Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2014

Jak się mają moje włosy - aktualizacja :)

Hej! 
Aż nie wierzę, że zabrałam się za pisanie! Przede mną 6-dniowy maraton w pracy, więc nie wiem jak będzie z moją obecnością tutaj, ale dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak mają się moje włosy od ostatniej ich aktualizacji (z grudnia! ale wstyd!) .


Przyznaję, że pielęgnacja opierała się przeważnie na umyciu i nałożeniu odżywki. I zabezpieczeniu końcówek. Zawsze suszone, baaaaardzo rzadko olejowane, wcierki wcierane "jak sobie przypomniałam", ogólnie przez zmianę otoczenia, zmienił się mój zapał do takich rzeczy. Plus fakt, że mieszkałam w akademiku, gdzie ograniczona przestrzeń bardzo mnie przed wszystkim hamowała. Teraz jest już lepiej, wyprowadzam się do mieszkania, będę miała więcej czasu i chęci -mogę bez problemu nałożyć olej i spacerować do kuchni czy łazienki, bez narażania się na tłum gapiów (jedna kuchnia na całe piętro, to jest to :) ). Zauważyłam, że ma to dla mnie duże znaczenie. Wolę czuć się swobodnie.

Przejdźmy do konkretów, czyli do zdjęcia.


Ostatnio włosy podcinałam w tamtym miesiącu i zrobiłam to sama. Może się wydawać, że lewa strona ma więcej włosia niż prawa, ale to kwestia rozczesania. Końcówki są w stanie dobrym, dość często się plączą. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam tak długie włosy. :)

W następnym poście przedstawię Wam aktualną pielęgnację twarzy i jej stan, jest się czym chwalić.
Pozdrawiam serdecznie,
Agata! :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Pielęgnacja włosów w grudniu + podsumowanie październik/listopad.

Witajcie!
Przybywam dzisiaj z kolejną aktualizacją włosową, jakość nie powala - brak aparatu zdecydowanie doskwiera. Zdjęcia niestety robię telefonem, ale najważniejsze, że jakiekolwiek są.
W listopadzie nie miałam okazji przyfocić włosów do aktualizacji, dzisiaj wspomogła mnie przyjaciółka, więc aktualizacje będą się już pojawiały jak wcześniej, czyli co miesiąc.


Na zdjęciu z października włosy są jeszcze mokre, przez co nie były skręcone. Dzisiejsze zdjęcie robione na wpół suchych włosach i jak widać już trochę powywijanych, jednak dolna warstwa uchowała sie jako-tako.

Przyrostu aż jeden pasek - podkreślam, że 11 listopada podcięłam sporo, około 3cm i zrobiłam na nowo grzywkę. Teraz grzywka sięga mi już ust, a dodatkowy pasek (czyli około 1,5cm) pokazują, że jednak coś się tam rusza :)
Pielęgnacja jest raczej monotonna - mycie szamponem Dermedic Emolient/Green Pharmacy z Cynkiem i Dziegieciem, odżywka na długość: Isana Profesjonalna do kręconych/DeBa do wszystkich rodzajów włosów, odżywka na skalp: Seboradin Regenerujący/Green Pharmacy z olejkiem łopianowym. Czasem używam maski DSMineral z błotem z Morza Martwego- przeważnie na skalp. Zabezpieczam Elixire Argan Oil. Wcierka: Joanna Rzepa (sporadycznie, gdyż skórę głowy mam niesamowicie wysuszoną).
Brak czasu nie pozwala mi na olejowanie włosów, robię to naprawdę rzadko. Od początku roku akademickiego miałam na włosach olej może ze 4x.

Za to dwa razy zdarzyło mi się pohennować włosy - raz rudym, a raz ciemnym brązem, jednak włosy zawsze po pewnym czasie wracają do swojego naturalnego koloru.

Na grudzień nie zaplanowałam nic specjalnego- chcę wykończyć wszystkie kosmetyki, które mi zalegają, odlewki, niedokończone maski/odżywki. Dopiero po skończeniu tych kosmetyków planuję zakupić sobie typowo rosyjski zestaw do pielęgnacji (bądź ukraiński, gdyż mam dojścia :D ).

Coraz częściej nawijam też włosy na papiloty, ładnie się trzymają nawet bez pianki i lakieru. Podoba mi się taka opcja :)

Macie może jakieś sprawdzone sposoby na szybkie nawilżenie skóry głowy?

Pozdrawiam,
Agata :)


poniedziałek, 18 listopada 2013

'Co tam u Ciebie?'

Witajcie! 
Znów zaczynam post od 'dawno mnie tu nie było'. Musicie wybaczyć. Dużo się dzieje i nawet czasu trochę jest, nawet pomysły jakieś tam mam, ale wena jest tak uśpiona, że nie chce mi się nawet odpalać bloggera.

Nie dodałam aktualizacji, ano nie dodałam. Dodam pod koniec listopada.
Co się dzieje u mnie i u moich włosów? Już się z Wami dzielę :)

Będąc w Zamościu na początku listopada przeszłam się do szkoły na podcinanie włosów- sala do zajęć praktycznych w której uczyłam się przez 4 lata zmieniła się nie do poznania - szkoła otrzymała dużo nowego sprzętu, który chciałam za swojej kadencji wypróbować. M.in. micro camera, dzięki której możemy z bliska zobaczyć stan swoich włosów i skóry - raj, szczególnie dla mnie, kiedy mogę na bieżąco śledzić postępy w walce z Ł. Pojawiły się też 'gorące nożyczki' którymi to ścięto mi włosy. Minęło już ponad 2 tygodnie i póki co, to nie widzę żadnych rozdwojonych włosów. Kocówki są zupełnie inne w dotyku niż po normalnym strzyżeniu - jak dla mnie bomba. Będę korzystała z tych usług częściej (dziewczyny z Zamościa - jest możliwość taniego strzyżenia tymi nożyczkami w ZSP1 - polecam trafić na P. Beatę :) ). 

Za to stan mojej skóry pogorszył się na dobre - nie mogę sobie poradzić z pochłaniającymi moją twarz zmianami. Na głowie też jest coraz gorzej. Woda w akademiku jest naprawdę koszmarna- umywalki za to są malutkie i nawet jakbym chciała myć włosy mineralką, to za cholerę nie dam rady.
W związku z postępem nieprzyjemnej Ł. postanowiłam wrócić do sprawdzonych szamponów i odżywek - wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta woda, a tak to jest straszny problem z powrotem do zdrowia.
Postawiłam na szampon i odżywkę z Green Pharmacy, oraz na odżywkę Seboradinu (wersja z żeń szeniem). Prócz tego co jakiś czas wcieram Joanne Rzepę, a końcówki zabezpieczam serum z Bioelixire (trafiony na promocji w Rossmanie). Na długość włosów nakładam odżywkę złapaną w Biedronce marki DeBa i Isankę profesjonalną do włosów kręconych. Asortymentu powoli mi ubywa z czego bardzo się cieszę.
Co jakiś czas nakładam na skórę głowy i włosy maskę którą bardzo chciałam mieć, a mianowicie "Maskę błotną do włosów i skóry głowy" od DSMineral (pokazywałam Wam inną ich pozycję TUTAJ)

źródła: 1, 2, 5

Co chodzi o studia - zaliczyłam swojego pierwszego w życiu kolosa - nie było łatwo. Z logiki pokusiłam się na 5 z odpowiedzi (i gdyby nie Michał to pewnie usłyszałabym "uznajmy, że nie było Pani przy tablicy") i mogę być już spokojna, nie będę się stresowała kolejnymi ćwiczeniami, mogę się skupiać na zapamiętywaniu.
Na dniach dopadła mnie też informacja, że wygrałam tablet - powiem Wam, że do tej pory umiałam żyć bez takiego urządzenia, teraz wydaje mi się, że gdyby nie on, to wydawałabym miliardy na kserowanie i inne. Pomocna rzecz. Zamówiłam sobie też Case Covera w kolorze purpurowym, a dokładnie takiego :

kupione u TEGO sprzedawcy
Póki co to czekam na paczkę.


Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam. Obiecuję, że na dniach pojawię się z jakąś recenzją :)

Zapraszam Was też na mojego facebooka oraz do obserwacji przez bloglovin.


Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia.
Buziaki, Agata :)

poniedziałek, 7 października 2013

Wrześniowe włosy - podsumowanie pielęgnacji.

Witam i o zdrowie pytam...
... bo chyba z tym u każdego ostatnio słabiutko. Nie martwcie się, przejdzie. Jak i mi przeszło.
Melduję się już z AGHowskiego akademika, jestem cała w skowronkach, bo wszystko jest tak jak być powinno. No prócz mojej systematyczności w pisaniu, ale zrozumcie mnie. To był burzliwy czas... wyjazd, ogarnianie się/spraw i inne. Trochę mnie to odciągnęło od siedzenia w sieci. Mimo wszystko wracam z aktualizacją włosową. A z następnym postem pokażę Wam, jak wygląda moja skóra po 4 miesiącach z Sufrinem (4? albo 5).


Musiałam zmienić bluzeczkę do aktualizacji, tamtą posiałam (zapewne zostawiłam w domu) więc muszę sobie radzić z tą. To nic. W tym miesiącu będzie słabo, ale w następnym porównanie będzie pierwsza klasa.

Na zdjęciu włosy są jeszcze wilgotne. Chciałam, żeby w ten sposób były jak najbardziej proste, bo inaczej powywijałyby się. Przybyło coś około 2cm - wynik dobry. Jednak dopadło mnie jesienne wypadanie, nad czym bardzo ubolewam, ciężko mi nad tym zapanować. Nie są też w najlepszej kondycji. Od pogody, zmiany wody i nieodpowiednich kosmetyków zrobiły się suche i brzydkie już na dzień po myciu. 

Czego używałam? 


Od początku września wcierałam Saponics. Wcierki jeszcze trochę mi zostało. Przelana standardowo do buteleczki po Joannie Rzepie (chyba czas zakupić nową, bo wcierka bardzo dobra, a moje opakowanko już przymiera). 
Bardzo przyjemna i ładnie pachnąca wciera. Nie przetłuszcza, ale odnoszę wrażenie, że troooooooszkę wysusza. Nie jestem jednak do końca pewna.


Dermedic Emolient Linum - bardzo dobry szampon o krótkim i treściwym składzie. Przy odpowiedniej technice świetnie się pieni. Ma jedną wadę - włosy go nie lubią, a skóra głowy łatwo się przyzwyczaja. Jak przy zamojskich warunkach był idealny, tak tutaj jestem na nie. Póki co idzie w odstawkę.


Garnier Awokado i Karite - mój osobisty hit. Jednak z wysuszonymi włosami tym razem sobie nie poradził. Nawilżenie lekkie i na krótką chwilę. 
Isana Professional do włosów kręconych - komu nie przypasowała któraś z odżywek z tej serii, to do reszty niech też się nie dotyka. Mi isana z olejkiem arganowym (?) bardzo przypasowała i z tej również jestem zadowolona.


Testowałam też podróbkę TT - jest za ostra, dlatego nie jeżdżę nią po skórze głowy. Rozczesuje tak jak powinna. Jednak korci mnie oryginalna wersja kompaktowa, którą można złapać na grouponie za 39,90. Widzę, że rozchodzi się jak ciepłe bułeczki :)


Jak wasze wrześniowe kłaczki?
Pozdrawiam,
Agata :)

piątek, 6 września 2013

Maska nr 1 - DSM z Masłem Shea.

Cześć i czołem! W ten piękny piątkowy poranek (?), bo chyba jest jeszcze rano ( :) ) przybywam do Was z recenzją maski Mon Platin Dead Sea Minerals . Miałam z nią do czynienia praktycznie cały czas w sierpniu, więc najwyższa pora na trochę moich przemyśleń.

Maska zamknięta w przyjaznym opakowanku mieszczącym 250ml produktu. Nie ma możliwości, żeby cokolwiek zostało na dnie, maskę możemy wykorzystać w 100%, takie rozwiązania lubię :)




 Zachęcająca jest też szata graficzna kosmetyku. Przyjazny minimalizm dobrze prezentuje się w stercie kolorowych kosmetyków. Jednak nie o tym miałam, wygląd nic nie ma do działania :)

Jak wyżej wspominałam najczęściej kosmetyku używałam w sierpniu. Był to w sumie nieodłączny element mojej pielęgnacji, bo do domu nie przywiozłam nic prócz tej maski i szamponu. Na początku obawiałam się, że włosy przyzwyczają się jak to się często zdarza. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Dzięki zwartej, nie za rzadkiej i nie za gęstej konsystencji kosmetyk wystarcza na bardzo długi czas. Gdybym jej używała jako typowej maski 1-2x w tygodniu, to pewnie miałabym jej jeszcze połowę. Jak dla mnie to mega plus, szczególnie po niezbyt miłych przeżyciach z wydajnością maski Babuszki Agafii.

Co do samego działania: włosy nie przyzwyczajają się. Są świetnie nawilżone. Skóra głowy wręcz prosi się o więcej kosmetyku, moja przesuszona reagowała bardzo dobrze i nie było problemów, nie 'sypałam' się, nie wyskakiwało nic nowego. Zauważyłam bardzo ładne wygładzenie, a przy próbach stylizacji bezproblemowo chciały się skręcać.
I ten przyjemny słodki, nie duszący zapach. Bomba! :)


Na dzień dzisiejszy zostało mi tyle maski. Spokojnie na 3 użycia. 
Dostaniecie ją TUTAJ. Cena może odstraszać, ale za takie działanie i wydajność myślę, że warto. 
Mnie osobiście interesuje jeszcze Maska błotna do skóry głowy i włosów . Wszystko co z błotem moja skóra kocha. (i włosy też :) ). 


Dla ciekawych jeszcze skład, bez analizy, bo nie znam się na tym aż tak :) 


Życzę miłego popołudnia, a uczniom aktywnego weekendu.
Buziaki, Agata :)

wtorek, 3 września 2013

Wrześniowe włosy i aktualna pielęgnacja :)

Witam!
Nadszedł czas (nareszcie!) na podsumowanie pielęgnacji w lipcu i sierpniu. Wprawdzie lipca tylko kawałek, bo zdjęcie pochodzi z 17.07, ale jest, więc uwzględniam :)

17.07 - 01.09.2013
Włoskom się podrosło prawie 3cm. Przez ten okres moja pielęgnacja była tak różnorodna, że nawet nie wyszczególnię Wam czego używałam.


We wrześniu wszystko jest już ustalone. Wygląda to tak:


Do mycia Dermedic Emolient. Miałam okazję go używać dzięki Paulinie (:*) i koniec końców dostałam własny egzemplarz od rodzicielki. Skóra głowy woła o pomstę, myta przez ostatni czas Schaumą 7 ziół zrobiła się kapryśna, pełna wysuszonych plam i swędząca. Źle to wygląda.
Szampon jest NIESAMOWITY, ale więcej o nim napiszę za jakiś czas.

Jako odżywka Schauma 7 ziół. Zesztaw (szampon i odżywka) złapałam kiedyś w Biedronce za 8zł. Skład ma dobry, na początku ekstrakty ziół, dlatego ląduje nawet na skalp. Nakładana na długość dobrze nawilża.

Wcierka - Saponics. Nie miałam jeszcze z nią styczności, dlatego postawiłam na nią we wrześniu. Pachnie jak wszystkie wcierki Farmony - pięknie! Wcieram każdego wieczoru. Planuję dorzucić jeszcze masaż masażerem, ale zobaczymy jak będzie w praktyce :)

Prócz kosmetyków widocznych na zdjęciu, w pielęgnacji mam jeszcze resztkę żelu Biovax Med, którą wcieram tylko po myciu i jedwab CHI do zabezpieczania.

Zamierzam się też do picia ziółek. Dawno robiłam sobie jakąś kurację, a jesień i idące za nią wypadania jest dobrym czasem na to. Zacznę od dziś, a co! Dołączacie? 


Uciekam czytać książkę przy pysznej herbatce. Miłego dnia! :)
Agata.

środa, 21 sierpnia 2013

Zreanimowane fale po 'rulonach' i fale ze ślimaczków :)

Cześć:) 
Obiecałam, że pokażę Wam jak wytrzymał przez noc skręt z TEGO postu. Powiem szczerze, że nie było najgorzej, ale i nie najlepiej. Nie zrobiłam niestety zdjęć całości włosów, gdyż mój fotograf nie był 'pod ręką' :)



Po dwóch stronach na głowie zrobiłam ślimaczki. Tutaj są już zmarnowane bo robiłam zdjęcie rano. Po rozpuszczeniu należało je troszkę zreanimować, podokręcać palcami i wyglądało to nawet znośnie. Zyskały objętości i automatycznie były o połowę krótsze :D

rulonik :D




 Dzisiaj natomiast szczyciłam się falami z samych ślimaczków. Umyłam wieczorem włosy, zawinęłam w rulony i siedziałam z nimi ok. 2h, żeby podeschły. Następnie półsuche zawinęłam w ślimaczki po obu stronach głowy i tak poszłam spać. Rano po rozwinięciu byłam w szoku bo nie tego się spodziewałam.
Koniec końców roztrzepałam włosy palcami i wyszłam na miasto. Dopiero zdjęcie uświadomiło mi, że wcale tak kretyńsko (jak myślałam) nie wyglądają.

Zresztą, same oceńcie :) 



Zaczynam też przygodę z zestawem Schaumy '7 ziół'. Szamponu się odrobinę boję, bo SLS, ale skład prócz tego w obu kosmetykach jest obiecujący. Dam znać jak sobie radzi :)

Pozdrawiam Was serdecznie,
Agata :))

środa, 24 lipca 2013

Aktualizacja, pielęgnacja, nowości i wyniki konkursu :)

Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Jestem wykończona, a na dodatek zbliżają się TE dni, więc nie jest najlepiej. Mało piszę, bo mam niesamowicie mało czasu - a to praca, a to ktoś mnie odwiedzi, a to spacerujemy i tak dalej. Postaram się być bardziej systematyczna teraz :)

Aktualizacji nie było, ale będzie teraz. Spóźniona... Ale to nic. Muszę się pochwalić, że nareszcie podcięłam włosy i to sporo, a moim osobistym fryzjerem była siostra. Jak na brak doświadczenia to wyszło jej całkiem dobrze.


Oczywiście perspektywa coraz dalsza, ale po kreskach wszystko widać. Do lipca mocno podrosły ( a do tego prawa strona niesamowicie się pozwijała :) ), a po podcięciu są krótsze o jakieś 5cm. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. Przechodziły ostatnio bardzo ciężki okres, dużo stresów, a do tego odkryłam, że szampon GP okropnie je przesusza. Skórę trzyma w ryzach, ale włosy od nadmiaru ziół były bardzo wysuszone. Teraz do mycia służy mi Emulsja do higieny intymnej od Białego Jelenia. Powiem Wam, że tak miękkich włosów nie miałam od bardzo długiego czasu.
Na skalp jako odżywka pobudzająca do wzrostu ląduje Odżywka z Farmony z Żeń Szeniem. Cholera jest bardzo ciężka i trzeba ją dokładnie wypłukać, bo źle to później wygląda :D Ale włosy pozostawia przyjemne i gładkie, odrobinę puszyste. Wcierki niestety nie posiadam żadnej i dopóki nie unormuje się stan mojego portfela to szybko nie będę miała. Za to jest kozieradka, za którą się od dzisiaj wezmę. I jeszcze w planach jest skrzypokrzywa - tak, zmotywuję się!
Nadal przyjmuję Sufrin o którym ostatnio pisałam. Nawyk to nawyk, aktualnie w drodze są kolejne opakowania.

W nowościach znalazły się też kosmetyki z DSMineral


Maska do włosów z Masłem Shea, pachnie niesamowicie. Dzisiaj się z nią poznam bliżej :)
Krem wspomagający leczenie blizn i (przede wszystkim!) łuszczycy.
Mydełko z dodatkiem błota z Morza Martwego - wszystko mnie ostatnio uczula i ciągle się drapię, mam nadzieję, że takie mydełko będzie współpracować z moją skórą.
I ostatnie największe na zdjęciu - Błoto naturalne z morza martwego. Będę używała jako maski, jako kuracje, a nawet na włosy. Uwielbiam błotko. Z pewnością po czasie napiszę o nim więcej. A cena za 500ml. nie jest wcale jakaś ogromna, co tylko zachęca do zakupu tego cuda.


I teraz najważniejsze i cholernie spóźnione wyniki konkursu urodzinowego. Przedłużyłam termin i zgłoszeń było więcej. Niestety niektórzy olali jeden punkt regulaminu i mimo tego, że odpowiedzi były świetne, to nie mogłam ich uhonorować. Zatem wygląda to tak:

1 nagroda: Joanna S.
2 nagroda Agnieszka K.
3 nagroda Anastazjiiia jestem

Maile już wysłałam, gratuluję. Teraz czekam na wiadomości zwrotne i robimy zamówienie :)


Ostatnio była u mnie przyjaciółka, przyjechała na weekend. Spędziłyśmy świetnie czas na Wawelu, nad Wisłą, a nawet w Ikei :D Pozwiedzałyśmy okoliczne place zabaw. Tego mi brakowało. Tyle pozytywnej energii od jednego człowieczka, coś pięknego. Tęsknię Olu :3


(i wystylizowałam się tutaj na żel lniany. Pofalowałam się delikatnie i miałam świetną objętość, będę to robiła częściej).


Pozdrawiam Was serdecznie i zostawiam z Arktycznymi Małpami. Oraz coverem AM po polsku, w którym jestem zauroczona :)



Agata :)

środa, 5 czerwca 2013

Aktualizacja: Czerwiec 2013.

 Witajcie!

Wybaczcie mi ten zastój, ale jestem w koszmarnej formie i weny nie ma. Jednak przyszła pora na aktualizację, chociaż niewiele się zmieniło ;)
MAJ 2013
CZERWIEC 2013


Niewiele przybyło, odnoszę wrażenie, że trochę nawet ubyło, ale to zapewne wina podkręcania się włosów. Są ostatnio bardzo niesforne i nie mogę nad nimi zapanować. Obiecane ścięcie odkładam i odkładam, muszę się zmobilizować, bo końce strasznie cierpią, a ja mam już dość ciągłego rozplątywania. 

Kosmetycznie było dość monotonnie:

Szampon - Green Pharmacy z Cynkiem i Dziegieciem Brzozowym - pisałam o nim TUTAJ, jednak teraz mam wersję z tym lżejszym detergentem.

Odżywka na skalp: Balsam Babuszki Agafii na Łopianowym Propolisie - podobno przeciwko wypadaniu, trochę marnie działa. Wolałam balsam od Green Pharmacy.

Odżywki na długość: pełna różnorodność, denkuję wszystko przed wyjazdem, żeby jak najmniej ze sobą zwozić.

Wcierka: Tonik przeciw wypadaniu z Receptur Babuszki Agafii - wersja wzmacniająca bardziej do mnie przemawiała.

Oleje: na skalp Musztardowy, na długość różnie - alterra, łopianowy, bądź krem z Isany kakaowy do kremowania,

Płukanki: napar z łupin cebuli, herbatka '7 ziół' z Biedronki, Aloes 10x zatężony,

Coraz częściej tworzę na głowie warkocze, koczka już dawno nosiłam. Suszarka nadal w ruchu- bez niej moje włosy wyglądają na matowe i optycznie jest ich o połowę mniej.


Wybaczcie jakość :)
Ostatnio nawet udało mi się zapleść kłosa, jednak z moimi łapami wyszedł dość nieogarnięty (po kilku minutach trzymania rąk do góry przestaję je czuć :P )

Zauważyłam też sporo grubszych włosków, happy!



Pozdrawiam Was serdecznie,
Agata :)





wtorek, 14 maja 2013

Aktualności włosowe, pielęgnacyjne, odrobinę przemyśleń i sporo zdjęć.

Witam Was przeserdecznie,
przebrnęłam przez wszystkie pisemne matury, teraz tylko ustne i mogę spać spokojnie. Nasilony stres sprawił, że schudłam 2kg. a i stan włosów woła o pomstę do nieba. Jednak na maj przygotowałam specjalną pielęgnację, gdyż byłam pewna, że od stresu włoski będą wypadać garściami. Przezorny zawsze... ubezpieczony?


Zacznę od różnic w kolorze, które zauważam za każdym wyjściem z domu. Raz są jasnobrązowawe, a raz prawie czerwone. Pamiętacie jakie były przy aktualizacji płukankowej - złociste, rozpromienione. Teraz odrobinę mniej mi się to podoba.

pochmurno, bad hair day

słonecznie

Stan końcówek jest już naprawdę fatalny. Są bardzo suche i coraz więcej zauważam rozdwojeń. Zrobiły się też bardzo szorstkie, z łatwością się plączą. O cienkości nie wspomnę. Nie wygląda to ładnie. Po ostatniej maturze (obiecuję!), podetnę jakieś 3cm. Jak szaleć to na całego!



Zaplanowałam sobie na ten miesiąc po raz kolejny zmasowany atak na przyrost - działam zawsze na wszystkich frontach, przez co udało mi się (najwięcej) uzyskać 4cm w miesiąc. Liczę na ciąg dalszy dobrej passy, dlatego w maju zebrałam następującą armię: 


Do olejowania skalpu ( 2x w tygodniu na noc) - olej musztardowy. Słyszałam o nim naprawdę dużo dobrego, a do tego sam fakt, że jest z gorczycy, która ma pobudzające właściwości - no nie dało się go nie mieć.


Balsam na łopianowym propolisie - zamówiony na spółkę, tak więc mam swoje 300ml, które spokojnie wystarczą na 2 miesiące stosowania na sam skalp. Pachnie przyjemnie, wydaje się być wydajny, nic więcej póki co nie mogę napisać :) Zastanawiam się czy zadziała lepiej niż mój łopianowy ulubieniec z Green Pharmacy.



Tonik przeciw wypadaniu - miałam wersję wzmacniającą w której byłam zakochana. Teraz postanowiłam wypróbować jego brata, zapach jest odrobinę brzydszy niż poprzednika. Nie podrażnia. Stosuję po każdym myciu włosów.

Dodatkowo co jakiś czas nacieram przed myciem skalp naftą, zauważyłam, że włosy są od tego świetnie uniesione. Zawsze trzymam ją 15 wyznaczonych minut. 

Nadal stosuję płukanki - ostatnio zaczęłam kombinować z herbatką ziołową z biedronki: 


Sama w sobie jest bardzo smaczna, napar ma rudawy - w składzie same dobrości, które jak nie na kolor, to na cebulki może zadziałają :) Gotuję napar w 1l wody i wychodzi naprawdę mocny. Żeby nie przesuszyć włosów ciągłym ziółkowaniem ich, dodaję do płukanek aloes 10x zatężony, którego nareszcie się dorobiłam. 
Do zbiorów wpadł mi też macerat z kasztanów. Planuję zużyć go na twarz. 


I najlepsze co mogło mnie spotkać - WODA RÓŻANA. Nie wiem dlaczego wcześniej jej nie zdobyłam, jest genialna, świetnie działa na skórę, ujędrnia i rozświetla. Uwielbiam jej delikatny (niestety bardzo ulotny) zapach. Ah! Genialna! Z pewnością w przyszłości napiszę o niej więcej.




Zrobiło się więcej zdjęć niż samego tekstu, no cóż. 
Na dniach rozpocznę kurację Sufrinem, liczę na pozytywne działanie na łuszczycę, chciałabym się jej pozbyć, bo zaczyna być coraz bardziej denerwująca. Dodatkowo już któryś dzień nie mogę się zebrać w sobie i wyjść na połów mleczyków. Niedługo wszystkie przekwitną i zostanę z niczym, a chciałabym mieć 2 słoiki takiego miodku, zawsze lepsze to, niż jedzenie leków (a patrzcie jaka oszczędność finansów :D). 

W bonusie zdjęcie z ukochanym kociakiem :) 






Pozdrawiam serdecznie,
Agata :)






czwartek, 2 maja 2013

Podsumowanie rocznej pielęgnacji włosów - porównanie przyrostu.

Wprawdzie wszystko się zaczęło rok temu w marcu, ale byłam wtedy niesamowicie niedoświadczona i mieszałam olej rycynowy z naftą :D Tyle się zmieniło :)

  • Poznałam wiele nowych sprawdzonych sposobów na porost włosów, 
  • nauczyłam się (no tak po części) czytać składy, 
  • zrobiłam się systematyczna, 
  • śpię zawsze ze związanymi włosami, 
  • odciskam włosy w bawełnianą koszulkę,
  •  pokonałam suszę na glowie, 
  • ociepliłam kolor, 
  • a co najważniejsze - poprawiłam ich kondycję i zapuściłam, tak jak chciałam!

Przez ten rok nawet nie odczułam tego, że jestem jakąś włosomaniaczką. Wszystko tak mi weszło w nawyk, że automatycznie wcieram wcierkę po myciu, gotuję wcześniej płukankę, olejuję przed snem włosy, czy czytam etykiety w sklepie. Nie zabiera mi to dużej ilości czasu, ale doprowadziło mnie do czegoś niesamowitego :) Czuję się przez to świetnie.



Znalazłam wielu faworytów wśród kosmetyków do włosów. Zdecydowanie najwięcej dały mi odżywki i wcierki, oraz kuracje wewnętrzne.
Przebyłam 2 miesiące z drożdżami ( po miesiącu, przerwa 2 miesiące i znów miesiąc), 3 miesięczną kurację skrzypokrzywą bez przerwy, miesięczną kurację CP (zaraz po zakończeniu skrzypokrzywy - 4cm więcej :) )i pół miesiąca z siemieniem lnianym.
~Wcierki, które z pewnością do mnie wrócą: Jantar, Joanna Rzepa, Tonik wzmacniający Babuszki Agafii, Biovax Med - żel na porost,
~Odżywki na porost : Green Pharmacy z olejkiem łopianowym, Avalon Organics z Biotyną, Seboradin z Żeń szeniem (mmm, cudowny!)
~ Oleje: Rosyjski łopianowy z kiełkami pszenicy, Olej ze słodkich migdałów, Alterra z limonką, olej rycynowy,
~ Szampony: Green Pharmacy z cynkiem i dziegieciem brzozowym,  Fitomed do włosów suchych i normalnych,
~ Płukanki: z łupin cebuli, hibiskusowa, lniana, octowa, aloesowa,
~ Inne: żel lniany, maski samoróbki,



I teraz kolaż zdjęć z całego roku : 



Wiem, że na zdjęciu wyżej jest napisane maj 2012 i maj 2013, a na kolażu kwiecień, ale prawda jest taka, że zdjęcia były robione tak, że to mógł być jeszcze kwiecień :D (po prostu robię zdjęcia ostatniego dnia miesiąca)


Czy jestem zadowolona? 
Może nie do końca. Kilkakrotnie wspominałam, że zacznę w końcu pielęgnację CG, jednak nigdy mi nie po drodze. Mimo wszystko moje włosy wyglądają sensownie :) Liczę na dalsze powodzenie w ich pielęgnacji :)


Pozdrawiam Was serdecznie,
Agata :)

P.S. Zapraszam Was również na mój fanpage na facebooku:)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Kosmetyki uzdrowiskowe Dr. Dudy (TM) - program 4 kroków w pielęgnacji skóry łuszczycowej.

Witajcie! 

Od dobrych kilku tygodni testuję zestaw kosmetyków uzdrowiskowych, które otrzymałam od firmy Bio-Galen. Jest to zestaw "4 kroków w pielęgnacji skóry łuszczycowej". Dr. Roman Duda jako pierwszy w Polsce opracował kosmetyki na bazie wody siarczkowej oraz borowiny - dlatego w całym zestawie pokładałam swoje nadzieje.

 Cały zestaw prezentuje się tak - w jego skład wchodzą:
KROK 1: Żel borowinowo - solankowy,
KROK 2: Buski żel siarczkowy -chłodzący,
KROK 3: Maska siarczkowa,
KROK 4: Żel siarczkowy do kąpieli, 




Opiszę te kosmetyki jako całość, o każdym z nich nie mam wyrobionej opinii, ponieważ używa się ich grupowo jeden po drugim. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć efekty. Jednak pozwolę sobie skopiować informację o każdym z nich ze strony producenta.

Krok 1: W celu pozbycia się martwych komórek naskórka (łusek) należy wmasować okrężnymi ruchami ŻEL BOROWINOWO-SOLANKOWY (dr Duda) zawierający wodny wyciąg borowinowo-solankowy z kompleksem kwasów huminowych w postaci rozpuszczalnych huminianów. Kompleks ten wykazuje również właściwości podobne do koenzymu Q10 i wit. E, czyli substancji uważanych za podstawowe w ochronie włókien kolagenowych i przyczyniających się do zachowania elastyczności i sprężystości skóry. Ponadto jego zaletą jest fakt, że nie brudzi i nie zostawia tłustych pozostałości na skórze i ubraniu.

 Krok 2: Ma na celu wzmocnienie efektu pielęgnacyjnego uzyskanego po zastosowaniu ŻELU BOROWINOWO-SOLANKOWEGO (dr Duda). Etap ten polega na wmasowaniu w skórę ze zmianami łuszczycowymi BUSKIEGO ŻELU SIARCZKOWEGO (dr Duda). Efekt pielęgnacyjny oparty jest na działaniu siarczków na metabolizm skóry łuszczycowej, czyli działaniu keratolitycznym, keratoplastycznym, nawilżającym i odżywczym.

 Krok 3: Polega na naniesieniu na zwilżoną skórę wodą niewielkich ilości MASKI SIARCZKOWEJ 
(dr Duda) i jej wmasowaniu w miejsca ze zmianami łuszczycowymi. Siarczki zawarte w tym preparacie utrwalają działanie keratolityczno-keratoplastyczne na skórę łuszczycową oraz jako naturalne zmiatacze wolnych rodników tlenowych wybitnie opóźniają starzenie się skóry. Ponadto preparat ten głęboko natłuszcza skórę przywracając jej naturalny płaszcz ochronny.



Krok 4: Krok czwarty stanowią kąpiele w ŻELU SIARCZKOWYM DO KĄPIELI I AROMATERAPII, które stosujemy dwa razy w tygodniu. Preparat ten zawiera oprócz buskiej wody siarczkowej również solankę, której składniki mineralne rozszerzają naczynia krwionośne, zmniejszają pobudliwość zakończeń nerwowych i hamują mitozę komórek, szczególnie skutecznie w skórze łuszczycowej. Zawarte w tym preparacie biopierwiastki tworzą w skórze „płaszcz solny" i dzięki jego właściwościom higroskopijnym zwiększają wilgotność i napięcie skóry. Ponadto kąpiele te wzmacniają ścianki naczyń włosowatych w skórze, łagodzą podrażnienia i świąd skóry, wygładzają ją, dają uczucie relaksu i świeżości.

Ich konsystencja :



Kosmetyków używam już ponad miesiąc. Starałam się być naprawdę systematyczna, jednak szkoła często nie pozwalała mi na używanie wszystkich kosmetyków- zazwyczaj kąpię się rano. Najczęściej w odstawkę szła maska siarczkowa, gdyż ciężko mi się ją nakłada (a mimo to jest to mój ulubiony kosmetyk z całej serii). Zużyłam całe opakowanie i już jestem w trakcie drugiego. 
Zgodnie z zaleceniami używałam kosmetyków po kilka razy dziennie. Żelu używałam pod prysznicem (producent wspomina, że można tak go stosować), dlatego wystarczył mi na około 10 kąpieli. Żele chłodzące i rozgrzewające już mi się kończą ( są baaardzo wydajne, jak widzicie na zdjęciu- konsystencją przypominają rozwodniony żel). Maska tak jak wspominałam - jestem w trakcie drugiego opakowania. Zapachy kosmetyków są przyjemne, delikatnie, nie drażnią. Dlatego praca z takimi produktami to sama przyjemność. Dodam, że maska siarczkowa pachnie intensywnie różami, w pomieszczeniu ogrzewanym odrobiiinkę dusiła. 
Ale przejdźmy do najważniejszego- działania. Do niedawna moja skóra pożywiała się każdym balsamem i odwdzięczała się delikatnością. Wraz ze zmianą pogody, dorobiłam się ogromnego przesuszenia. Zmiany łuszczycowe niestety się nasiliły, ale prócz tego na nogach pojawiło się mnóstwo suchej skóry, z którą staram się walczyć. 
Dopóki trzymały się nas śniegi - dzięki pielęgnacji tymi kosmetykami miałam naprawdę BARDZO dobrze nawilżoną skórę z delikatnie usuniętymi łuskami. Nie znikły one całkowicie, jednak stały się widoczne w minimalnym stopniu. Teraz staram się wykorzystać to co zostało w stopniu zaawansowanym, niedługo zostanie mi sama maska- jednak widzę, że powoli wszystko wraca do normy. Zajęło mi to odrobinę dłużej niż tydzień, ale mam nadzieję, że będzie się trzymało jak najdłużej. 
Do tego skóra się ujędrniła i wygląda zdecydowanie młodziej. Jest naprawdę przyjemna w dotyku. 
Przyjaznym efektem jest chłodzenie i rozgrzewanie, jakie zapewniają kosmetyki z kroku nr 1 i 2. Zimą bardziej lubiłam rozgrzewający, teraz przyjemniej nakłada mi się chłodzący. 
Prócz wyeliminowania suchości zauważyłam delikatne osłabienie bólu z kostkach - producent zaleca wcieranie kosmetyków w stawy (w przypadku łuszczycy stawów o ile się nie mylę). Sama łuszczycy stawów nie posiadam, jednak mam problemy ww. bólem. 
Co ważne - kosmetyki są w 95% naturalne! 

Podsumowując: uważam, że warto mieć w domu chociaż jeden kosmetyk borowinowy/siarczkowy - nawet jeżeli nie posiadacie łuszczycy - to naprawdę przyjazne skórze, naturalne produkty, które sprawdzają się o niebo lepiej niż te, które możemy zakupić w drogeriach. Mają duży wachlarz zastosowań i są wydajne. Cena też nie jest duża (okolice 15-20zł).
 Swoim "siostrom i braciom" borykającym się z przykrą łuszczycową przypadłością, z czystym sercem mogę polecić cały zestaw pielęgnacji - na efekty nie czeka się długo, bo przy systematycznym stosowaniu zauważa się naprawdę ogromne zmiany już po kilku dniach. Za waszą troskę, skóra odwdzięczy się elastycznością, miękkością i będzie pracowała normalnie :) A to dla nas najważniejsze.

Na koniec zaproszę Was na stronę producenta, gdzie Dr. Duda udziela porad i odpowiada na męczące Was pytania oraz  fanpage na facebooku


_______________________________

W P.Sie wrzucę Wam moją dzisiejszą zdobycz. Urocza bluzeczka z kołnierzykiem- caaaaaaaała w koty, czyli idealna dla mnie :D




sobota, 13 kwietnia 2013

Odżywki Eva Natura, nie na moją głowę.

Witajcie w tą słoneczną sobotę! Jest niesamowicie na dworze, aż dziwne, że postanowiłam poodpoczywać przy komputerze. (wiosenne porządki pełną parą, auć :) ).
Postanowiłam Wam napisać kilka słów o odżywkach od Evy Natury. Przy którymś wspólnym zamówieniu skusiłam się na dwa oferowane produkty- teraz widzę, że w ofercie są dwa kolejne.
Nie będę się rozpisywała, przejdźmy do rzeczy. Chcę jeszcze wykorzystać słońce przed burzą.


Wersje jakie miałam w posiadaniu to Czarna Rzepa i Len/chaber/dzika róża, obie są stosunkowo tanie - na stronie producenta po 3,75zł. z tego co pamiętam (aktualnie nie są dostępne). Stacjonarnie nie widziałam ich nigdzie, wszędzie tylko szampony.

Bardziej przypadła do gustu moim włosom odżywka z czarną rzepą. Stosowałam ją na długość, na kilka minut i spłukiwałam. Włosy po jej użyciu były naprawdę przyjemne w dotyku, delikatne, sypkie. Jednak po czasie ten efekt znikł. Dopiero po kilku użyciach innej odżywki spokojnie mogłam wrócić do rzepiastej i nie obawiałam się przesuszenia.


Wersja z lnem to ogromny niewypał firmy. Byłam dla niej łaskawa i podchodziłam kilka razy, ale zawsze efekt był ten sam - przesuszenie, coś jakby przeproteinowanie. Podczas tego beznadziejnego stanu nabawiłam się dodatkowo porozdwajanych końcówek, których przybywa. No niestety. Staram się teraz odratować włosy , nawilżać, natłuszczać. A końcówki niedługo pójdą pod nożyczki.

Duży plus dla producenta za opakowania. Można je postawić 'na głowie' co jest pomocne przy wykańczaniu produktu. Korki są mocne, więc nie ma możliwości, żeby produktu ubywało.










A tu składy specjalnie dla Was. Na górze Czarna Rzepa, na dole Len.
Szkoda tylko, że przed perfumami mamy olej makadamia, a dalej to, co wymienione na etykiecie. No trudno.


Myślę, że za tą cenę można ich spróbować. Ja jednak już do nich nie powrócę :)




Pozdrawiam Was serdecznie,
Agata :)

środa, 3 kwietnia 2013

Pielęgnacja włosów w marcu - podsumowanie.

Witam Was serdecznie w ten zimowy- kwietniowy wieczór. 
Wróciłam już z Wrocławia, jestem niesamowicie zadowolona z tego kilkudniowego pobytu i mimo paru ciężkich chwil, udało mi się wykorzystać ten czas naprawdę dobrze.

Przybywam do Was z podsumowaniem pielęgnacji włosów w marcu. Mimo podcinania na początku ww. miesiąca, muszę niestety ściąć jeszcze ze 2 cm. Zrobię to jednak w momencie, kiedy pogoda się uspokoi.



Światło jak widać dało popalić. Ale to dobrze- widać refleksy, jakie udało mi się uzyskać przez płukanki, dodatkowo wzmocnione kremowaniem (i love it! ). Kondycja trochę upadła mimo dość częstego olejowania, odżywkowania i nacierania/masowania wcierkami. Myślę, że moje włosy potrzebowały zmian, dlatego w kwietniu wprowadzam kilka nowości.

Jak wyglądał marzec od strony pielęgnacji?
- mycie standardowo Fitomedem do włosów suchych i zniszczonych, cholernie wydajny jest!
- odżywki różnie - często była to Eva Natura w wersji z rzepą, bądź dziką różą, obwiniam za zły stan włosów właśnie je. Napiszę o nich w oddzielnym poście.
-jako wcierka - mocna kawa z cynamonem na Seboravicie, ale to połączenie chyba bez rewelacji, dzisiaj stworzę tą z cebulą i czosnkiem,


- nie przyjmowałam wewnętrznie żadnych suplementów, co było błędem, muszę coś wymyślić na kwiecień,
- stosowałam dość często płukanki z łupin cebuli i rumiankową,


Jak Wasze marcowe włosy? Również wyczekują wiosny? 
Pozdrawiam serdecznie,
Agata! 

LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...