanie wyjściowego konturu - trochę ciężko jest wyciągać kreskę "w ciemno". Akurat miałam pod ręką kredkę białą - dobrze się jej używa w tym celu, bo łatwo ją i zetrzeć, i zamalować. Nie polecam używania na tym etapie kolorów ciemnych ani mocnych, bo może być ciężko z poprawieniem mocno odrysowanego kształtu. Niech ta linia wstępnie nie będzie za długa - o tym napiszę w jednym z następnych etapów.

Zapewne zastanawiacie się, co robi ta strzałka na zdjęciu. Użyłam jej, by zwrócić uwagę na fakt, iż mój najmniejszy palec spoczywa na kości policzkowej. Dlaczego? Dlatego, że daje to dłoni wiele oparcia, nie "wisi" nad buzią, więc nie będzie się chwiać i nie zrobimy na powiece pobojowiska. Znalezienie odpowiedniego kąta przyłożenia palca do policzka zajmuje tylko kilka chwil a łatwo wchodzi w nawyk, i w dalszych etapach bardzo wiele ułatwia :)


Pora na eyeliner... To jaki wybierzemy, nie ma znaczenia - byleby nie podrażniał skóry (przed pierwszym użyciem każdego kosmetyku należy zrobić próbę uczuleniową!) i w miarę wygodnie się nim operowało, a jeśli chcemy użyć kredki - niech będzie dobrze zatemperowana.
Reszta przyjdzie z wprawą. :)


Ja używam eyelinera w żelu (od Maybelline - ktoś chętny na recenzję?) i nakładam go cienkim pędzelkiem.
Jeśli zamierzacie używać takiego eyelinera, dobrze jest wytrzeć nadmiar produktu z pędzelka o wierzch dłoni, żeby łatwiej było utrzymać kontrolę nad kreską.
Lepiej jest nakładać mało i stopniowo budować efekt, niż nałożyć wielką grudę, rozsmarować, i godzinę poprawiać :)

Teraz zaczyna się magia...
Dobrze jest siedzieć wyżej niż lusterko i nie schylać się do niego, tylko patrzeć w nie w dół. W ten sposób minimalizujemy ewentualność drżenia powiek czy chęć gwałtownego mrugania.
Nie polecam zaczynania kreski od wewnętrznego kącika, ponieważ na pędzelku może być za dużo produktu nawet pomimo przetarcia o wierzch dłoni. Poza tym, z kącika łatwo poprowadzić pędzelek pod złym kątem i zepsuć cały kształt.
Ja zaczynam kreskę na środku oka, prowadzę ją do zewnętrznego kącika, dopiero potem wykańczam wewnętrzny.


Kochane - nie próbujcie całej kreski namalować jednym pociągnięciem! To jest niemalże niewykonalne. O wiele wygodniej jest zacząć tuż przy linii rzęs i stopniowo prowadzić kreskę krótkimi, małymi pociągnięciami. Wtedy trudniej jest cokolwiek zepsuć i łatwiej trzymać kształt w ryzach. :)


Po wstępnym narysowaniu kreski na środku powieki przechodzę do wewnętrznego kącika. W dalszym ciągu patrzymy w lusterko w dół, i przy tym tak przechylamy głowę, aby oko kierowało się ku zewnętrznemu kącikowi - robiąc kreskę w wewnętrznym kąciku prawego oka obracamy twarz delikatnie w lewo (i odwrotnie), tak jak na zdjęciu. W ten sposób skóra "wyprostuje się", więc nie musimy jej naciągać (błagam, nie róbcie tego!), i minimalizujemy ryzyko mrugnięcia. Skąd takie manewry? Otóż obszar tęczówki wykazuje się większą czułością tkanki. Można to sprawdzić zamykając oko i dotykając palcem powieki w różnych punktach - w obszarze białka ocznego nie poczujemy dyskomfortu, a w obszarze tęczówki już tak; dlatego tak ciężko jest nie mrugać przy malowaniu kreski, ale wystarczy poprzechylać głowę by tego uniknąć, i nie malować "na tęczówce".




Kiedy kącik wewnętrzny jest już zaznaczony przechodzimy do kącika zewnętrznego. Nie martwcie się jeszcze o ewentualne niedociągnięcia, wszystko stopniowo :) moja kreska póki co jest nierówna i niejednolitej grubości, co widać na zdjęciu.
Pamiętacie, że napisałam, żeby linii konturu (u mnie białej) nie rysować za długiej? Otóż im dłuższa będzie ta krawędź, tym grubsza i bardziej graficzna będzie kreska. Długością, którą uważam za najbardziej uniwersalną, jest mniej więcej połowa średnicy tęczówki.

Mając to na uwadze, i ewentualnie korygując długość konturu, przykładam pędzelek do górnego krańca tej białej linii, i wciąż patrząc w dół, małymi, krótkimi pociągnięciami rysuję kreskę od tamtego punktu do środka oka. Kąt prowadzenia pędzelka czy kredki jest dość naturalny, jeśli skupimy się na tym, by połączyć szczyt kreski z jej środkiem i nie prowadzić przy tym ręki za wysoko. Nie stresujcie, jeśli coś nie wychodzi - najwłaściwszy kąt wyrabia się z wprawą, a do tego czasu wszystko da się poprawić :)


Przechodzimy do wykańczania. Zamalowujemy wszystkie rowki i nierówności, aż otrzymamy gładką krawędź. Dobrze jest co chwilę sprawdzać na oku zamkniętym i otwartym, czy linia jest płynna, i ewentualne braki wypełniać. Jeśli kreska jest gdzieś za gruba lub wyszła poza zamierzony kształt, naprawimy to w następnym kroku.
Bardzo przydatny trick - przy dopieszczaniu kreski kilka razy odejdźmy kilka kroków od lustra - makijaż z odległości wygląda całkiem inaczej niż z bliska, a mając wizualny dystans łatwo zobaczyć, czy kreska ładnie zdobi oko, czy kąt uniesienia jest właściwy, oraz czy jest wystarczająco widoczna.

Jeśli w tym momencie satysfakcjonują Was kreski - gratuluję :)
W innym przypadku bierzemy patyczek kosmetyczny i jedną końcówkę delikatnie nasączamy płynem micelarnym, mleczkiem, olejkiem - czegokolwiek używacie do demakijażu. Tą końcówką delikatnie przecieramy miejsce, którego w jakiś sposób nie udało się umalować wedle życzeń, a następnie wyrównujemy kształt suchą końcówką. Proces można w razie potrzeby powtarzać, tak samo jak później ewentualne poprawianie eyelinerem - tak, jak w poprzednim kroku.


Ja ograniczyłam się do skrócenia kreski, bo wyszłam z konturem zbyt poziomo, i wytarcia białej linii.
Na koniec wytuszowałam rzęsy i poprawiłam korektor.


efekt końcowy
Podsumowanie:

- nie spieszymy się i nie stresujemy
- najlepsze są małe, krótkie pociągnięcia
- w lusterko patrzymy w dół i ukośnie
- oceniamy kształt na bieżąco z daleka
- praktyka czyni mistrza

I to by było na tyle. :)




Co w następnym odcinku? - Jak pięknie malować rzęsy!

Pozdrawiam serdecznie
Kamila :)


LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...