Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łuszczyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łuszczyca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Zdecydowane NIE, szampon Babuszki Agafii dla wszystkich typów włosów.

Witajcie! Nie było mnie tu od marca, powiem szczerze, że blogów od tej pory też nie śledziłam, nie mówiąc o pisaniu na wizażu. Nie jestem na bieżąco z nowinkami itp. dlatego wybaczcie, jeżeli nie wiem jeszcze o wielu rzeczach, na których temat burzyło się w blogosferze.

Przychodzę dzisiaj ze swoimi przemyśleniami na temat szamponu Babuszki Agafii, jednak zanim się zabrałam do pisania przeszukałam internet wpisując jego nazwę. Co dziwne wyskoczył mi na pierwszym miejscu post Gapowo, a w nim trochę zadziwiających informacji o rosyjskich kosmetykach. Trochę się przeraziłam, trochę przestraszyłam, ale koniec końców to jedyne kosmetyki które przy mojej wysuszonej skórze głowy dają radę. Chemia jest wszędzie! Nie dajmy się zwariować.



Kosmetyk o którym napiszę niewiele, to szampon z Receptur Babuszki Agafii dedykowany do wszystkich typów włosów. Co mnie zachęciło? To co wszystkich - treściwy skład, przyjemny opis poszczególnych składników, cena i oczywiście dostępność (w moim przypadku wejście do drogerii Yasmin zawsze źle się kończy). Wcześniej przez 3 miesiące używałam szamponu Planeta Organica z Aleppo - cud, miód i maliny! Skóra nawilżona, włosy błyszczące, miękkie, pełne objętości, można było spokojnie zostawić je bez odżywki. No ale... moja skóra łatwo się przyzwyczaja do kosmetyków, tak więc 3 miesiące to i tak cud, że nie zrobiła mi się sodomia na głowie :) Od razu przerzuciłam się na ww szampon. Pierwsze użycie - okej, drugie - okej, trzecie - tu już czułam swędzenie, po kolejnych zaczęłam zauważać łuszczenie i płatki skóry na włosach. Nie zużyłam nawet połowy!
Możliwe, że zbyt ziołowy skład przyczynił się do takiego stanu rzeczy, jednak mimo używania odżywek, które świetnie nawilżają, szampon nadal siał spustoszenie. Aktualnie stoi i pewnie raz na jakiś czas zostanie użyty. Jednak jeżeli tak jak ja macie problemy z przesuszoną/chorą skórą, to nie polecam.
Zapach - delikatny,
Konsystencja - delikatnie zielony żel,
Cena - 15zł.


Dzisiaj do łazienki wskoczył inny rosyjski, a mianowicie:

niedziela, 26 stycznia 2014

Walka z wiatrakami.

Mamy końcówkę stycznia, a ja pojawiam się znikąd. 
Wyjrzałam spod sterty opracowań na jutrzejszy egzamin i postanowiłam coś napisać. No bo jak trzeba się uczyć, to zawsze znajdzie się coś ciekawszego. 
Dzisiaj troszkę o aktualnej pielęgnacji, stanie skóry i zmianach, które zaszły ostatnio w moim życiu. Czyli post typu 'zapchaj dziurę'. Ale poprawię się. Mam nadzieję, że po 14 lutego będę już wolna od stresu i wrócę na bloga pełną parą. 

Idąc śladem Belleoleum, w grudniu zaczęłam czyścić zapasy kosmetyków, które stoją na półkach. Niektóre - rzadko, bądź w ogóle nie używane poszły do kosza, inne czekały w kolejce, zaczęłam kończyć zostawione na 'czarną godzinę' ogryzki odżywek, szamponów, wcierek. Kosmetyki, które mi nie pasowały, a były nie tknięte oddałam znajomym. Nagle zaczęło się robić pusto. 
Aktualnie omijam szerokim łukiem półki z kosmetykami do włosów, chociaż za każdym razem kiedy jestem w Auchan (aaaaaa, tak blisko mi otworzyli!) to mam ochotę wrzucić coś do koszyka. Ale mam dość trzeźwy umysł i radzę sobie. 
Póki co skupiam się tylko na kosmetykach, gdyż do szafy zawsze mi daleko. Siedzieć i przeglądać mi się nie chce, zawsze jest coś ważniejszego do roboty. Ale i na to przyjdzie czas. 

Z włosowych zapasów zużywam resztki odżywki do włosów kręconych Isany i odżywkę z olejkiem łopianowym z Green Pharmacy. Mam dosłownie końcówki i jestem z siebie bardzo zadowolona. 

Koniec końców moja pielęgnacja będzie się opierała tylko na kosmetykach widocznych poniżej : 


+ szampon Czarna Rzepa z Barwy. 

poniedziałek, 18 listopada 2013

'Co tam u Ciebie?'

Witajcie! 
Znów zaczynam post od 'dawno mnie tu nie było'. Musicie wybaczyć. Dużo się dzieje i nawet czasu trochę jest, nawet pomysły jakieś tam mam, ale wena jest tak uśpiona, że nie chce mi się nawet odpalać bloggera.

Nie dodałam aktualizacji, ano nie dodałam. Dodam pod koniec listopada.
Co się dzieje u mnie i u moich włosów? Już się z Wami dzielę :)

Będąc w Zamościu na początku listopada przeszłam się do szkoły na podcinanie włosów- sala do zajęć praktycznych w której uczyłam się przez 4 lata zmieniła się nie do poznania - szkoła otrzymała dużo nowego sprzętu, który chciałam za swojej kadencji wypróbować. M.in. micro camera, dzięki której możemy z bliska zobaczyć stan swoich włosów i skóry - raj, szczególnie dla mnie, kiedy mogę na bieżąco śledzić postępy w walce z Ł. Pojawiły się też 'gorące nożyczki' którymi to ścięto mi włosy. Minęło już ponad 2 tygodnie i póki co, to nie widzę żadnych rozdwojonych włosów. Kocówki są zupełnie inne w dotyku niż po normalnym strzyżeniu - jak dla mnie bomba. Będę korzystała z tych usług częściej (dziewczyny z Zamościa - jest możliwość taniego strzyżenia tymi nożyczkami w ZSP1 - polecam trafić na P. Beatę :) ). 

Za to stan mojej skóry pogorszył się na dobre - nie mogę sobie poradzić z pochłaniającymi moją twarz zmianami. Na głowie też jest coraz gorzej. Woda w akademiku jest naprawdę koszmarna- umywalki za to są malutkie i nawet jakbym chciała myć włosy mineralką, to za cholerę nie dam rady.
W związku z postępem nieprzyjemnej Ł. postanowiłam wrócić do sprawdzonych szamponów i odżywek - wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta woda, a tak to jest straszny problem z powrotem do zdrowia.
Postawiłam na szampon i odżywkę z Green Pharmacy, oraz na odżywkę Seboradinu (wersja z żeń szeniem). Prócz tego co jakiś czas wcieram Joanne Rzepę, a końcówki zabezpieczam serum z Bioelixire (trafiony na promocji w Rossmanie). Na długość włosów nakładam odżywkę złapaną w Biedronce marki DeBa i Isankę profesjonalną do włosów kręconych. Asortymentu powoli mi ubywa z czego bardzo się cieszę.
Co jakiś czas nakładam na skórę głowy i włosy maskę którą bardzo chciałam mieć, a mianowicie "Maskę błotną do włosów i skóry głowy" od DSMineral (pokazywałam Wam inną ich pozycję TUTAJ)

źródła: 1, 2, 5

Co chodzi o studia - zaliczyłam swojego pierwszego w życiu kolosa - nie było łatwo. Z logiki pokusiłam się na 5 z odpowiedzi (i gdyby nie Michał to pewnie usłyszałabym "uznajmy, że nie było Pani przy tablicy") i mogę być już spokojna, nie będę się stresowała kolejnymi ćwiczeniami, mogę się skupiać na zapamiętywaniu.
Na dniach dopadła mnie też informacja, że wygrałam tablet - powiem Wam, że do tej pory umiałam żyć bez takiego urządzenia, teraz wydaje mi się, że gdyby nie on, to wydawałabym miliardy na kserowanie i inne. Pomocna rzecz. Zamówiłam sobie też Case Covera w kolorze purpurowym, a dokładnie takiego :

kupione u TEGO sprzedawcy
Póki co to czekam na paczkę.


Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam. Obiecuję, że na dniach pojawię się z jakąś recenzją :)

Zapraszam Was też na mojego facebooka oraz do obserwacji przez bloglovin.


Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia.
Buziaki, Agata :)

czwartek, 24 października 2013

Skóra po Sufrinie - aktualizacja po 5 miesiącach.

Witam. 
Zastój bloga zawdzięczam filozofii i logice, wybaczcie, to pożera tyle czasu, że siadam przy komputerze tylko po to, żeby wydrukować materiały. Ale to nieważne. Dzisiaj mam więcej czasu, więc nareszcie mogę pokazać Wam "aktualizację skórną" po 5 miesiącach zażywania Sufrinu.


Jak wspominałam przy wcześniejszej aktualizacji - przyjmowanie Sufrinu regularnie nie jest problemem, wchodzi w nawyk i czujemy potrzebę jego zażycia tak samo jakbyśmy byli głodni (a może to już małe uzależnienie? :) )
Teraz jak patrzę na zdjęcia z tamtej aktualizacji, to aż mi źle. Ale jestem szczęśliwa, bo jest progress i to widoczny.

 Brwi powoli dochodzą do siebie. W sumie to na nowo - było już całkiem czysto, a teraz widzę, że znów zmiany się nasilają. Winę za to ponosi zmiana wody (akademikowa jest najgorsza) oraz pogody - jest taka kapryśna, że skóra zaczyna wariować od tych zmian temperatur. Nie zmienia to faktu, że jest rzeczywiście lepiej.
Uszka za to leczą się tam gdzie powinny, zrobiła mi się też delikatna zmianka w małżowinie nad którą panuję - nie jest szkodliwa. Skóra staje się coraz bardziej delikatna, nie obsypuje się. Obawiałam się, że będę musiała pożegnać się z kolczykami, na całe szczęście tak się nie stało. Podoba mi się to.


Powinnam jeszcze porównać zmianę na nodze, którą pokazywałam przy poprzedniej aktualizacji - nie muszę. Ale wy musicie wiedzieć, że znikła całkowicie :)




A jak z resztą? Samopoczucie w normie. Chociaż zdarzają się napady nieopanowanej złości. Odnoszę też wrażenie, że skóra jest lepiej ujędrniona i nie jest aż tak sucha. Balsamów używam raz na jakiś czas (jak sobie przypomnę, mój błąd) jednak mimo to jest bardzo przyjemnie. Cieszy mnie to, bo zawsze skóra sypała się wręcz, szczególnie z nóg.
Włosy rosną tak jak powinny, za to zarosły mi zakola. Któregoś dnia pokażę Wam jak to teraz ładnie wygląda. Zmiany na głowie pojawiają się i znikają, czyli tak jak zwykle, może za jakiś czas znikną w całości i nie będę musiała się martwić, że coś mi spadnie z głowy.

Apetyt przed i po tabletkach w normie, brak 'odbijania się'  nieprzyjemnym smakiem oleju, brak rewolucji żołądkowych. Wszystko jest tak jak być powinno. A tabletki systematycznie znikają z opakowań.

Jestem dumna. I może faktycznie kuracja już trochę trwa, jednak warto - łuszczyca nie jest chorobą która odejdzie ot tak na pstryknięcie palcami. Dla mnie jest ogromnym szokiem, że cokolwiek się ruszyło po samych tabletkach.

Odsyłam Was do strony producenta, którą warto się zainteresować.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego,
Agata :)

poniedziałek, 7 października 2013

Wrześniowe włosy - podsumowanie pielęgnacji.

Witam i o zdrowie pytam...
... bo chyba z tym u każdego ostatnio słabiutko. Nie martwcie się, przejdzie. Jak i mi przeszło.
Melduję się już z AGHowskiego akademika, jestem cała w skowronkach, bo wszystko jest tak jak być powinno. No prócz mojej systematyczności w pisaniu, ale zrozumcie mnie. To był burzliwy czas... wyjazd, ogarnianie się/spraw i inne. Trochę mnie to odciągnęło od siedzenia w sieci. Mimo wszystko wracam z aktualizacją włosową. A z następnym postem pokażę Wam, jak wygląda moja skóra po 4 miesiącach z Sufrinem (4? albo 5).


Musiałam zmienić bluzeczkę do aktualizacji, tamtą posiałam (zapewne zostawiłam w domu) więc muszę sobie radzić z tą. To nic. W tym miesiącu będzie słabo, ale w następnym porównanie będzie pierwsza klasa.

Na zdjęciu włosy są jeszcze wilgotne. Chciałam, żeby w ten sposób były jak najbardziej proste, bo inaczej powywijałyby się. Przybyło coś około 2cm - wynik dobry. Jednak dopadło mnie jesienne wypadanie, nad czym bardzo ubolewam, ciężko mi nad tym zapanować. Nie są też w najlepszej kondycji. Od pogody, zmiany wody i nieodpowiednich kosmetyków zrobiły się suche i brzydkie już na dzień po myciu. 

Czego używałam? 


Od początku września wcierałam Saponics. Wcierki jeszcze trochę mi zostało. Przelana standardowo do buteleczki po Joannie Rzepie (chyba czas zakupić nową, bo wcierka bardzo dobra, a moje opakowanko już przymiera). 
Bardzo przyjemna i ładnie pachnąca wciera. Nie przetłuszcza, ale odnoszę wrażenie, że troooooooszkę wysusza. Nie jestem jednak do końca pewna.


Dermedic Emolient Linum - bardzo dobry szampon o krótkim i treściwym składzie. Przy odpowiedniej technice świetnie się pieni. Ma jedną wadę - włosy go nie lubią, a skóra głowy łatwo się przyzwyczaja. Jak przy zamojskich warunkach był idealny, tak tutaj jestem na nie. Póki co idzie w odstawkę.


Garnier Awokado i Karite - mój osobisty hit. Jednak z wysuszonymi włosami tym razem sobie nie poradził. Nawilżenie lekkie i na krótką chwilę. 
Isana Professional do włosów kręconych - komu nie przypasowała któraś z odżywek z tej serii, to do reszty niech też się nie dotyka. Mi isana z olejkiem arganowym (?) bardzo przypasowała i z tej również jestem zadowolona.


Testowałam też podróbkę TT - jest za ostra, dlatego nie jeżdżę nią po skórze głowy. Rozczesuje tak jak powinna. Jednak korci mnie oryginalna wersja kompaktowa, którą można złapać na grouponie za 39,90. Widzę, że rozchodzi się jak ciepłe bułeczki :)


Jak wasze wrześniowe kłaczki?
Pozdrawiam,
Agata :)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jak na mydło przystało - błotne mydełko od Dead Sea Minerals.

Witajcie!
Dodaję posty z taką częstotliwością, że wstyd w ogóle się pojawiać. Jednak nastały dni spokojniejsze, więc myślę, że nareszcie zmotywuje mnie to do recenzowania kosmetyków, które dłuższy czas zalegają w mojej łazience. A jest o czym pisać.

Dzisiaj przybywam z recenzją bardzo przyjemnego mydełka firmy DSM. Powiem szczerze, że nigdy nie lubiłam mydeł w kostce i nigdy nie przywiązywałam uwagi do tego, czym właściwie się myję. Na pierwszym miejscu w pielęgnacji stały balsamy i kremy, coby skóra nie była wysuszona i nie łuszczyła się.
Jednak wszystko się teraz zmieniło, czytajcie dalej dlaczego :)


 Mydełko zamknięte jest, jak to w przypadku mydeł w kostce, w tekturowym opakowaniu. Widnieją na nim najważniejsze informacje oraz skład. Niestety nie doczytamy się tam niczego w języku polskim, gdyż kosmetyki są sprowadzane z Izraela. Jednak anglojęzyczni nie będą mieli problemu :) To co powinniśmy wiedzieć znajdziemy TU na stronie polskiego dystrybutora.

Moje mydełko to wersja z aloesem i rumiankiem, dedykowana skórze z problemami. Jak wiadomo ww składniki mają działanie nawilżające i kojące, więc wszystko się zgadza. Głównym i najważniejszym składnikiem mydła (jak i większości kosmetyków tej marki) jest błoto z Morza Martwego. Dla mnie wielkie wow :)

Kostka ma 125g. Wybaczcie brak zdjęcia niezużytego mydełka, będąc w biegu kompletnie o tym nie pomyślałam.
Dobrze się pieni i jest wydajne. Na gąbce pozostawia 'brudny' odcień dzięki zawartości wspomnianego błota, jednak na skórze nie zauważymy żadnych zanieczyszczeń - no bo jakby to wyglądało :)
Doskonale myje i nie pozostawia żadnego nieprzyjemnego filmu. Skóra jest dobrze nawilżona i oczyszczona. Byłam w szoku, kiedy po kąpieli nie używając żadnego balsamu, na skórze nie miałam zeschłej warstwy naskórka, co niestety często się zdarza.
Używając mydełka do oczyszczania twarzy nie poczułam ściągnięcia. Zapachu praktycznie nie ma, albo po prostu jestem już odporna, jednak neutralność jak najbardziej na plus.

Ktoś by powiedział 'mydło jak mydło' jednak w tym przypadku to AŻ mydło. A do tego świetnie sobie radzi z wymagającą skórą. Dla mnie, zaawansowanej posiadaczki Ł. takie mydełko w łazience to strzał w dziesiątkę.

Czy polecam? Pewnie! Dlaczego miałybyście nie spróbować?

Jeżeli nie miałyście jeszcze styczności z marką, to zapraszam Was na fanpage marki - zauważyłam, że aktualnie prowadzą konkurs. Sama pewnie też wezmę udział, zrobię Wam konkurencję :) 

Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do odpoczywania. Ostatnie dni były naprawdę męczące, a ja do tej pory nie odespałam jeszcze sobotniego wesela.

Buziaki, 
Agata :)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Sufrin ponownie, czyli jak to wygląda po 2,5 miesiąca.

Witajcie!
Dzisiaj post z serii tych zapowiedzianych miesiąc temu, a które pojawiają się dopiero teraz. Ciężko mi się przestawić, czasu na bloga nie mam. Zdecydowanie lepiej ogląda mi się seriale i w ten sposób odpoczywa po pracy. Zresztą pisanie bloga to powinna być przyjemność, a nie obowiązek, i tak właśnie do tego podchodzę.

Skoro już mowa o zapowiedzianym poście... pamiętacie co na temat Sufrinu pisałam TUTAJ? Przyjmuję te magiczne tabletki już ponad 2 miesiące i zauważyłam kilka zmian.

Przyjmowanie tabletek 3x dziennie szybko wchodzi w nawyk. Po przypadkowym opuszczeniu jednej tabletki czułam, że czegoś nie zrobiłam, coś było nie tak :) Na całe szczęście uzupełniałam szybko braki.

Często w recenzjach czytałam, że uciążliwe było nieprzyjemne 'odbijanie się' po tabletkach. Na całe szczęście nie doświadczyłam tego, a przynajmniej nie na długo. Wystarczyło tylko popić większą ilością wody i naprawdę dopilnować zalecany 30 minut później posiłek.



Ale przejdźmy do tego, na co najbardziej miał działać Sufrin - łuszczyca. Jak wspominałam kiedyś - zrobiłam zdjęcia w dniu w którym rozpoczęłam kurację i zrobiłam zdjęcia teraz. Mam nadzieję, że Was nie przerażą, ani nie obrzydzą. Jeżeli macie do tego tendencję to nie oglądajcie :)


Tak to wyglądało w maju. Na zdjęciach po kolei zmiana na piszczelu, ucho i brew. Najlepiej z tego wszystkiego wypada brew - to dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że to z nią użeram się najdłużej. Najgorzej było z uszkami. Zastanawiałam się nad wyciągnięciem kolczyków, jednak strasznie mi szkoda ;c uszy zawsze chowam pod włosami, tzn prawie zawsze - kiedy mają lepszy dzień, spinam włosy. Mam gdzieś co powiedzą ludzie :)



Widać zmiany? Jedynie skóra nóg jest bardzo wysuszona. Być może to od zmiany zamieszkania, a co za tym idzie - od zmiany wody. Aktualnie traktuję ją Lotionem z Babydream. Efekt nawilżonej skóry utrzymuje się niestety bardzo krótko. Skóra chłonie ile może. Jednak zmiana już delikatnie zeszła. 

Po ponad miesiącu przyjmowania, moja skóra rozpoczęła oczyszczanie. Jak nigdy w życiu, na twarzy pojawiły się niewielkie wypryski. Zaobserwowałam takie zmiany również na ramionach. To była dla mnie tragedia, bo prócz Ł. nic innego się mnie nigdy nie przyczepiało.A tu takie coś. 

Zauważyłam też, że moje paznokcie stały się naprawdę twarde. BARDZO twarde. Nie kruszą się, nie łamią, nie pękają (co najważniejsze). Mogę bez problemu je zapuścić i cieszyć się ich zgrabnością. Włosy rosną chyba tak samo, chociaż przy aktualizacji same to ocenicie. 

Co do samopoczucia - jest lepsze. Lekko mi się myśli, czuję się pozytywniej. Trochę zmieniło się moje podejście do świata. Nie wiem czy tabletki mają coś z tym wspólnego, ale w ulotce było napisane, że również takie efekty daje przyjmowanie Sufrinu :)

Wybaczcie chaotyczność postu, ciężko mi się na czymkolwiek skupić.
Dzisiaj do 24:00 macie jeszcze czas żeby zgłosić się do urodzinowego konkursu . Jest o co walczyć :)


Mam jeszcze do Was prośbę. Jeżeli możecie polubcie mój komentarz pod TYM postem. Postanowiłam zawalczyć o tablet, bo konkurencja jest naprawdę mała.

Pozdrawiam Was serdecznie, 
Agata :)

czwartek, 23 maja 2013

Czarna magia... o Sufrinie słów kilka.

Cześć i czołem! 

Dziś troszkę o czarnej magii, czyli o Sufrinie. Dlaczego czarnej? Ponieważ tabletki są malutkie, bardzo ciemne, praktycznie czarne. A magia, ponieważ kuracją tym suplementem można 'zabić' szereg dolegliwości, dlatego sama się na nią zdecydowałam.

Należy wspomnieć, że Sufrin nie działa ot tak, jak pstryknięcie palców. Na efekty trzeba odrobinę poczekać i nie należy się zrażać. Ja przyjmuję tabletki od tygodnia i póki co nie mam im nic do zarzucenia.


W moje łapy wpadły dwa opakowania Sufrinu. Przyjmuję zgodnie z zaleceniami 3 tabletki dziennie, na 20 minut przed jedzeniem. Początkowo odbijało mi się olejem piniowym, jednak wszystko ustało, kiedy zaczęłam popijać naprawdę sporymi ilościami wody, a do tego nie omijałam wskazanych posiłków (bo często mi się to zdarzało). 
W przypadku Sufrinu dużo daje przeczytanie dołączonej książeczko-ulotki, znajduje się tam szereg informacji, które pomogą nam przezwyciężyć te małe skutki uboczne typu: wzdęcia czy łagodne rozwolnienie. Producent zaleca przyjmowanie pokarmów posiadających bakterie kwasu mlekowego typu kefir czy maślanka. Zastosowałam się do tego, przez co uniknęłam rewolucji żołądkowych. 



Jak wspomniane jest na opakowaniu - nie ma możliwości przedawkowania bio-siarki, gdyż nadmiar wydalany jest z moczem. I faktycznie tak jest. Przeczytałam kilka recenzji i w praktycznie każdej wspomniane jest o zmianie zapachu moczu, co potwierdza wydalanie nadmiaru. Jednak jest to mało znaczący defekt, wspominam o tym ponieważ może to kogoś zmartwić - nie powinno.


Dlaczego właściwie zdecydowałam się na kurację ? Łuszczyca! No tak, kochana łuszczyca nie daje spokoju, dlatego odstawiłam wszystkie sterydy i inne suplementy, które praktycznie nic nie robiły z moją skórą na rzecz kuracji Sufrinem. Liczę na bardzo pozytywne efekty (chociaż pierwszy już udało mi się zauważyć).


Aż ciężko uwierzyć, że za taką małą tabletką kryje się tak wiele właściwości. Jednak żeby się przekonać należy spróbować. 

Pozwolę sobie jeszcze skopiować ze strony producenta wskazania do stosowania :)

Bio-siarka, ze względu na swe właściwości bierze czynny udział w procesach zachodzących w organizmie człowieka. Jest niezbędna do jego prawidłowego funkcjonowania, szczególnie przy:

dolegliwościach reumatycznych i zwyrodnieniowych – bio-siarka jest niezbędna do prawidłowego rozwoju chrząstek stawowych, ułatwia ich regenerację i sprawne funkcjonowanie – ponadto podobnie jak oleje lniany i piniowy zawarte w preparacie, posiada silne właściwości przeciwzapalne;

 
zaburzeniach funkcji wątroby i dróg żółciowych, szczególnie przy konieczności kuracji odtruwających – wątroba działa jak filtr oczyszczający wątrobę z toksyn, bio-siarka natomiast pomaga wątrobie w wykonywaniu czynności odtruwania oraz wspomaga produkcję kwasów żółciowych;

 
zmianach skórnych ( trądzik, łuszczyca, egzemy ) oraz dla ogólnej poprawy stanu skóry włosów i paznokci – bio-siarka jest podstawowym składnikiem keratyny – białka skóry, włosów i paznokci oraz kolagenu warunkującego prawidłowy ich wygląd, stan i elastyczność; bio-siarka oraz pozostałe składniki preparatu biorą również czynny udział w zwalczaniu stanów zapalnych oraz zakażeń grzybiczych skóry i mieszków włosowych; ponadto olejek piniowy i lniany są źródłem aktywnych przeciwutleniaczy zwalczających wolne rodniki, które są główna przyczyną starzenia się organizmu

-zachwianej równowadze psychofizycznej organizmu  ( przemęczenie psychofizyczne,  wycieńczenie organizmu) – bio-siarka jako składnik każdej komórki wpływa na prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu, pełni rolę energetyczną uczestnicząc w wielu procesach enzymatycznych, ponadto wraz z manganem i fosforem jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego;

 
pierwszych oznakach starzenia się organizmu w celu spowolnienia i złagodzenia tego procesu – ze względu na obecność bio-siarki w strukturach białkowych każdej komórki organizmu, niektórych witaminach, hormonach i innych substancjach warunkujących prawidłowe funkcjonowanie organizmu, wpływa ona na możliwości regeneracyjne organizmu, opóźnia proces starzenia, działa energetyzująco i rewitalizująco; funkcje te wspomagają pozostałe składniki preparatu – przeciwutleniacze – olej piniowy i lniany, neutralizujące wolne rodniki, które są głównym powodem starzenia się organizmu.


www.sufrin.pl



Za miesiąc pokażę Wam zdjęcia z początków kuracji i porównawcze, a po kolejnym miesiącu raz jeszcze. 

Miałyście do czynienia z Sufrinem?
Trzymajcie się ciepło! 
Agata

wtorek, 14 maja 2013

Aktualności włosowe, pielęgnacyjne, odrobinę przemyśleń i sporo zdjęć.

Witam Was przeserdecznie,
przebrnęłam przez wszystkie pisemne matury, teraz tylko ustne i mogę spać spokojnie. Nasilony stres sprawił, że schudłam 2kg. a i stan włosów woła o pomstę do nieba. Jednak na maj przygotowałam specjalną pielęgnację, gdyż byłam pewna, że od stresu włoski będą wypadać garściami. Przezorny zawsze... ubezpieczony?


Zacznę od różnic w kolorze, które zauważam za każdym wyjściem z domu. Raz są jasnobrązowawe, a raz prawie czerwone. Pamiętacie jakie były przy aktualizacji płukankowej - złociste, rozpromienione. Teraz odrobinę mniej mi się to podoba.

pochmurno, bad hair day

słonecznie

Stan końcówek jest już naprawdę fatalny. Są bardzo suche i coraz więcej zauważam rozdwojeń. Zrobiły się też bardzo szorstkie, z łatwością się plączą. O cienkości nie wspomnę. Nie wygląda to ładnie. Po ostatniej maturze (obiecuję!), podetnę jakieś 3cm. Jak szaleć to na całego!



Zaplanowałam sobie na ten miesiąc po raz kolejny zmasowany atak na przyrost - działam zawsze na wszystkich frontach, przez co udało mi się (najwięcej) uzyskać 4cm w miesiąc. Liczę na ciąg dalszy dobrej passy, dlatego w maju zebrałam następującą armię: 


Do olejowania skalpu ( 2x w tygodniu na noc) - olej musztardowy. Słyszałam o nim naprawdę dużo dobrego, a do tego sam fakt, że jest z gorczycy, która ma pobudzające właściwości - no nie dało się go nie mieć.


Balsam na łopianowym propolisie - zamówiony na spółkę, tak więc mam swoje 300ml, które spokojnie wystarczą na 2 miesiące stosowania na sam skalp. Pachnie przyjemnie, wydaje się być wydajny, nic więcej póki co nie mogę napisać :) Zastanawiam się czy zadziała lepiej niż mój łopianowy ulubieniec z Green Pharmacy.



Tonik przeciw wypadaniu - miałam wersję wzmacniającą w której byłam zakochana. Teraz postanowiłam wypróbować jego brata, zapach jest odrobinę brzydszy niż poprzednika. Nie podrażnia. Stosuję po każdym myciu włosów.

Dodatkowo co jakiś czas nacieram przed myciem skalp naftą, zauważyłam, że włosy są od tego świetnie uniesione. Zawsze trzymam ją 15 wyznaczonych minut. 

Nadal stosuję płukanki - ostatnio zaczęłam kombinować z herbatką ziołową z biedronki: 


Sama w sobie jest bardzo smaczna, napar ma rudawy - w składzie same dobrości, które jak nie na kolor, to na cebulki może zadziałają :) Gotuję napar w 1l wody i wychodzi naprawdę mocny. Żeby nie przesuszyć włosów ciągłym ziółkowaniem ich, dodaję do płukanek aloes 10x zatężony, którego nareszcie się dorobiłam. 
Do zbiorów wpadł mi też macerat z kasztanów. Planuję zużyć go na twarz. 


I najlepsze co mogło mnie spotkać - WODA RÓŻANA. Nie wiem dlaczego wcześniej jej nie zdobyłam, jest genialna, świetnie działa na skórę, ujędrnia i rozświetla. Uwielbiam jej delikatny (niestety bardzo ulotny) zapach. Ah! Genialna! Z pewnością w przyszłości napiszę o niej więcej.




Zrobiło się więcej zdjęć niż samego tekstu, no cóż. 
Na dniach rozpocznę kurację Sufrinem, liczę na pozytywne działanie na łuszczycę, chciałabym się jej pozbyć, bo zaczyna być coraz bardziej denerwująca. Dodatkowo już któryś dzień nie mogę się zebrać w sobie i wyjść na połów mleczyków. Niedługo wszystkie przekwitną i zostanę z niczym, a chciałabym mieć 2 słoiki takiego miodku, zawsze lepsze to, niż jedzenie leków (a patrzcie jaka oszczędność finansów :D). 

W bonusie zdjęcie z ukochanym kociakiem :) 






Pozdrawiam serdecznie,
Agata :)






czwartek, 25 kwietnia 2013

Kosmetyki uzdrowiskowe Dr. Dudy (TM) - program 4 kroków w pielęgnacji skóry łuszczycowej.

Witajcie! 

Od dobrych kilku tygodni testuję zestaw kosmetyków uzdrowiskowych, które otrzymałam od firmy Bio-Galen. Jest to zestaw "4 kroków w pielęgnacji skóry łuszczycowej". Dr. Roman Duda jako pierwszy w Polsce opracował kosmetyki na bazie wody siarczkowej oraz borowiny - dlatego w całym zestawie pokładałam swoje nadzieje.

 Cały zestaw prezentuje się tak - w jego skład wchodzą:
KROK 1: Żel borowinowo - solankowy,
KROK 2: Buski żel siarczkowy -chłodzący,
KROK 3: Maska siarczkowa,
KROK 4: Żel siarczkowy do kąpieli, 




Opiszę te kosmetyki jako całość, o każdym z nich nie mam wyrobionej opinii, ponieważ używa się ich grupowo jeden po drugim. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć efekty. Jednak pozwolę sobie skopiować informację o każdym z nich ze strony producenta.

Krok 1: W celu pozbycia się martwych komórek naskórka (łusek) należy wmasować okrężnymi ruchami ŻEL BOROWINOWO-SOLANKOWY (dr Duda) zawierający wodny wyciąg borowinowo-solankowy z kompleksem kwasów huminowych w postaci rozpuszczalnych huminianów. Kompleks ten wykazuje również właściwości podobne do koenzymu Q10 i wit. E, czyli substancji uważanych za podstawowe w ochronie włókien kolagenowych i przyczyniających się do zachowania elastyczności i sprężystości skóry. Ponadto jego zaletą jest fakt, że nie brudzi i nie zostawia tłustych pozostałości na skórze i ubraniu.

 Krok 2: Ma na celu wzmocnienie efektu pielęgnacyjnego uzyskanego po zastosowaniu ŻELU BOROWINOWO-SOLANKOWEGO (dr Duda). Etap ten polega na wmasowaniu w skórę ze zmianami łuszczycowymi BUSKIEGO ŻELU SIARCZKOWEGO (dr Duda). Efekt pielęgnacyjny oparty jest na działaniu siarczków na metabolizm skóry łuszczycowej, czyli działaniu keratolitycznym, keratoplastycznym, nawilżającym i odżywczym.

 Krok 3: Polega na naniesieniu na zwilżoną skórę wodą niewielkich ilości MASKI SIARCZKOWEJ 
(dr Duda) i jej wmasowaniu w miejsca ze zmianami łuszczycowymi. Siarczki zawarte w tym preparacie utrwalają działanie keratolityczno-keratoplastyczne na skórę łuszczycową oraz jako naturalne zmiatacze wolnych rodników tlenowych wybitnie opóźniają starzenie się skóry. Ponadto preparat ten głęboko natłuszcza skórę przywracając jej naturalny płaszcz ochronny.



Krok 4: Krok czwarty stanowią kąpiele w ŻELU SIARCZKOWYM DO KĄPIELI I AROMATERAPII, które stosujemy dwa razy w tygodniu. Preparat ten zawiera oprócz buskiej wody siarczkowej również solankę, której składniki mineralne rozszerzają naczynia krwionośne, zmniejszają pobudliwość zakończeń nerwowych i hamują mitozę komórek, szczególnie skutecznie w skórze łuszczycowej. Zawarte w tym preparacie biopierwiastki tworzą w skórze „płaszcz solny" i dzięki jego właściwościom higroskopijnym zwiększają wilgotność i napięcie skóry. Ponadto kąpiele te wzmacniają ścianki naczyń włosowatych w skórze, łagodzą podrażnienia i świąd skóry, wygładzają ją, dają uczucie relaksu i świeżości.

Ich konsystencja :



Kosmetyków używam już ponad miesiąc. Starałam się być naprawdę systematyczna, jednak szkoła często nie pozwalała mi na używanie wszystkich kosmetyków- zazwyczaj kąpię się rano. Najczęściej w odstawkę szła maska siarczkowa, gdyż ciężko mi się ją nakłada (a mimo to jest to mój ulubiony kosmetyk z całej serii). Zużyłam całe opakowanie i już jestem w trakcie drugiego. 
Zgodnie z zaleceniami używałam kosmetyków po kilka razy dziennie. Żelu używałam pod prysznicem (producent wspomina, że można tak go stosować), dlatego wystarczył mi na około 10 kąpieli. Żele chłodzące i rozgrzewające już mi się kończą ( są baaardzo wydajne, jak widzicie na zdjęciu- konsystencją przypominają rozwodniony żel). Maska tak jak wspominałam - jestem w trakcie drugiego opakowania. Zapachy kosmetyków są przyjemne, delikatnie, nie drażnią. Dlatego praca z takimi produktami to sama przyjemność. Dodam, że maska siarczkowa pachnie intensywnie różami, w pomieszczeniu ogrzewanym odrobiiinkę dusiła. 
Ale przejdźmy do najważniejszego- działania. Do niedawna moja skóra pożywiała się każdym balsamem i odwdzięczała się delikatnością. Wraz ze zmianą pogody, dorobiłam się ogromnego przesuszenia. Zmiany łuszczycowe niestety się nasiliły, ale prócz tego na nogach pojawiło się mnóstwo suchej skóry, z którą staram się walczyć. 
Dopóki trzymały się nas śniegi - dzięki pielęgnacji tymi kosmetykami miałam naprawdę BARDZO dobrze nawilżoną skórę z delikatnie usuniętymi łuskami. Nie znikły one całkowicie, jednak stały się widoczne w minimalnym stopniu. Teraz staram się wykorzystać to co zostało w stopniu zaawansowanym, niedługo zostanie mi sama maska- jednak widzę, że powoli wszystko wraca do normy. Zajęło mi to odrobinę dłużej niż tydzień, ale mam nadzieję, że będzie się trzymało jak najdłużej. 
Do tego skóra się ujędrniła i wygląda zdecydowanie młodziej. Jest naprawdę przyjemna w dotyku. 
Przyjaznym efektem jest chłodzenie i rozgrzewanie, jakie zapewniają kosmetyki z kroku nr 1 i 2. Zimą bardziej lubiłam rozgrzewający, teraz przyjemniej nakłada mi się chłodzący. 
Prócz wyeliminowania suchości zauważyłam delikatne osłabienie bólu z kostkach - producent zaleca wcieranie kosmetyków w stawy (w przypadku łuszczycy stawów o ile się nie mylę). Sama łuszczycy stawów nie posiadam, jednak mam problemy ww. bólem. 
Co ważne - kosmetyki są w 95% naturalne! 

Podsumowując: uważam, że warto mieć w domu chociaż jeden kosmetyk borowinowy/siarczkowy - nawet jeżeli nie posiadacie łuszczycy - to naprawdę przyjazne skórze, naturalne produkty, które sprawdzają się o niebo lepiej niż te, które możemy zakupić w drogeriach. Mają duży wachlarz zastosowań i są wydajne. Cena też nie jest duża (okolice 15-20zł).
 Swoim "siostrom i braciom" borykającym się z przykrą łuszczycową przypadłością, z czystym sercem mogę polecić cały zestaw pielęgnacji - na efekty nie czeka się długo, bo przy systematycznym stosowaniu zauważa się naprawdę ogromne zmiany już po kilku dniach. Za waszą troskę, skóra odwdzięczy się elastycznością, miękkością i będzie pracowała normalnie :) A to dla nas najważniejsze.

Na koniec zaproszę Was na stronę producenta, gdzie Dr. Duda udziela porad i odpowiada na męczące Was pytania oraz  fanpage na facebooku


_______________________________

W P.Sie wrzucę Wam moją dzisiejszą zdobycz. Urocza bluzeczka z kołnierzykiem- caaaaaaaała w koty, czyli idealna dla mnie :D




piątek, 15 lutego 2013

Włosomaniactwo a łuszczyca (2) - aktualizacja.

Cześć!
Z pewnością pamiętacie mój post o łuszczycy i włosomaniactwie- z tego co widzę po statystykach, cieszy się on dużą popularnością. Minęło już trochę czasu od jego publikacji, więc nadszedł moment na aktualizację.
Pisząc go, nie przetestowałam naprawdę sporej liczby kosmetyków i nie do końca potrafiłam określić, jaki wpływ mają niektóre substancje na skórę głowy.
Jednak czego się nie robi dla ludzi, którzy szukają swojej szansy. Chcesz zapuszczać włosy? No niestety - próbuj.

Od kwietnia 2012, kiedy wpadłam w szał kosmetyków i wcierek i wszystkiego co możliwe, na mojej głowie utworzyła się Sahara, było naprawdę bardzo ciężko zatrzymać suszę na głowie. Pojawiło się niesamowite swędzenie, a złuszczona skóra sypała się podobnie jak łupież. Niekomfortowo prawda? I wielokrotnie wspominałam, że zamiast szukać rozwiązań, to pchałam się w tematy włosowe, gdyż koniecznie chciałam je zapuścić. Błąd.


Podstawą w pielęgnacji dotkniętej łuszczycą skóry głowy jest szampon. I jeżeli trafimy na naprawdę dobry szampon, to nie musimy się obawiać skutków ubocznych wcierek, czy innych kosmetyków.



Moich numerów jeden jest kilka- oto te najważniejsze, które z czystym sercem mogę polecić.
1. Green Pharmacy - Z cykiem i dziegieciem brzozowym - GP odwaliło kawał dobrej roboty wypuszczając na rynek ten szampon, jestem pod niesamowitym wrażeniem, że kosmetyk kosztujący niecałe 10zł. poradził sobie z tak zaawansowaną chorobą. 

2. Fitomed - do włosów suchych i normalnych - kolejny dobry, jednak jego poleciłabym jako podtrzymywacz efektów. Wiem, że działa, bo widzę, że to co się pojawia, to zaraz i znika, jednak nie jestem pewna, czy poradziłby sobie z tak zaawansowaną chorobą.

3. Pharmaceris H-Purin - są dwie wersje - mętna niebieska i przezroczyście niebieska. Posiadałam tą mętniejszą i byłam zadowolona. Niestety szampon lubi się przyzwyczajać i po pewnym czasie przestaje działać.


Odżywki, które bez większych rozczarowań nakładałam na skalp ( a które miały za zadanie np. hamować wypadanie):



1. Green Pharmacy - balsam z olejkiem łopianowym - odżywka zapobiegająca wypadaniu. Jak wspominałam przy recenzji - nie rozumiem jak ma działać na wypadanie, skoro producent nie zaleca stosowania na skalp. Całe szczęście nie posłuchałam producenta i dobre 1,5 miesiąca przy każdym myciu aplikowałam odżywkę na skalp. Czułam ukojenie i przede wszystkim widoczne były efekty. A do tego zero strupków, czy zmian chorobowych. 

2. SULPHUR Zdrój - Mineralna odżywka zdrojowa - pierwsza z używanych przeze mnie odżywek na skalp, od której czegoś wymagałam. Pomogła mi w zwalczeniu łuszczycy i efekt utrzymywał się naprawdę spory okres czasu. Kosztuje około 14zł, ale jest naprawdę wydajna i przyjemna. Muszę koniecznie ją sobie sprawić.

3. Seboradin - balsam z Żeń Szeniem - obawiałam się go. Kiedyś miałam szampon z tej serii, gdyż napisane było, że łagodny, idealny dla łuszczyków. Przeliczyłam się i tak uraz został. Ale otrzymałam sporą odlewkę od siostry, którą aplikowałam tylko na skalp -  podrosły mi włosy, ale nie ucierpiała skóra głowy. 



Nieodłączny element każdej pielęgnacji - maski. Zwykle mają działanie regenerujące, jednak niektóre mają za zadanie wspomóc porost, czy zadziałać przeciwłupieżowo. W takim przypadku często lądują na skalp, ale to nic! 



1. Kallos Latte - niezwykle delikatna maska, która doskonale pielęgnuje skórę głowy.
2. Maski BioVax - miałam kilka próbek i byłam niesamowicie zadowolona- nie było żadnych podrażnień, skóra nie krzyczała ze ściągnięcia, a wręcz przeciwnie - była ukojona.
3. Maski Bingo Spa - działają podobnie jak BioVaxy, są przyjemne i zdecydowanie tańsze.
4. Maska Drożdżowa Receptur Babci Agafii - nic lepiej nie działa na skalp, niż porcja rosyjskich smakołyków. Skóra jest odprężona, nawilżona i zdezynfekowana. Polubiłam się z tą maską... tylko dlaczego jest tak niewydajna :(



I oczywiście najważniejsze - bo cóż by włosomaniaczka bez wcierek poczęła.



1. Toniki z Serii Babuszki Agafii - co prawda miałam tylko wersję wzmacniającą, jednak porównując składy, to jestem pewna, że reszta serii nie zaszkodzi. Wspaniała jako produkt nawilżający. 
2. Farmona - Jantar- wszyscy chyba znają ten produkt. Odkrycie każdej włosomaniaczki. Jeżeli nie działa na porost, to genialnie nawilża i łagodzi podrażnienia skóry głowy. 
3. Joanna Rzepa - kuracja wzmacniająca - uwaga! Posiada alkohol w składzie, więc trzeba z nią uważać. Chociaż mi osobiście zrobiła więcej dobrego, niż złego. Dzięki idealnemu szamponowi, wcierka nie była w stanie narobić bidy na głowie. Za to nabawiłam się chmury baby hair.
4. BioVax Med - żel stymulujący odrastanie włosów- kolejna wcierka na alkoholu. Jeżeli czytaliście moją recenzję, która pojawiła się dawno temu, to wiecie, że przyprawiła moją skórę o skorupę. Teraz stosuję ją z odpowiednim szamponem i nie ma żadnych śladów po łuszczycy. 



Warto też wzbogacić swoją pielęgnację w olejowanie oraz płukanie włosów

Jeżeli obawiamy się podrażnień, to możemy ominąć skalp przy nakładaniu olei. Ja już zrezygnowałam z tego całkowicie, gdyż obawiam się ponownego zapchania mieszków i w konsekwencji wypadania włosów. Jednak jeżeli Was to nie martwi, bądź planujecie nakładać na krótki okres czasu, to polecam wystrzegać się oleju kokosowego, oraz oliwy z oliwek (przypomnijcie mi czy jeszcze któregoś...), gdyż zamiast działać pozytywnie, może sprawić naszej łuszczącej się skórze wiele niedobrego. Najprzyjemniejszy będzie olej ze słodkich migdałów oraz rycynowy (a najlepiej oba zmieszane ze sobą). Migdałowy jest genialnym emolientem (a my tego potrzebujemy), a rycynowy wykazuje właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i przeciwzapalne. 

Płukanki nie są najważniejszym elementem pielęgnacji, jednak wiele ziół wykazuje działanie bakteriobójcze i przeciwzapalne. Dodatkowo możemy wzmocnić kolor naszych kłaczków, nadać mu refleksów, czy delikatnie rozjaśnić. Polecam : hibiskus, rumianek, szałwię, pokrzywę, łopian.
Należy pamiętać, że w zależności od koloru włosów, niektórych ziół nie powinno się stosować. Warto też przed wykonaniem płukanki nałożyć na włosy treściwą odżywkę, gdyż zioła wysuszają.



Post pisałam w oparciu o moje własne doświadczenia. Wiem, że kosmetyków dobrych dla łuszczyków jest więcej, jeżeli takie znacie - koniecznie dajcie znać w komentarzu! Przede mną jeszcze długa droga w odkrywaniu wspaniałych specyfików.

Mam nadzieję, że post będzie pomocny, w razie jakichkolwiek pytań piszcie :)

Pozdrawiam Serdecznie,
Agata!

wtorek, 12 lutego 2013

Szampon Fitomed Do Suchych i Normalnych

Witajcie! 
Przepraszam, że długo do Was nie pisałam, ale miałam na głowie trochę spraw, które zdecydowanie nie dawały mi się skupić na blogowaniu. Ale mam nadzieję, że wszystko powoli wróci do normy.

W styczniu używałam szamponu Fitomed, tak więc dziś czas na jego recenzję.



Miałyście okazję poznać moją wstępną opinię na jego temat we wpisie o TOP Szamponach do skóry problematycznej. Przy dłuższym stosowaniu szampon jest nadal tak samo dobry i warto go wypróbować. 

Co mnie urzekło?
Ano fakt, że obietnice producenta zostały spełnione. Obawiałam się kupna szamponu bez dziegieciu, bo myślałam, że wrócę do momentu, kiedy miałam na głowie łuszczący się hełm. Jednak do tego nie doszło i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że łagodzi wszystkie podrażnienia, jakich się dorobiłam.
Aktualnie - z racji akcji wcierania wcierek- stosuję żel Biovaxa, który dość mocno podrażniał mi głowę (ma alkohol, auć). Chcę go wydenkować i już więcej do niego nie wracać, jednak w połączeniu z pielęgnacją tym szamponem, jestem chętna na kolejny flakonik żelu, bo niesamowicie przyspiesza przyrost, a na głowie nie dzieje się nic złego, co mogłoby mnie przez tym przestrzec. 




Szampon bardzo przyjemnie się pieni (posiada w składzie SLeS), bez problemu zmywa oleje i wszystkie wymyślne maski z pierwszego O w OMO. Delikatnie pachnie, bardzo przyjemnie. Zapach jednak długo się na włosach nie utrzymuje. 




Kupimy go w aptekach i sklepach zielarskich za około 11-12zł. 
Mieści się w 250ml. buteleczce z wygodnego plastiku, łatwo wydostać odpowiednią ilość szamponu. Jest niesamowicie wydajny, mam go jeszcze 2/3, jednak obawiam się przyzwyczajenia skóry do kosmetyku, więc zaczynam kurację z Seboradinem ( dziękuję Karolino :* )

Podsumowując:
szampon sprawdził się na mojej skórze dotkniętej łuszczycą, znikły wszelkie stany zapalne oraz swędzenie, co jest bardzo komfortowe. Mimo SLeSu zawartego w składzie nie podrażnił mnie. Skóra nie była ściagnięta ani sucha, a wręcz nawilżona. Za taką cenę myślę, że warto spróbować. 

Pozdrawiam serdecznie,
Agata



LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...