Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Płyn micelarny, czy rzeczywiście Be Beauty?

Witajcie! 
Be Beauty zna już chyba każda z nas. Dzięki pochlebnym opiniom o płynie micelarnym tej marki nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Po dość długim czasie stosowania, jestem skora przyrównać go do mojej ulubionej Biodermy, która jest 10x droższa. Zapraszam do lektury :)


Jak dobrze wiecie, mam niesamowicie wrażliwą i delikatną skórę twarzy (i nie tylko twarzy...) . Od kiedy pamiętam, pielęgnację stanowiły tylko płyny do demakijażu i cyklicznie jakieś maseczki. Żadnych kremów, żadnych żeli, bo za moment cała skóra się złuszczała i pojawiały się nowe zmiany, których ciężko było się pozbyć.
Mimo tak ubogiej pielęgnacji, moja twarz nigdy nie wyglądała źle. Często słyszałam, że mam wręcz idealną cerę (rumieniec), więc nie zagłębiałam się w tajniki pielęgnacji twarzy. (i nadal mi do tego daleko).
Od momentu, kiedy wydenkowałam Biodermę minęło już sporo czasu, cena jednak była dość wysoka i starałam się znaleźć godnego jej zastępcę. Przez łapska przewinęły mi się płyny z Eveline, mleczka różnych firm i inne dziwne płyny, które niesamowicie podrażniały nie tylko skórę, ale i oczy. I wtedy pojawił się pierwszy, a potem kolejny post z płynem Biedronkowym w roli głównej. Nie pozostało mi nic innego jak dać mu szansę.




Zacznijmy od opakowania - urocza, plastikowa buleteczka o pojemności 200ml. Ergonomiczna i higieniczna - ogromny plus za korek (chociaż wielu z Was się nie podoba), jest wygodny, łatwy w użyciu i mocny. Wprawdzie nie przetrwał dwunastogodzinnej podróży do Wrocławia, ale wybaczę mu to, droga była dość wyboista :)

Z łatwością wydostaniemy tyle produktu ile potrzebujemy i śmiem twierdzić, że czasem nawet więcej niż potrzebujemy. Jest znacznie mniej wydajniejszy niż Bioderma, ale za taką cenę to zabrońcie mi mieć to za wadę.

Działanie zdecydowanie na plus. Na początku byłam wręcz przekonana, że nie da sobie rady z moją skórą, a ja po pierwszym użyciu będę musiała walczyć z wysuszonym placuszkiem. I powiem szczerze, że pierwsze użycie do najprzyjemniejszych nie należało. Skóra mocno się ściągnęła i zaczęła piec, a ja nie wiedziałam co zrobić (przecież nie używam kremów do twarzy!), walczyłam wtedy maską błotną. Następne użycia to już inna bajka.

Płyn pozostawia skórę nawilżoną i odświeżoną. Radzi sobie z makijażem jak należy ( chociaż ja ciągle robię to nieumiejętnie i tracę miliard wacików :P ). Pachnie delikatnie i nie męczy nosa, a to ważne. Nie sprawiał mi kłopotów natury : użyłam, złuszczyłam się i nic nie mogę zrobić - to chyba najważniejsze.

W biedronce zazwyczaj stoi za mleczkami, dlatego warto sięgnąć ręką trochę dalej. Swoją drogą zawsze są pochowane, ciekawe dlaczego :)
Koszt jednej buteleczki to 4,49/200ml.






Uh, ale się rozpisałam :)
Miałyście do czynienia z Be Beauty? Jesteście zadowolone?
Pozdrawiam,
Agata :)

wtorek, 12 lutego 2013

Szampon Fitomed Do Suchych i Normalnych

Witajcie! 
Przepraszam, że długo do Was nie pisałam, ale miałam na głowie trochę spraw, które zdecydowanie nie dawały mi się skupić na blogowaniu. Ale mam nadzieję, że wszystko powoli wróci do normy.

W styczniu używałam szamponu Fitomed, tak więc dziś czas na jego recenzję.



Miałyście okazję poznać moją wstępną opinię na jego temat we wpisie o TOP Szamponach do skóry problematycznej. Przy dłuższym stosowaniu szampon jest nadal tak samo dobry i warto go wypróbować. 

Co mnie urzekło?
Ano fakt, że obietnice producenta zostały spełnione. Obawiałam się kupna szamponu bez dziegieciu, bo myślałam, że wrócę do momentu, kiedy miałam na głowie łuszczący się hełm. Jednak do tego nie doszło i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że łagodzi wszystkie podrażnienia, jakich się dorobiłam.
Aktualnie - z racji akcji wcierania wcierek- stosuję żel Biovaxa, który dość mocno podrażniał mi głowę (ma alkohol, auć). Chcę go wydenkować i już więcej do niego nie wracać, jednak w połączeniu z pielęgnacją tym szamponem, jestem chętna na kolejny flakonik żelu, bo niesamowicie przyspiesza przyrost, a na głowie nie dzieje się nic złego, co mogłoby mnie przez tym przestrzec. 




Szampon bardzo przyjemnie się pieni (posiada w składzie SLeS), bez problemu zmywa oleje i wszystkie wymyślne maski z pierwszego O w OMO. Delikatnie pachnie, bardzo przyjemnie. Zapach jednak długo się na włosach nie utrzymuje. 




Kupimy go w aptekach i sklepach zielarskich za około 11-12zł. 
Mieści się w 250ml. buteleczce z wygodnego plastiku, łatwo wydostać odpowiednią ilość szamponu. Jest niesamowicie wydajny, mam go jeszcze 2/3, jednak obawiam się przyzwyczajenia skóry do kosmetyku, więc zaczynam kurację z Seboradinem ( dziękuję Karolino :* )

Podsumowując:
szampon sprawdził się na mojej skórze dotkniętej łuszczycą, znikły wszelkie stany zapalne oraz swędzenie, co jest bardzo komfortowe. Mimo SLeSu zawartego w składzie nie podrażnił mnie. Skóra nie była ściagnięta ani sucha, a wręcz nawilżona. Za taką cenę myślę, że warto spróbować. 

Pozdrawiam serdecznie,
Agata



środa, 30 stycznia 2013

Golden Rose - Gel Look Top Coat.

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was szybką recenzję Top Coatu od Golden Rose.



Buteleczka mieści w sobie 10,5 ml. żelowego lakieru. Bardzo mi się podoba jej kształt - jest przyjemny i ładny.
Pędzelek do malowania jest szeroki i z łatwością, a nawet z przyjemnością nakłada się Top na paznokcie. Przy okazji nie oblewa skórek dookoła i nie ścieka z niego. To wielki plus.


Producent podkreśla, że Top Coat nadaje efekt żelowych paznokci, nadaje wysoki połysk i przedłuża trwałość lakieru. Jak z tymi dwoma pierwszymi się zgodzę, tak z tą trwałością się zastanawiam. Byłam przekonana, że wytrzyma co najmniej 3-4 dni, niestety zawiodłam się. Po tym czasie lakier zaczynał pękać i na paznokciach widoczna była potrzaskana kratka. Wprawdzie nie było to niesamowicie zauważalne, jednak paznokcie traciły na estetyce.
Po nałożeniu Topa na paznokcie, lakier zasychał...  dość długo. Przy kremowym lakierze Marizy było to około 1h, a przy innym, również kremowym, 15 minut. Nie wiem od czego jest to uzależnione, jednak nie jest to oczekiwany efekt. 
Jego cena waha się od 10-14zł. Myślę, że mimo kilku minusów, można spróbować. 
Produkt oceniam na dużą tróję z plusem, może następny Top od GR będzie sensowniejszy :)

wybaczcie moje przesuszone skórki :)

Znacie ten produkt? 
A może polecacie inny?

Pozdrawiam,
Agata



piątek, 25 stycznia 2013

Tea Time - Koniecznie na wagę! :)

Miałyście okazję poznać już kilka moich słabości - jedną z nich jest słabość do herbat. W swoich zasobach posiadam kilka smakowitych egzemplarzy, które popijam w zależności od humoru.
Od czasu, kiedy poznałam pozytywne właściwości skrzypu i pokrzywy, zajęłam się poszukiwaniem herbatki, która jest mieszanką ponadczasowego earl greya, ale i pozytywnie działających suszonych owoców, ziół, kwiatów itp.

I tak oto dzięki panu Arkowi, miałam okazję spróbować naprawdę dobrej mieszanki, którą z miłą chęcią Wam przybliżę.


Herbata Na Wagę posiada w swojej ofercie herbatki, które przypadną każdemu podniebieniu.  W szczególności tym, którym zimową porą aktywują swoje kubki smakowe na nowości. Smaki (jak po nazwach możemy wywnioskować) wydają się być naprawdę egzotyczne i warte wypróbowania. Sama podpadłam i nie żałuję.


Herbatka, która podbiła moje podniebienie to Earl Grey Exclusive. W cenie 15,99 otrzymamy 100 gramowe opakowanie pełne pachnącego suszu. 
Parzenie trwa około 5 minut, po tym czasie możemy przejść do konsumpcji :)

Już po pierwszym łyku wyczuwamy delikatną nutę hibiskusową- uwielbiam herbaty z hibiskusem/hibiskusa solo, są naprawdę ożywiające. Herbata nie jest słodka, ale i nie kwasi nam wyrazu twarzy. Jest perfekcyjnie dobrana do potrzeb potencjalnego konsumenta, czyli np. mnie. 
Kwiaty słonecznika i malwy nadają goryczki, co jest dobrze wyczuwalne z każdym łykiem. Czy jest to smaczne, myślę, że to kwesta gustu.




Jak herbata prezentuje się składowo: 

Liście czarnej herbaty - chroni przed próchnicą, hamuje rozwój bakterii w układzie pokarmowym, działa pobudzająco, obniża ciśnienie krwi,
Kwiat Hibiskusa - bogaty w antocyjany, polifenole i flawanoidy chroni przed chorobami i zatrzymuje młodość, obniża ciśnienie, chroni wątrobę,

Kwiatki Słonecznika - posiada właściwości przeciwgorączkowe, pobudza wydzielanie soków trawiennych, poprawia trawienie i przyswajanie pokarmów, 

Kwiat Malwy - działa osłaniająco na błony śluzowe, ułatwiają odkrztuszanie, działają przeciwgorączkowo, 

Płatki Róży - działa przeciwgorączkowo i osłonowo,




Jeżeli macie ochotę na herbatkę zapraszam na stronę sklepu HerbataNaWagę, a wszystkie aktualności możecie śledzić na fanpage sklepu, który znajduje się TUTAJ.





Pozdrawiam Serdecznie,
Agata! :)









sobota, 22 grudnia 2012

Mrs. Potters - odżywka b/s Ginko Biloba i Keratyna.

 Witajcie w tą przemiłą sobotę :)
Przybyłam na momencik, żeby napisać recenzję (coby później nie pisać, że znowu spóźniona :P) 
A przed Wami urocza odżywka b/s z Mrs. Potters.



Odżywka znajduje się w plastikowej butli o pojemności 250ml. niby niewiele, ale dzięki swojej konsystencji jest naprawdę wydajna (nie jak w przypadku sławnej Naturii). 
Stosowałam ją na kilka sposobów, lubię sobie poeksperymentować :) 

Obietnice: 
Odżywka do włosów farbowanych zawiera regenerujący i wzmacniający włosy ekstrakt z ginkgo biloba oraz keratynę, która odbudowuje strukturę włosów zniszczonych farbowaniem. Dodatkowo zawarty filtr UV chroni włosy przed promieniowaniem słonecznym. Składniki pielęgnujące zawarte w odżywce przeciwdziałają elektryzowaniu się włosów, ułatwiają ich rozczesywanie oraz stylizację. Efekt: włosy są lśniące i pełne koloru.

Tak właśnie... posiadam wersję do farbowanych, ale to nic. Ginko i keratyna moim naturalkom z pewnością nie zaszkodzą (szkoda tylko, że nie sprawdzę jej działania na włosach suchych).

Skład: 




Konsystencja i zapach:


Gęsty balsam, bardzo wydajny i łatwy w użyciu. Potrzeba naprawdę niewiele, aby pokryć włosy.
Pachnie przyjemnie, musiałam posiłkować się opinią brata, bo nie wiem co ten zapach mi przypomina. Jednogłośnie stwierdził, że 'pachnie jak szampon, który kiedyś miałaś'. Też mi pomoc :) 
W każdym bądź razie zapach nie jest drażniący :)

Moja opinia:

Jak wspominałam wyżej - stosowałam ją na kilka sposobów.

Zgodnie z zaleceniami, czyli jako odżywka b/s sprawowała się przyzwoicie, nie obciążała i nie sklejała. Używałam przeważnie na końcówki, jako zabezpieczenie, bo jedwabie mnie mocno obciążają. 
Tutaj na plus i to mocny.

Do mycia włosów- nie pieniła mi się genialnie, ale dawała radę z lekkimi olejami. Włosy były sypkie i miękkie, czyli generalnie jako 'szamponoodżywka' spisuje się przyzwoicie.

Jako odżywka d/s - jw. łatwo się zmywała i pozostawiała włosy w przyjemnej postaci. Nie były nienaturalnie śliskie, ale ładnie się błyszczały.

Jako odżywka pod olej- niebo! Uwielbiam odżywki, które tak dobrze współpracują z olejem. Kładłam na nią zazwyczaj rosyjski łopianowy/pszenica/jojoba, efekt był jak najbardziej na plus.

Po użyciu nie ma efektu sklejenia, to mi się w niej najbardziej podoba. Włosy nie elektryzują się, trzymają się 'w kupie', widać, że są zdrowe i zadbane.


Podsumowując - przyjemna odżywka nawet dla włosów delikatnych i cienkich. Nie obciąża i nie skleja. Jest wielozadaniowa i z pewnością zostanie ze mną na dłużej. 
Cena to około 8-10zł. 

Polecam :)


P.S. Jak przygotowania do świąt? Prezenty kupione? Ciasteczka upieczone? Posprzątane? 
Jutro podrzucę Wam kilka świątecznych kociąt i zaczynam się cieszyć pro rodzinną atmosferą - zjeżdża się cały zwierzyniec :) 

Buziaki! 
Agata :)

czwartek, 20 grudnia 2012

FirmOOwe Okulary :)

Cześć! 


Miłym zaskoczeniem dla mnie był mail od Pana Antonio, którego większość z Was już zna :) Dość szybko dogadaliśmy się co do współpracy i tak oto w tamten wtorek dostałam swoją przesyłkę.

Wybrałam TEN model, gdyż ze swoją niewymiarową twarzą niewiele mi pasuje. Wybrałam się nawet specjalnie do VE, żeby pomierzyć i przyjrzeć się z bliska nadchodzącej zmianie. Najprostsze najlepsze, w pełnych wyglądam... śmiesznie :)


W swojej kopercie znalazłam oczywiście okulary, dwa futerały i błękitną szmatkę oraz zestaw śrubek i 'wiertełko' do majsterkowania :)




Oprawki są naprawdę genialne - wygodne, ładne, wytrzymałe i lekkie. Dla kogoś, kto całe życie nie nosił nic na nosie są idealne. 
Ciężko było się przyzwyczaić do patrzenia na świat przez szkła, jednak wszystko da się zaakceptować.

Warto zaufać Firmoo :)




Macie i mnie, niech Wam będzie :)



HALO HALO! 
Firmoo ma dla Was niespodziankę! 
Przy zakupie pierwszych okularów płacimy tylko za koszt przesyłki, który jest śmiesznie niski! A weźmy pod uwagę fakt, że okulary lecą do nas kawał drogi. Czyż to nie zachęcające?
Jak nie dla siebie, to warto sprawić komuś prezent. Na świąteczny może już za późno - ale zawsze się znajdzie okazja do wręczenia świetnych oprawek. 
Klikajcie tutaj i poprzeglądajcie, naprawdę warto! 
W Polsce oprawki takiej jakości kosztują naprawdę dużo, a Firmoo daje nam do wyboru szeroki katalog oprawek, jest z czego wybierać! Na stronie znajduje się przydatny symulator, dzięki któremu bez problemu dopasujemy oprawki dla siebie. Możemy również wgrać swoje zdjęcie i zobaczyć, czy nam dobrze w wybranym modelu.



A kiedy już zamówimy swoje okulary, to możemy monitorować jak do nas jadą... 
I wszyscy są szczęśliwi :)





Zachęcone? 


Pozdrawiam serdecznie!
Agata :)




czwartek, 13 grudnia 2012

Avalon Organics - odżywka stymulująca z biotyną.

Cześć i czołem! 

Zabieram się do napisania tej recenzji baaaaardzo długi czas. Na początku nie byłam pewna jej działania, ale po miesiącu przerwy na nowo jej używałam, tak więc jetem utwierdzona w swoich spostrzeżeniach. 




Przed Państwem odżywka Avalon Organics Biotin B- Complex, którą dostałam jeszcze w maju, a której działanie bardzo ciężko było mi określić. 



Skład: 
odżywka posiada 70% naturalnych składników, nie była testowana na zwierzętach nie posiada parabenów, SLS, SLeS, barwników syntetycznych. Na opakowaniu jest dodane, że nie posiada substancji pochodzenia zwierzęcego.



Opakowanie: 
Plastikowa, duża butelka z lekko przeźroczystego materiału. Twarda, przez co używanie kosmetyku w połowie opakowania jest już męczące. Otwierane wieczko nie zacina się i nie poluźnia. 


Tak wygląda aktualnie moje opakowanie. Zużyłam już 3/4 odżywki (2 miesiące stosowania). Butla ma pojemność 397g = 14oz. 
Zgnieciona. Myślę, że przy aktywniejszym wylewaniu odżywki plastik zacząłby pękać. 


Widać? Widać! 




Konsystencja i zapach: 
odżywka jest gęsta, śliska, ale naprawdę przyjemna. Łatwo się ją rozprowadza i jest niezwykle wydajna. 
W moim przypadku używana była wyłącznie na skalp. 
Na początku wyczuwałam coś pokroju... domestosa :D Biotyna pachnie dość specyficznie, ale z czasem do zapachu się przyzwyczaiłam. Teraz całkowicie go polubiłam i wyczuwam w nim kwiatki :)


Moje odczucia: 
Odżywka jest dość ciężka dla włosów, po użyciu na długość nie byłam zadowolona- były mocno obciążone.  Stawały się odrobinę grubsze. 
Jednak na skalp w mniejszych ilościach sprawdzała się dobrze, może delikatnie przyczyniała się do przetłuszczania, ale wszystko rekompensowało działanie. 
Po miesiącu używania widać było znaczną różnicę w długości. Po miesiącu przerwy wróciłam do niej na kolejny miesiąc i tu byłam już pewna, że działa.
Mimo tego, że powodowała lekkie przetłuszczenie, to zauważyłam, że nasiliła się łuszczyca na skórze- płatki były grubsze i naprawdę nieprzyjemne. No i troszkę się sypałam :)
Ale wszystko przeżyłam i 1/4 odżywki, która mi została czeka na swoją kolej.

Czy mogę polecić? Owszem. Jednak w polsce jest trudno dostępna, a jeżeli już to w kosmicznych cenach.


_________________
Złapać ją możecie na iHerb.com oraz na ebayu, czy amazonie. 

Cena waha się od 7$ do 10$.


P.S.
 zaczęłam dzisiaj pić siemię lniane. Liczę na większą odporność organizmu, bo z tym naprawdę ciężko ostatnimi czasy.
Semestr mam już za sobą. Za 5 miesięcy matura :O 
A moją zdobycz od Firmoo pokażę Wam w weekend :)


Pozdrawiam serdecznie,
Agata :)






wtorek, 11 grudnia 2012

Udało się! - Szampon Green Pharmacy z Cynkiem i Dziegieciem Brzozowym.

Witajcie! 
Gwiazdą dzisiejszego posta będzie szampon GP z cynkiem i dziegieciem brzozowym, który pokochałam od... drugiego użycia :) 
Zapraszam!



Jak wiecie od dłuższego czasu męczyłam się z nasiloną łuszczycą skóry głowy. W sumie ten dłuższy czas ciągnął się od marca tego roku, kiedy nieświadomie i w amoku wpadłam we włosomanie. Choroba postąpiła tak szybko, że równie szybko popadłam w kompleksy i martwiłam się każdym potrząśnięciem głowy. 
Ale polak mądry po szkodzie, prawda? Postanowiłam odpuścić i bawić się kosmetykami ile wlezie, skórę przecież kiedyś wyleczę...

I szukałam. 

I postanowiłam dać szansę najtańszemu dziegieciowemu szamponowi dostępnemu w większości drogerii. 

Co mnie urzekło? 
Szybkość działania! Po drugim użyciu łuska była minimalna, a swędzenie skóry głowy zostało wyeliminowane. Mimo drażniącej kuracji joanną rzepą (alkohol) nie zauważałam postępujących zmian, było tylko lepiej. 
Szampon używałam co drugi dzień. Dokładnie spieniałam go na skalpie i na chwilę zostawiałam. Nie czułam nieprzyjemnego pieczenia, nie ściągał skóry głowy. Bardzo dokładnie spłukiwałam co przychodziło z łatwością.
Posiadam starą wersję z silniejszym detergentem, tak więc włosy aż piszczały z czystości. Niestety zaniechałam mycie odżywką, ale do tego jeszcze wrócę. 


Zużycie: jak widać szamponu jest dużo ponad połowę. A weźmy pod uwagę fakt, że wraz ze mną używają go jeszcze 3 osoby. Szampon mam 3 tygodnie i jest używany w sumie codziennie, czasem po dwa razy w zależności od tego jak często domownicy szorują włosy. 
Na wielką piątkę oceniam jego wydajność.

Zapach: śmierdzi dziegieciem! Ale nie takim czystym, jak pachniał Polytar (wycofany, tfu tfu :( ), ale da się wyczuć. Przy którymś myciu tak mnie zmęczył, że pod wpływem zapachu i gorąca myślałam, że zemdleję. Domownicy również narzekają, ale działanie wszystko rekompensuje. 



Opakowanie: szampon w przyjemnej 'babcinej' butli z ciemnego plastiku. Jest miękkie, wiec wydobycie nie jest problemem. 
Korek jest stabilny i dobrze wykonany, porcje szamponu wylewają się w odpowiednich ilościach.
Podoba mi się szata graficzna wszystkich kosmetyków GP, cieszy oko :)


Konsystencja:  gęsty glutek w kolorze leciutko brązowym. Malutka porcja wystarczy aby dokładnie umyć włosy.


Podsumowując: szampon idealny dla skóry problematycznej. Bardzo dobrze radzi sobie z podrażnieniami, a w moim przypadku - łuszczycą. Wg mnie obietnice producenta zostały spełnione i za to wielka piątka!

Mam tylko nadzieję, że w przypadku łagodniejszej wersji efekt będzie identyczny.

Aktualnie szampon jest moim numerem jeden i zostaje ze mną na dłużej. 

Polecam :)



piątek, 23 listopada 2012

RECENZJA: Nawilżamy skórę z Ecodermine - Balsam Cztery Pory Roku.


Witam!
Jak napisałam, tak robię - pojawiam się dzisiaj. 4 dni matur doprowadziły mnie do kosmicznego osłabienia i dzisiaj postanawiam wyspać się na całego. brrr... 
Ale najpierw post o kosmetyku, który powinien się znaleźć w kosmetyczce każdej z Was, a mianowicie- Balsam Cztery Pory Roku Ecodermine.



Posiadam wersję Intensywnie Nawilżającą - otrzymałam ją w ramach testów dla któregoś z portalu. Są jeszcze inne wersje: wyszczuplająca i rozświetlająca, które zbierają równie dobre noty.

Zacznę od pytania: kto powiedział, że eko kosmetyk musi być drogi? Balsamy CPR zawierają 95% składników naturalnych! I są bardzo tanie, ich ceny wahają się w granicach 8-12zł. Więc na każdą kieszeń.


Podejście producenta do wypisanego składu bardzo mi się spodobało. Na fioletowo zostały zaznaczone składniki, które nie są ekologiczne, co pozwala nam na szybką decyzję o kupnie, nawet bez konieczności głębszej analizy. 

W moim balsamie mamy zaznaczone 3 składniki, czyli:
Phenoxyethanol- półsyntetyczny środek konserwujący. Lżejszy zamiennik parabenów,
Potassium Sorbatesól kwasu karboksylowego. Substancja konserwująca uniemożliwiająca rozwój mikroorganizmów w czasie używania produktu,
Sodium Benzoate - konserwant. Alergicy powinny unikać tego składnika. Uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym.


Szatę graficzną opakowania oraz jego ergonomiczność polubiłam od razu- jest przyjemne, wygodne i z łatwością wydobędziemy z niego kosmetyk. Same plusy. 



Konsystencja- gęsta, powoli się wchłania. Jest wydajny, używam dobrych kilka tygodni i została mi 1/4 produktu.


Jak moja skóra zareagowała na ten produkt? Gdyby mogła to zapewne by mruczała! Balsam jest 8 cudem świata i nikt temu nie powinien zaprzeczyć. Świetnie nawilża, powoli się wchłania co potwierdza naturalny skład. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia. Przy regularnym stosowania przywraca zdrowy wygląd skóry. Pachnie trochę chemicznym jabłkiem, ale nie męczy noska.

Jesteście zainteresowane produktem? 
Myślę, że spróbować za kilka zł. nikomu nie zaszkodzi, tym bardziej, że to chyba najprzystępniejsza cena na rynku. 
Mnie osobiście kosmetyk zadowolił i jestem pewna, że do niego wrócę. Jest porównywalny do balsamów, które kupowałam w aptece za 30-40zł i nie były składowo w takim procencie naturalne.

PharmaCF może być z siebie dumna!


Jak Wam się podoba?

P.S. Po tej całej maturalnej męczarni mogę stwierdzić, że najgorzej poszła mi matma. Mój humanistyczny mózg mimo tak intensywnej pracy nie pozwolił mi rozłożyć skrzydeł i napisać wszystkiego jak należy. To nic - mam pół roku, to baaaaardzo dużo czasu= zadań z matematyczki :D 
Chyba najbardziej zadowolona jestem z angielskiego i rozszerzonego polskiego, taką maturę mogłabym napisać :) 

 Adios! 






czwartek, 15 listopada 2012

Recenzja zbiorcza: BIELENDA Pomarańczora skórka & Olejek do kąpieli Afrodyzjak.

 Witam! 
Dzisiaj trochę o kosmetykach, które miałam okazję testować, dzięki uprzejmości MIMI GROUP, a mianowicie o dwóch kosmetykach Bielendy, które wybrałam sama.

Zapraszam :)






Na pierwszy rzut oka rzucamy przyjemniejszy produkt, czyli Bioaktywny Koncentrat Antycellulit Wyszczuplający, Ujędrniający 'POMARAŃCZOWA SKÓRKA" ( KWC )





Pokładałam w nim naprawdę duże nadzieje i nie zawiodłam się. Mimo minimalnych problemów z 'pomarańczową skórką' wybrałam właśnie to serum, aby sprawdzić jego działanie na skórę wrażliwą, oraz czy upora się z ujędrnieniem skóry na pośladkach. 

Do rzeczy. Producent bardzo przekonująco ujął obietnice na opakowaniu "...Poprawia mikrokrążenie, zapobiega ponownemu odkładaniu się tkanki tłuszczowej, wyszczupla i modeluje sylwetkę, doskonale ujędrnia i nawilża skórę. Wysokie, zapewniające skuteczność stężenie składników aktywnych o udowodnionym działaniu antycellulitowym i wyszczuplającym dodatkowo usprawnia proces rozbijania cellulitu i spalania tkanki tłuszczowej, który trwa jeszcze wiele godzin po aplikacji.
Efekt: widoczna redukcja cellulitu i tkanki tłuszczowej, doskonale wymodelowane, jędrne, gładkie i sprężyste ciało." 


 Moje odczucia: Kosmetyk używałam zgodnie z zaleceniem - dwa razy dziennie dokładnie wmasowywałam w pośladki. Preparat bardzo szybko się wchłania, ma przyjemną konsystencję, lekko i przyjemnie pachnie. Przez pierwsze dwa tygodnie nie zauważyłam praktycznie nic, prócz niebiańskiego nawilżenia (skórę suchą, łuszczącą się naprawdę cięęęęęężko zadowolić), byłam w ogromnym szoku i chyba tylko to zachęciło mnie do dalszego stosowania. W międzyczasie rozpoczęłam swoją przygodę z treningami w domu, to chyba pozwoliło kosmetykowi działać, bo przez następny tydzień zauważyłam, że skóra nie dość, że genialnie nawilżona, to jeszcze jędrna i zwarta. Nareszcie moja pupa zyskała 'to coś' co zmotywowało mnie do dalszej przygody i z ćwiczeniami i z kosmetykiem Bielendy.
Dodatkowo jestem pewna, że nie grozi mi żadna pomarańczowa skórka. 

Cena: 14-16zł.

____________________________________


Kolejnym kosmetykiem jest Olejek do kąpieli Bielendy Ylang Ylang & róża- Afrodyzjak Love. 





Zacytuję tutaj obietnice producenta: "Rozpieść ciało i uwolnij zmysły kąpielą w niezwykłym olejku Ylang-ylang & Róża. Olejek zawiera naturalny afrodyzjak, który pobusza zmysły. Posiada piękny tajemniczy kolor, wyrafinowany zapach oraz formułę. Wszystko to sprawia, że odpręża, rozluźnia napięcie nerwowe, likwiduje stres, pobudza mikrokrążenie krwi, dodaje energii, przywraca siły witalne, poprawia samopoczucie i dodaje entuzjazmu. Kąpiel z olejkiem sprawia, że ciało jest gładkie, doskonale nawilżone, miękkie w dotyku, emanujące świeżością, namiętnością i erotyzmem.


Moje odczucia: Z całym szacunkiem, ale dla mnie to zwykłe brednie. Używałam olejku pod prysznicem oraz w wannie- genialnie się pieni i rzeczywiście ładnie pachnie (chociaż musiałam się do zapachu przekonać). Jednak nie przyniósł mi on żadnego odprężenia, nie wspominając o likwidowaniu stresu (którego klasa maturalna dostarcza każdego dnia...). Pobudzona jakoś wyraźnie też nie byłam, w wannie raczej zasypiałam, a nie telepałam się z braku rozrywki. Po kąpieli swojego TŻ bym nie zjadła na miejscu - taki to afrodyzjak.
Żeby sprawdzić stan nawilżenia skóry odstawiłam na kilka dni ulubiony balsam i byłam w okropnym szoku- skóra się po prostu kruszyła, a na nogach miałam warstwę suchej skóry. Nie jestem zadowolona z tego produktu i wątpię, żebym pozostała z nim w bliższych stosunkach. Zawiodłam się bardzo.
Co do wydajności - używam go od miesiąca i mam jeszcze pół 400ml. buteleczki, tutaj nie można mu nic zarzucić :) 



Cena: 15-17zł


Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania kosmetyków Agencji MIMI GROUP.

______________________
Fakt, iż kosmetyki otrzymałam w ramach testu nie wpłyną w jakikolwiek sposób na moją opinię.


____________________________________
Znacie? Lubicie? ;)



sobota, 20 października 2012

RECENZJA: CARMEX Moisture Plus Pink.

Przybywam do Was z recenzją 'szminko-błyszczyka' firmy Carmex, którą otrzymałam w ramach współpracy ambasadorskiej. Ze wszystkich dostępnych Carmexów właśnie ten NOWY intrygował mnie najbardziej. 
Sądziłam, że będzie to hit i totalny KWC, przeliczyłam sie.




W Rossmannach spotkamy się z tym Carmexem w wahającej się cenie 15-17zł za 10g. Wg mnie to zdecydowanie za dużo.

Błyszczykoszminka mieści się w przyjaznym dla oka sztyfcie. Opakowanie jest z plastiku i przy codziennym używaniu i przerzucaniu go z plecaka do torby, z torby do kieszeni, z kieszeni do plecaka itd. nie zauważyłam poważnych zniszczeń. Zatrzask działa bez zastrzeżeń, domyka się tak samo jak na samym początku. 
Czyli PLUS za solidne wykonanie.


Wersja jaką otrzymałam to PINK. Byłam przerażona po otworzeniu wieczka - bardzo jasny, wyrazisty róż - JAK JA TEGO UŻYJĘ? Dodatkowo zbił mnie mocny, cukierkowy, chemiczny zapach - mi się osobiście podoba, ale potrafi zmęczyć. Na całe szczęście nie utrzymuje się za długo.


Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania, wydajności, trwałości i koloru.

Kolor jak wspominałam to wyrazisty róż, a przynajmniej po otwarciu. Na ustach nie jest aż tak widoczny. Szminka nadaje delikatnego różowego połysku- jest bardziej jak błyszczyk. To akurat na plus.
Trwałość? Beznadziejna. Carmexa w słoiczku posiadam do chwili obecnej, a używam go od kwietnia (codziennie po kilka razy). Ten stosuję niecały miesiąc i zużyłam już lekko ponad połowę. Do tego trwałość na ustach - również słaba. Smaruję usta jadąc autobusem i zaraz po wyjściu z niego, strasznie szybko czuję, że moje usta wyschły i na nowo pieką. 
Nawilżenie jest bardzo doraźne. Czuć jednak Carmexowe mrowienie, tego nie mogłoby zabraknąć :) Gdybym miała decydować się na zakup kolejnego kolorowego Carmexa, byłaby to ta wersja ale tylko na wyjątkowe okazje. Do codziennego stosowania jest on po prostu za słaby i niewydajny. 
Za cenę 15 zł możemy kupić dwie tubki w przyjaznych zapachach i z ogromną wydajnością oraz o wydłużonym działaniu nawilżającym.


Pokażę Wam moje usta bez i z Carmexem: 

bez Carmexa: widać, że suche


Z Carmexem - delikatnie zaróżowione, miękkie, nawilżone. 


Czy polecam? 
To zależy, czy lubicie wyrzucać pieniążki w błoto bez skrupułów (bądź macie ich za dużo). Dla wymagających ta wersja będzie ogromnym rozczarowaniem. 

_____________________________________


Próbowałyście? Jesteście zadowolone?

LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...