Czytają

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2014

Jak się mają moje włosy - aktualizacja :)

Hej! 
Aż nie wierzę, że zabrałam się za pisanie! Przede mną 6-dniowy maraton w pracy, więc nie wiem jak będzie z moją obecnością tutaj, ale dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak mają się moje włosy od ostatniej ich aktualizacji (z grudnia! ale wstyd!) .


Przyznaję, że pielęgnacja opierała się przeważnie na umyciu i nałożeniu odżywki. I zabezpieczeniu końcówek. Zawsze suszone, baaaaardzo rzadko olejowane, wcierki wcierane "jak sobie przypomniałam", ogólnie przez zmianę otoczenia, zmienił się mój zapał do takich rzeczy. Plus fakt, że mieszkałam w akademiku, gdzie ograniczona przestrzeń bardzo mnie przed wszystkim hamowała. Teraz jest już lepiej, wyprowadzam się do mieszkania, będę miała więcej czasu i chęci -mogę bez problemu nałożyć olej i spacerować do kuchni czy łazienki, bez narażania się na tłum gapiów (jedna kuchnia na całe piętro, to jest to :) ). Zauważyłam, że ma to dla mnie duże znaczenie. Wolę czuć się swobodnie.

Przejdźmy do konkretów, czyli do zdjęcia.


Ostatnio włosy podcinałam w tamtym miesiącu i zrobiłam to sama. Może się wydawać, że lewa strona ma więcej włosia niż prawa, ale to kwestia rozczesania. Końcówki są w stanie dobrym, dość często się plączą. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam tak długie włosy. :)

W następnym poście przedstawię Wam aktualną pielęgnację twarzy i jej stan, jest się czym chwalić.
Pozdrawiam serdecznie,
Agata! :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Zdecydowane NIE, szampon Babuszki Agafii dla wszystkich typów włosów.

Witajcie! Nie było mnie tu od marca, powiem szczerze, że blogów od tej pory też nie śledziłam, nie mówiąc o pisaniu na wizażu. Nie jestem na bieżąco z nowinkami itp. dlatego wybaczcie, jeżeli nie wiem jeszcze o wielu rzeczach, na których temat burzyło się w blogosferze.

Przychodzę dzisiaj ze swoimi przemyśleniami na temat szamponu Babuszki Agafii, jednak zanim się zabrałam do pisania przeszukałam internet wpisując jego nazwę. Co dziwne wyskoczył mi na pierwszym miejscu post Gapowo, a w nim trochę zadziwiających informacji o rosyjskich kosmetykach. Trochę się przeraziłam, trochę przestraszyłam, ale koniec końców to jedyne kosmetyki które przy mojej wysuszonej skórze głowy dają radę. Chemia jest wszędzie! Nie dajmy się zwariować.



Kosmetyk o którym napiszę niewiele, to szampon z Receptur Babuszki Agafii dedykowany do wszystkich typów włosów. Co mnie zachęciło? To co wszystkich - treściwy skład, przyjemny opis poszczególnych składników, cena i oczywiście dostępność (w moim przypadku wejście do drogerii Yasmin zawsze źle się kończy). Wcześniej przez 3 miesiące używałam szamponu Planeta Organica z Aleppo - cud, miód i maliny! Skóra nawilżona, włosy błyszczące, miękkie, pełne objętości, można było spokojnie zostawić je bez odżywki. No ale... moja skóra łatwo się przyzwyczaja do kosmetyków, tak więc 3 miesiące to i tak cud, że nie zrobiła mi się sodomia na głowie :) Od razu przerzuciłam się na ww szampon. Pierwsze użycie - okej, drugie - okej, trzecie - tu już czułam swędzenie, po kolejnych zaczęłam zauważać łuszczenie i płatki skóry na włosach. Nie zużyłam nawet połowy!
Możliwe, że zbyt ziołowy skład przyczynił się do takiego stanu rzeczy, jednak mimo używania odżywek, które świetnie nawilżają, szampon nadal siał spustoszenie. Aktualnie stoi i pewnie raz na jakiś czas zostanie użyty. Jednak jeżeli tak jak ja macie problemy z przesuszoną/chorą skórą, to nie polecam.
Zapach - delikatny,
Konsystencja - delikatnie zielony żel,
Cena - 15zł.


Dzisiaj do łazienki wskoczył inny rosyjski, a mianowicie:

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Pielęgnacja włosów w grudniu + podsumowanie październik/listopad.

Witajcie!
Przybywam dzisiaj z kolejną aktualizacją włosową, jakość nie powala - brak aparatu zdecydowanie doskwiera. Zdjęcia niestety robię telefonem, ale najważniejsze, że jakiekolwiek są.
W listopadzie nie miałam okazji przyfocić włosów do aktualizacji, dzisiaj wspomogła mnie przyjaciółka, więc aktualizacje będą się już pojawiały jak wcześniej, czyli co miesiąc.


Na zdjęciu z października włosy są jeszcze mokre, przez co nie były skręcone. Dzisiejsze zdjęcie robione na wpół suchych włosach i jak widać już trochę powywijanych, jednak dolna warstwa uchowała sie jako-tako.

Przyrostu aż jeden pasek - podkreślam, że 11 listopada podcięłam sporo, około 3cm i zrobiłam na nowo grzywkę. Teraz grzywka sięga mi już ust, a dodatkowy pasek (czyli około 1,5cm) pokazują, że jednak coś się tam rusza :)
Pielęgnacja jest raczej monotonna - mycie szamponem Dermedic Emolient/Green Pharmacy z Cynkiem i Dziegieciem, odżywka na długość: Isana Profesjonalna do kręconych/DeBa do wszystkich rodzajów włosów, odżywka na skalp: Seboradin Regenerujący/Green Pharmacy z olejkiem łopianowym. Czasem używam maski DSMineral z błotem z Morza Martwego- przeważnie na skalp. Zabezpieczam Elixire Argan Oil. Wcierka: Joanna Rzepa (sporadycznie, gdyż skórę głowy mam niesamowicie wysuszoną).
Brak czasu nie pozwala mi na olejowanie włosów, robię to naprawdę rzadko. Od początku roku akademickiego miałam na włosach olej może ze 4x.

Za to dwa razy zdarzyło mi się pohennować włosy - raz rudym, a raz ciemnym brązem, jednak włosy zawsze po pewnym czasie wracają do swojego naturalnego koloru.

Na grudzień nie zaplanowałam nic specjalnego- chcę wykończyć wszystkie kosmetyki, które mi zalegają, odlewki, niedokończone maski/odżywki. Dopiero po skończeniu tych kosmetyków planuję zakupić sobie typowo rosyjski zestaw do pielęgnacji (bądź ukraiński, gdyż mam dojścia :D ).

Coraz częściej nawijam też włosy na papiloty, ładnie się trzymają nawet bez pianki i lakieru. Podoba mi się taka opcja :)

Macie może jakieś sprawdzone sposoby na szybkie nawilżenie skóry głowy?

Pozdrawiam,
Agata :)


poniedziałek, 7 października 2013

Wrześniowe włosy - podsumowanie pielęgnacji.

Witam i o zdrowie pytam...
... bo chyba z tym u każdego ostatnio słabiutko. Nie martwcie się, przejdzie. Jak i mi przeszło.
Melduję się już z AGHowskiego akademika, jestem cała w skowronkach, bo wszystko jest tak jak być powinno. No prócz mojej systematyczności w pisaniu, ale zrozumcie mnie. To był burzliwy czas... wyjazd, ogarnianie się/spraw i inne. Trochę mnie to odciągnęło od siedzenia w sieci. Mimo wszystko wracam z aktualizacją włosową. A z następnym postem pokażę Wam, jak wygląda moja skóra po 4 miesiącach z Sufrinem (4? albo 5).


Musiałam zmienić bluzeczkę do aktualizacji, tamtą posiałam (zapewne zostawiłam w domu) więc muszę sobie radzić z tą. To nic. W tym miesiącu będzie słabo, ale w następnym porównanie będzie pierwsza klasa.

Na zdjęciu włosy są jeszcze wilgotne. Chciałam, żeby w ten sposób były jak najbardziej proste, bo inaczej powywijałyby się. Przybyło coś około 2cm - wynik dobry. Jednak dopadło mnie jesienne wypadanie, nad czym bardzo ubolewam, ciężko mi nad tym zapanować. Nie są też w najlepszej kondycji. Od pogody, zmiany wody i nieodpowiednich kosmetyków zrobiły się suche i brzydkie już na dzień po myciu. 

Czego używałam? 


Od początku września wcierałam Saponics. Wcierki jeszcze trochę mi zostało. Przelana standardowo do buteleczki po Joannie Rzepie (chyba czas zakupić nową, bo wcierka bardzo dobra, a moje opakowanko już przymiera). 
Bardzo przyjemna i ładnie pachnąca wciera. Nie przetłuszcza, ale odnoszę wrażenie, że troooooooszkę wysusza. Nie jestem jednak do końca pewna.


Dermedic Emolient Linum - bardzo dobry szampon o krótkim i treściwym składzie. Przy odpowiedniej technice świetnie się pieni. Ma jedną wadę - włosy go nie lubią, a skóra głowy łatwo się przyzwyczaja. Jak przy zamojskich warunkach był idealny, tak tutaj jestem na nie. Póki co idzie w odstawkę.


Garnier Awokado i Karite - mój osobisty hit. Jednak z wysuszonymi włosami tym razem sobie nie poradził. Nawilżenie lekkie i na krótką chwilę. 
Isana Professional do włosów kręconych - komu nie przypasowała któraś z odżywek z tej serii, to do reszty niech też się nie dotyka. Mi isana z olejkiem arganowym (?) bardzo przypasowała i z tej również jestem zadowolona.


Testowałam też podróbkę TT - jest za ostra, dlatego nie jeżdżę nią po skórze głowy. Rozczesuje tak jak powinna. Jednak korci mnie oryginalna wersja kompaktowa, którą można złapać na grouponie za 39,90. Widzę, że rozchodzi się jak ciepłe bułeczki :)


Jak wasze wrześniowe kłaczki?
Pozdrawiam,
Agata :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Pozawijane w rulony, łatwy sposób na delikatne fale.

Witajcie!
Dzisiaj pokażę Wam co ukręciłam na swoich włosach. Uwielbiam oglądać efekty u Was, ale sama nigdy nie próbuję. Lenistwo na całego.
Wczoraj czytając posty Eternity natchnęło mnie i postanowiłam pójść jej 'włosowym tropem' z TEGO posta. Zobaczcie jak to wyszło :)


Wilgotne włosy skręciłam najpierw w 4 pasma. Dwa po lewej i dwa po prawej stronie. Delikatnie podsuszałam je suszarką, jednocześnie zwijając paluszkiem. Czasem troszkę luzowałam, żeby ciepłe powietrze dostało się do środka.


Później podzieliłam każde pasmo na kolejne 2. Ruloniki prezentowały się naprawdę świetnie! Ah!


A tak już wyglądały całkowicie suche rulony. Jeszcze je troszkę dzieliłam, ale zaczęły się rozsypywać - to nic. Skręconych w jakikolwiek sposób włosów dawno nie miałam. 


A tutaj już włoski po kilku godzinach - i tak wyglądają cały czas. Mam nadzieję, że spokojnie prześpię z nimi noc ( zapewne zwinę je w śllimaczki). Z pewnością dam znać jak to będzie wyglądało jutro.



Z efektów jestem bardzo zadowolona i jestem pewna, że jeszcze nie raz użyję tego sposobu. Utrwaliłam je delikatnie lakierem mamusi :D. Może znacie jakiś dobry lakier, który nie jest aż tak szkodliwy dla włosia? Albo podpowiecie czym mogę je utrwalić bez efektu mokrej włoszki (brrr). 


Mam do Was jeszcze prośbę - a raczej ponowię swoją prośbę z któregoś tam postu niżej :) Biorę udział w konkursie o tabletoka, wiem, że część z Was już polubiła, ale mam nadzieję, że reszta nie będzie na to obojętna. Do tej pory górowałam, ale jakieś chłopie zdobyło więcej lajków i jestem niżej. Chodzi o polubienie mojego komentarza pod TYM zdjęciem konkursowym. Z góry wszystkim dziękuję i odwdzięczę się, jeżeli zaistnieje taka potrzeba :*

Szykuję dla Was post z moimi zdobyczami z secondhandów - troszkę się tego nazbierało. Wakacje sprzyjają polowaniom :)

Pozdrawiam Was serdecznie,
Agata :)




środa, 24 lipca 2013

Aktualizacja, pielęgnacja, nowości i wyniki konkursu :)

Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Jestem wykończona, a na dodatek zbliżają się TE dni, więc nie jest najlepiej. Mało piszę, bo mam niesamowicie mało czasu - a to praca, a to ktoś mnie odwiedzi, a to spacerujemy i tak dalej. Postaram się być bardziej systematyczna teraz :)

Aktualizacji nie było, ale będzie teraz. Spóźniona... Ale to nic. Muszę się pochwalić, że nareszcie podcięłam włosy i to sporo, a moim osobistym fryzjerem była siostra. Jak na brak doświadczenia to wyszło jej całkiem dobrze.


Oczywiście perspektywa coraz dalsza, ale po kreskach wszystko widać. Do lipca mocno podrosły ( a do tego prawa strona niesamowicie się pozwijała :) ), a po podcięciu są krótsze o jakieś 5cm. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. Przechodziły ostatnio bardzo ciężki okres, dużo stresów, a do tego odkryłam, że szampon GP okropnie je przesusza. Skórę trzyma w ryzach, ale włosy od nadmiaru ziół były bardzo wysuszone. Teraz do mycia służy mi Emulsja do higieny intymnej od Białego Jelenia. Powiem Wam, że tak miękkich włosów nie miałam od bardzo długiego czasu.
Na skalp jako odżywka pobudzająca do wzrostu ląduje Odżywka z Farmony z Żeń Szeniem. Cholera jest bardzo ciężka i trzeba ją dokładnie wypłukać, bo źle to później wygląda :D Ale włosy pozostawia przyjemne i gładkie, odrobinę puszyste. Wcierki niestety nie posiadam żadnej i dopóki nie unormuje się stan mojego portfela to szybko nie będę miała. Za to jest kozieradka, za którą się od dzisiaj wezmę. I jeszcze w planach jest skrzypokrzywa - tak, zmotywuję się!
Nadal przyjmuję Sufrin o którym ostatnio pisałam. Nawyk to nawyk, aktualnie w drodze są kolejne opakowania.

W nowościach znalazły się też kosmetyki z DSMineral


Maska do włosów z Masłem Shea, pachnie niesamowicie. Dzisiaj się z nią poznam bliżej :)
Krem wspomagający leczenie blizn i (przede wszystkim!) łuszczycy.
Mydełko z dodatkiem błota z Morza Martwego - wszystko mnie ostatnio uczula i ciągle się drapię, mam nadzieję, że takie mydełko będzie współpracować z moją skórą.
I ostatnie największe na zdjęciu - Błoto naturalne z morza martwego. Będę używała jako maski, jako kuracje, a nawet na włosy. Uwielbiam błotko. Z pewnością po czasie napiszę o nim więcej. A cena za 500ml. nie jest wcale jakaś ogromna, co tylko zachęca do zakupu tego cuda.


I teraz najważniejsze i cholernie spóźnione wyniki konkursu urodzinowego. Przedłużyłam termin i zgłoszeń było więcej. Niestety niektórzy olali jeden punkt regulaminu i mimo tego, że odpowiedzi były świetne, to nie mogłam ich uhonorować. Zatem wygląda to tak:

1 nagroda: Joanna S.
2 nagroda Agnieszka K.
3 nagroda Anastazjiiia jestem

Maile już wysłałam, gratuluję. Teraz czekam na wiadomości zwrotne i robimy zamówienie :)


Ostatnio była u mnie przyjaciółka, przyjechała na weekend. Spędziłyśmy świetnie czas na Wawelu, nad Wisłą, a nawet w Ikei :D Pozwiedzałyśmy okoliczne place zabaw. Tego mi brakowało. Tyle pozytywnej energii od jednego człowieczka, coś pięknego. Tęsknię Olu :3


(i wystylizowałam się tutaj na żel lniany. Pofalowałam się delikatnie i miałam świetną objętość, będę to robiła częściej).


Pozdrawiam Was serdecznie i zostawiam z Arktycznymi Małpami. Oraz coverem AM po polsku, w którym jestem zauroczona :)



Agata :)

piątek, 21 czerwca 2013

Regeneracja włosów dla leniwych :)

Cześć!


 Jeżeli nie miałyście jeszcze do czynienia z maskami Pilomax, a szczególnie z tymi regenerującymi to żałujcie.
Sama zapewne bym sobie ich nie sprawiła, bo jednak nie ufam takim kosmetykom, ale kiedy na spotkaniu blogerskim wpadły mi w ręce ich miniatury (i jak czytam na stronie producenta, te miniatury takie mają być), to nie mogłam sobie odmówić wypróbowania.

Z pewną obawą podchodziłam do tych masek. Pierwszy raz nałożyłam na długość wersję dla włosów farbowanych jasnych, potrzymałam kilka minut i spłukałam. Nic nadzwyczajnego nie zauważyłam, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy po wysuszeniu, moje kudły były niesamowicie miękkie, ułożone i lśniące. Po jednym razie! Dla mnie to zbawienie, bo od jakiegoś czasu moim włosom brakuje blasku, objętości i ogólnie daleko im do kondycji sprzed miesiąca. Zdecydowanie ta pogoda nie sprzyja.

Maska do włosów farbowanych jasnych zawiera: keratynę, skrzyp polny, rumian rzymski, hennę.
Maska do włosów farbowanych ciemnych zawiera:  keratynę, kawę, skrzyp polny, hennę.
Przy drugim myciu nałożyłam już na włosy i skórę głowy wersję do włosów farbowanych ciemnych. Trochę mnie rozśmieszył kolor, zobaczycie niżej dlaczego :)
Ta wg mnie ma lepszy skład, ale działa podobnie. No... może troszkę lepiej.
Przy spłukiwaniu wyczułam delikatność czupryny. Kolejny szok. Po wysuszeniu zaskoczyły mnie delikatne loki i mega objętość. O miękkości nie wspomnę.

Pilomax zasługuje na jakąś nagrodę za te maski.



Działanie na skórę głowy jest delikatne. Nie zauważyłam złagodzenia moich łusek, ale skóra jest ukojona i spokojniejsza. Wolniej się też przetłuszcza.
Nie wiem jak jest z wydajnością. Mam nadzieję, że 70ml. które posiadam wystarczy mi jeszcze na kilka użyć. Tym razem potrzymam kosmetyki trochę dłużej.

A co do koloru...


Czy ta dla włosów ciemnych nie wygląda Wam... dziwnie? :D


A tu macie jeszcze kawałek mojego włosia. Nadal nie podcięte, ale szczęśliwe i delikatne.
Ostatnio coraz częściej rozpuszczone, a coraz mniej olejowane. Muszę to zmienić.

Wracam do przebierania ciuchów, a Wam życzę miłego dnia.


Pozdrawiam, Agata! 



P.S. Przypominam o konkursie w którym możesz wygrać kosmetyki z DM. Takie, jakie sobie wymarzysz :) 

wtorek, 14 maja 2013

Aktualności włosowe, pielęgnacyjne, odrobinę przemyśleń i sporo zdjęć.

Witam Was przeserdecznie,
przebrnęłam przez wszystkie pisemne matury, teraz tylko ustne i mogę spać spokojnie. Nasilony stres sprawił, że schudłam 2kg. a i stan włosów woła o pomstę do nieba. Jednak na maj przygotowałam specjalną pielęgnację, gdyż byłam pewna, że od stresu włoski będą wypadać garściami. Przezorny zawsze... ubezpieczony?


Zacznę od różnic w kolorze, które zauważam za każdym wyjściem z domu. Raz są jasnobrązowawe, a raz prawie czerwone. Pamiętacie jakie były przy aktualizacji płukankowej - złociste, rozpromienione. Teraz odrobinę mniej mi się to podoba.

pochmurno, bad hair day

słonecznie

Stan końcówek jest już naprawdę fatalny. Są bardzo suche i coraz więcej zauważam rozdwojeń. Zrobiły się też bardzo szorstkie, z łatwością się plączą. O cienkości nie wspomnę. Nie wygląda to ładnie. Po ostatniej maturze (obiecuję!), podetnę jakieś 3cm. Jak szaleć to na całego!



Zaplanowałam sobie na ten miesiąc po raz kolejny zmasowany atak na przyrost - działam zawsze na wszystkich frontach, przez co udało mi się (najwięcej) uzyskać 4cm w miesiąc. Liczę na ciąg dalszy dobrej passy, dlatego w maju zebrałam następującą armię: 


Do olejowania skalpu ( 2x w tygodniu na noc) - olej musztardowy. Słyszałam o nim naprawdę dużo dobrego, a do tego sam fakt, że jest z gorczycy, która ma pobudzające właściwości - no nie dało się go nie mieć.


Balsam na łopianowym propolisie - zamówiony na spółkę, tak więc mam swoje 300ml, które spokojnie wystarczą na 2 miesiące stosowania na sam skalp. Pachnie przyjemnie, wydaje się być wydajny, nic więcej póki co nie mogę napisać :) Zastanawiam się czy zadziała lepiej niż mój łopianowy ulubieniec z Green Pharmacy.



Tonik przeciw wypadaniu - miałam wersję wzmacniającą w której byłam zakochana. Teraz postanowiłam wypróbować jego brata, zapach jest odrobinę brzydszy niż poprzednika. Nie podrażnia. Stosuję po każdym myciu włosów.

Dodatkowo co jakiś czas nacieram przed myciem skalp naftą, zauważyłam, że włosy są od tego świetnie uniesione. Zawsze trzymam ją 15 wyznaczonych minut. 

Nadal stosuję płukanki - ostatnio zaczęłam kombinować z herbatką ziołową z biedronki: 


Sama w sobie jest bardzo smaczna, napar ma rudawy - w składzie same dobrości, które jak nie na kolor, to na cebulki może zadziałają :) Gotuję napar w 1l wody i wychodzi naprawdę mocny. Żeby nie przesuszyć włosów ciągłym ziółkowaniem ich, dodaję do płukanek aloes 10x zatężony, którego nareszcie się dorobiłam. 
Do zbiorów wpadł mi też macerat z kasztanów. Planuję zużyć go na twarz. 


I najlepsze co mogło mnie spotkać - WODA RÓŻANA. Nie wiem dlaczego wcześniej jej nie zdobyłam, jest genialna, świetnie działa na skórę, ujędrnia i rozświetla. Uwielbiam jej delikatny (niestety bardzo ulotny) zapach. Ah! Genialna! Z pewnością w przyszłości napiszę o niej więcej.




Zrobiło się więcej zdjęć niż samego tekstu, no cóż. 
Na dniach rozpocznę kurację Sufrinem, liczę na pozytywne działanie na łuszczycę, chciałabym się jej pozbyć, bo zaczyna być coraz bardziej denerwująca. Dodatkowo już któryś dzień nie mogę się zebrać w sobie i wyjść na połów mleczyków. Niedługo wszystkie przekwitną i zostanę z niczym, a chciałabym mieć 2 słoiki takiego miodku, zawsze lepsze to, niż jedzenie leków (a patrzcie jaka oszczędność finansów :D). 

W bonusie zdjęcie z ukochanym kociakiem :) 






Pozdrawiam serdecznie,
Agata :)






czwartek, 2 maja 2013

Podsumowanie rocznej pielęgnacji włosów - porównanie przyrostu.

Wprawdzie wszystko się zaczęło rok temu w marcu, ale byłam wtedy niesamowicie niedoświadczona i mieszałam olej rycynowy z naftą :D Tyle się zmieniło :)

  • Poznałam wiele nowych sprawdzonych sposobów na porost włosów, 
  • nauczyłam się (no tak po części) czytać składy, 
  • zrobiłam się systematyczna, 
  • śpię zawsze ze związanymi włosami, 
  • odciskam włosy w bawełnianą koszulkę,
  •  pokonałam suszę na glowie, 
  • ociepliłam kolor, 
  • a co najważniejsze - poprawiłam ich kondycję i zapuściłam, tak jak chciałam!

Przez ten rok nawet nie odczułam tego, że jestem jakąś włosomaniaczką. Wszystko tak mi weszło w nawyk, że automatycznie wcieram wcierkę po myciu, gotuję wcześniej płukankę, olejuję przed snem włosy, czy czytam etykiety w sklepie. Nie zabiera mi to dużej ilości czasu, ale doprowadziło mnie do czegoś niesamowitego :) Czuję się przez to świetnie.



Znalazłam wielu faworytów wśród kosmetyków do włosów. Zdecydowanie najwięcej dały mi odżywki i wcierki, oraz kuracje wewnętrzne.
Przebyłam 2 miesiące z drożdżami ( po miesiącu, przerwa 2 miesiące i znów miesiąc), 3 miesięczną kurację skrzypokrzywą bez przerwy, miesięczną kurację CP (zaraz po zakończeniu skrzypokrzywy - 4cm więcej :) )i pół miesiąca z siemieniem lnianym.
~Wcierki, które z pewnością do mnie wrócą: Jantar, Joanna Rzepa, Tonik wzmacniający Babuszki Agafii, Biovax Med - żel na porost,
~Odżywki na porost : Green Pharmacy z olejkiem łopianowym, Avalon Organics z Biotyną, Seboradin z Żeń szeniem (mmm, cudowny!)
~ Oleje: Rosyjski łopianowy z kiełkami pszenicy, Olej ze słodkich migdałów, Alterra z limonką, olej rycynowy,
~ Szampony: Green Pharmacy z cynkiem i dziegieciem brzozowym,  Fitomed do włosów suchych i normalnych,
~ Płukanki: z łupin cebuli, hibiskusowa, lniana, octowa, aloesowa,
~ Inne: żel lniany, maski samoróbki,



I teraz kolaż zdjęć z całego roku : 



Wiem, że na zdjęciu wyżej jest napisane maj 2012 i maj 2013, a na kolażu kwiecień, ale prawda jest taka, że zdjęcia były robione tak, że to mógł być jeszcze kwiecień :D (po prostu robię zdjęcia ostatniego dnia miesiąca)


Czy jestem zadowolona? 
Może nie do końca. Kilkakrotnie wspominałam, że zacznę w końcu pielęgnację CG, jednak nigdy mi nie po drodze. Mimo wszystko moje włosy wyglądają sensownie :) Liczę na dalsze powodzenie w ich pielęgnacji :)


Pozdrawiam Was serdecznie,
Agata :)

P.S. Zapraszam Was również na mój fanpage na facebooku:)

sobota, 6 kwietnia 2013

Pielęgnacyjne postanowienia na kwiecień/ tag :)

Witajcie!
Planowałam w kwietniu zmienić odrobinę pielęgnację oraz podciąć sporą część włosia. Do tego pierwszego podeszłam, jednak podcięcie końcówek będzie musiało poczekać do momentu, kiedy pogoda przestanie płatać figle. Mam serdecznie dość tego co się dzieje za oknem. Brrr...

Włosy też nie były jakoś specjalnie zadowolone z dotychczasowej pielęgnacji (i pogody). Dzisiaj Wam przedstawię aktualną pielęgnację ciała i włosów.

Włosy: 

 Nadal myję je mydlnicą, nie mogę jej wykończyć. Zmieniłam jednak sposób aplikowania- mieszam ją z wodą w opakowaniu z pompką i wyciskam na mokre włosy. Zapewne znacie ten sposób. Szampon świetnie się pieni, a i stężenie detergentu jest mniejsze.
Jako wcierkę stosuję nadal Biovax Med - nakładam zawsze po myciu, może stąd ta wydajność. Po skończeniu zrobię wcierkę z czosnkiem i cebulą jak już wspominałam w poście wcześniej.









Do odżywkowania zdecydowałam się na Isanę Profesjonalną. Ma w składzie olejek arganowy. Sam skład może bez szału, jednak polubiłyśmy się od pierwszego użycia. Zobaczymy jak z wydajnością, liczę na cuda.

Do wydenkowania trafiają dwie odżywki z Evy Natury - jak do tej z czarną rzepą się przekonałam (czarna), tak do tej z chabrem mam wielkie ALE i pewnie będzie zagęszczaczem do domowych masek.
Do olejowania stosuję wszystko co posiadam. Praktycznie każdy olejek jest już na wykończeniu. Korzystając z promocji w Rossie sprawiłam sobie krem isany do kremowania. I chyba zostanie ze mną na wieki, bo takiego blasku nie miałam po żadnym oleju. 

W pielęgnacji nadal zostają płukanki z rumianku i łupin cebuli. Myślę, że wraz ze słońcem będą błyskać moje refleksy :)



Ciało: 
Chciałabym rozpocząć przygodę z OCM, ale ciągle coś mi nie pasuje i moja twarz mocno się buntuje. Poczekam na zmianę pogody i wtedy coś zadziałam. 

Na całe ciało stosuję kurację siarczkowo-borowinową dr. Dudy, program 4 kroków pielęgnacji skóry łuszczycowej. Mam już trochę do powiedzenia na temat tych kosmetyków, więc pewnie na dniach coś skrobnę. 





Wracam też do żelu pod oczy-skóra w tym miejscu jest zdecydowanie za sucha i zmęczona. Liczę na odrobinę systematyczności z mojej strony. 

Na połamane paznokcie zaczynam na nowo nakładać Eveline 8w1. Planuję to robić przez 2 tygodnie, po tym czasie odbiorę wyniki od dermatologa i zobaczymy co będę musiała na nie stosować. Jeżeli łuszczyca paznokci postępuje cały czas, to szykuje się 'cenowy kosmos', jak to powiedział mój lekarz. 


~Chciałabym Was również zaprosić do przysiadowego wyzwania w którym postanowiłam wziąć udział. Widziałam na innych blogach wersje trochę rozbudowane, jednak ta mi wystarczy. Do tego w następnym tygodniu planuję dołączyć 40 minut hula hop. 




_______________________________________

Zostałam otagowana jakiś czas temu przez mohito, dziękuję Ci bardzo :)

A oto odpowiedzi dla Ciebie :
1.Jeżeli mogłabyś zmienić coś w swoim życiu to co by to było ?
Zapewne styl życia, który wydaje mi się zbyt leniwy. Jednak jestem do niego już tak przyzwyczajona, że przestaje mi to przeszkadzać (będę to odczuwać w przyszłości)
2.Kosmetyki o zapachu owoców czy słodyczy ?
I owoców i słodyczy.
3.Dlaczego zdecydowałaś się na prowadzenie bloga ?Prowadzę blogi od momentu w którym założono mi internet. Posiadanie bloga na łamach którego mogłabym się dzielić swoimi kosmetycznymi postępami było takim małym projektem (i nadal nim jest).

4.Twój ulubiony kosmetyk to ... ?Nie mam ulubionego kosmetyku. Nadal go poszukuję.

5. Co sprawia Ci najwięcej radości ?JEDZENIE :D i oglądanie głupkowatych seriali. I może trochę wyjazdy w różne zakamarki Polski (szczególnie na koncerty)

6.Ideał mężczyzny to... ?
Nie ma mężczyzn idealnych, ale gdyby byli to bym Ci napisała jacy to :D
7.Za czym tęsknisz ?
Za wolnym czasem i słońcem. Wypadami ze znajomymi i śmiechem.
8.Jak spędzasz wolny czas ?
70% wolnego czasu spędzam (niestety) przed komputerem.
9.Ulubiony kolor ?Czarny, fioletowy, czerwony, zielony.

10.W przyszłości chciałabym...
tańczyć! Mimo tego, że nic w tym kierunku (jeszcze!) nie robię. 

_________________________________________

Troszkę mi się popisało. Ciekawe, czy dotrwałyście.
Pozdrawiam serdecznie, Agata :)





środa, 3 kwietnia 2013

Pielęgnacja włosów w marcu - podsumowanie.

Witam Was serdecznie w ten zimowy- kwietniowy wieczór. 
Wróciłam już z Wrocławia, jestem niesamowicie zadowolona z tego kilkudniowego pobytu i mimo paru ciężkich chwil, udało mi się wykorzystać ten czas naprawdę dobrze.

Przybywam do Was z podsumowaniem pielęgnacji włosów w marcu. Mimo podcinania na początku ww. miesiąca, muszę niestety ściąć jeszcze ze 2 cm. Zrobię to jednak w momencie, kiedy pogoda się uspokoi.



Światło jak widać dało popalić. Ale to dobrze- widać refleksy, jakie udało mi się uzyskać przez płukanki, dodatkowo wzmocnione kremowaniem (i love it! ). Kondycja trochę upadła mimo dość częstego olejowania, odżywkowania i nacierania/masowania wcierkami. Myślę, że moje włosy potrzebowały zmian, dlatego w kwietniu wprowadzam kilka nowości.

Jak wyglądał marzec od strony pielęgnacji?
- mycie standardowo Fitomedem do włosów suchych i zniszczonych, cholernie wydajny jest!
- odżywki różnie - często była to Eva Natura w wersji z rzepą, bądź dziką różą, obwiniam za zły stan włosów właśnie je. Napiszę o nich w oddzielnym poście.
-jako wcierka - mocna kawa z cynamonem na Seboravicie, ale to połączenie chyba bez rewelacji, dzisiaj stworzę tą z cebulą i czosnkiem,


- nie przyjmowałam wewnętrznie żadnych suplementów, co było błędem, muszę coś wymyślić na kwiecień,
- stosowałam dość często płukanki z łupin cebuli i rumiankową,


Jak Wasze marcowe włosy? Również wyczekują wiosny? 
Pozdrawiam serdecznie,
Agata! 

środa, 6 lutego 2013

Akcja zapuszczania - podsumowanie.

Witajcie!
Wiem, że wiele z Was brało udział w akcji zapuszczania u frombodytohair. Ja też się skusiłam i sumiennie wcierałam, piłam, chuchałam i dmuchałam na włoski. Liczyłam na spory przyrost i narzekać nie mogę. Jak na moje kłaki, to poszło całkiem dobrze :)


Jeden pasek na bluzce ma 1,8cm - po rozciągnięciu na ciele 2,2. Według zdjęć przybyły mi dwa paski, więc około 4 - 4,5 cm. Może to nie jest to, czego oczekiwałam, ale nie narzekam.

Co stosowałam przez całą akcję (w kolejności listopad-grudzień-styczeń):

Szampony:
- Pharmaceris H-Purin, 
- Green Pharmacy z Cynkiem i Dziegieciem Brzozowym, 
- Fitomed, Do włosów suchych i normalnych,

Odżywkowanie skalpu: 
- Joanna Rzepa, wzmacniająca,
- Green Pharmacy, balsam przeciw wypadaniu włosów,
- Seboradin, Balsam z żeń szeniem,

Wcierki:
- Joanna Rzepa, kuracja wzmacniająca,
- Receptury Babuszki Agafii, Tonik wzmacniający,
- Jantar,

Olejowanie:
tutaj różnie, Green Pharmacy, Rosyjski łopianowy,
rzadko olejowałam skalp, obawiam się ponownego wypadania, więc tu dużo nie zdziałałam,

Wewnętrznie: 
całe trzy miesiące piłam skrzypokrzywę


A jak Wam poszła akcja? 
Podajcie linki do podsumowań, jeżeli już je zrobiłyście.

Buziaki,
Agata!


czwartek, 17 stycznia 2013

Po rosyjsku- olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i jojoba.

 Witajcie! 
Wybaczcie moją długą nieobecność, byłam zawalona codziennością.
Jak zauważyłyście - zmieniłam wygląd. Wcześniejszy za mocno męczył mi oczy. 

Napiszę Wam dzisiaj kilka słów o aktualnie moim ulubionym oleju - Łopianowy z dodatkiem oleju z kiełków pszenicy i jojoby. Po pierwszym zmyciu byłam w nim już zakochana... 



Olejek znajduje się w buteleczce mieszczącej 150 ml. Swoją drogą opakowanie godne odżywki do włosów. Może lejek nie jest tak koszmarny jak w przypadku olejków GP, ale niewiele mu brakuje. 


Z tej dziury, bo dziurką tego nie nazwę, zawsze wylewa się za dużo. 
(a może robię to nieumiejętnie? :) )


Olejek pachnie... no dla mnie jak szampon dla psów. Byłam naprawdę zniesmaczona. Z czasem przyzwyczaiłam się do niego i teraz jest mi obojętny. Całe szczęście ;) 

Ale to co robi z moimi włosami przechodzi najśmielsze oczekiwania. 
Jest niesamowicie delikatny i praktycznie niewyczuwalny na włosach. lejące, błyszczące, delikatne, miękkie i dłużej utrzymują świeżość. Idealnie nawilżał po przeproteinowaniu. 
Nakładany na skalp koi i łagodzi zaczerwienienia i swędzenie, nie ściąga skóry.
Przy olejowaniu na odżywkę (stosowałam z maską drożdżową na samą długość) działał jeszcze większe cuda- włosy były tak wygładzone, zmiękczone i delikatne, że miałam ochotę je głaskać godzinami.
Nie mam pewności co do jego działania na wypadanie, gdyż wraz z nim stosowałam kilka kosmetyków walczących z wypadaniem, ale jestem pewna, że nie zaszkodził. 


Jest niesamowicie wydajny, z łatwością rozprowadza się po włosach.
Zmywalny nawet samą odżywką, co jest jego wielkim plusem. 


skład


W jego stronę zawsze będę puszczała oczko i myślę, że zostanie ze mną na dłużej.
W dodatku kosztuje śmieszne 13zł na kalina-sklep.pl


Używałyście?
Jak Wrażenia?

Pozdrawiam, 
Agata






piątek, 28 grudnia 2012

Bo mi włosy przestały wypadać.

Witajcie! 

O problemie z wypadającymi kłakami wspominałam przy okazji którejś aktualizacji. Byłam naprawdę zmartwiona, bo w życiu nie widziałam takiej ilości włosów za jednym razem - wypadały dosłownie garściami i otaczały mnie z każdej strony. To było dla mnie dość dołujące, bo włosów nie mam dużo, a na dodatek są cienkie. 

Postanowiłam wziąć się za to. Wiem, że wiele z Was walczy z wypadaniem i zauważam na blogach dosłownie TONY kosmetyków stosowanych na tą przypadłość. 
Jako że popieram minimalizm, targnęłam się na dwie wcierki i skrzypokrzywę.

Wszystko zaczęło się wraz z nadejściem listopada- akcja zapuszczania i te sprawy. Na dworze było coraz chłodniej, a na głowie coraz poważniej.
Czynności, które zazwyczaj sprawiają włosomaniaczkom przyjemność, dla mnie były karą - czesanie? olejowanie? Mycie? Koszmar! 
W łapach kępki włosów, w każdym miejscu w którym przebywałam dosłownie pukle.
Znacie to?

Nie jestem silnym człowiekiem, szybko ogarnął mnie stan przygnębienia, ale i szybko zaczęłam działać.



Mój plan:
Zaczęłam pić skrzypokrzywę - duży kubeł gotowanych ziół codziennie. 
Wcierałam codziennie Jantar - dodatkowo nawilżył skalp i złagodził zaczerwienienia.
A po każdym myciu, czyli co 2-3 dni wcierałam kurację Joanna Rzepa.

Wiem, że niektórym z Was może to się wydawać dziwne, bo kosmetyków jest malutko, ale po miesiącu jak ręką odjął. Naprawdę. Teraz maksymalnie wypada mi podczas mycia 5 włosów? Tzn. z pewnością wypada ich więcej, ale przy przeczesywaniu, czy wcieraniu odżywki w skalp na palcach nie zauważam żadnych kudełków. 
Przy olejowaniu max 3-5 włosów, co jest genialnym wynikiem. Wcześniej było ich koło 40.

Aktualnie nie wcieram Rzepy i Jantaru.
Nadal piję skrzypokrzywę, a wcieram rosyjski tonik wzmacniający.
Jako odżywkę używam Balsam przeciw wypadaniu z olejkiem łopianowym z GP i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona!
Ale o tym niedługo z racji recenzji.


Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam kciuki za Waszą walkę z wypadaniem włosów :)

Buziaki, 
Agata :)

sobota, 22 grudnia 2012

Mrs. Potters - odżywka b/s Ginko Biloba i Keratyna.

 Witajcie w tą przemiłą sobotę :)
Przybyłam na momencik, żeby napisać recenzję (coby później nie pisać, że znowu spóźniona :P) 
A przed Wami urocza odżywka b/s z Mrs. Potters.



Odżywka znajduje się w plastikowej butli o pojemności 250ml. niby niewiele, ale dzięki swojej konsystencji jest naprawdę wydajna (nie jak w przypadku sławnej Naturii). 
Stosowałam ją na kilka sposobów, lubię sobie poeksperymentować :) 

Obietnice: 
Odżywka do włosów farbowanych zawiera regenerujący i wzmacniający włosy ekstrakt z ginkgo biloba oraz keratynę, która odbudowuje strukturę włosów zniszczonych farbowaniem. Dodatkowo zawarty filtr UV chroni włosy przed promieniowaniem słonecznym. Składniki pielęgnujące zawarte w odżywce przeciwdziałają elektryzowaniu się włosów, ułatwiają ich rozczesywanie oraz stylizację. Efekt: włosy są lśniące i pełne koloru.

Tak właśnie... posiadam wersję do farbowanych, ale to nic. Ginko i keratyna moim naturalkom z pewnością nie zaszkodzą (szkoda tylko, że nie sprawdzę jej działania na włosach suchych).

Skład: 




Konsystencja i zapach:


Gęsty balsam, bardzo wydajny i łatwy w użyciu. Potrzeba naprawdę niewiele, aby pokryć włosy.
Pachnie przyjemnie, musiałam posiłkować się opinią brata, bo nie wiem co ten zapach mi przypomina. Jednogłośnie stwierdził, że 'pachnie jak szampon, który kiedyś miałaś'. Też mi pomoc :) 
W każdym bądź razie zapach nie jest drażniący :)

Moja opinia:

Jak wspominałam wyżej - stosowałam ją na kilka sposobów.

Zgodnie z zaleceniami, czyli jako odżywka b/s sprawowała się przyzwoicie, nie obciążała i nie sklejała. Używałam przeważnie na końcówki, jako zabezpieczenie, bo jedwabie mnie mocno obciążają. 
Tutaj na plus i to mocny.

Do mycia włosów- nie pieniła mi się genialnie, ale dawała radę z lekkimi olejami. Włosy były sypkie i miękkie, czyli generalnie jako 'szamponoodżywka' spisuje się przyzwoicie.

Jako odżywka d/s - jw. łatwo się zmywała i pozostawiała włosy w przyjemnej postaci. Nie były nienaturalnie śliskie, ale ładnie się błyszczały.

Jako odżywka pod olej- niebo! Uwielbiam odżywki, które tak dobrze współpracują z olejem. Kładłam na nią zazwyczaj rosyjski łopianowy/pszenica/jojoba, efekt był jak najbardziej na plus.

Po użyciu nie ma efektu sklejenia, to mi się w niej najbardziej podoba. Włosy nie elektryzują się, trzymają się 'w kupie', widać, że są zdrowe i zadbane.


Podsumowując - przyjemna odżywka nawet dla włosów delikatnych i cienkich. Nie obciąża i nie skleja. Jest wielozadaniowa i z pewnością zostanie ze mną na dłużej. 
Cena to około 8-10zł. 

Polecam :)


P.S. Jak przygotowania do świąt? Prezenty kupione? Ciasteczka upieczone? Posprzątane? 
Jutro podrzucę Wam kilka świątecznych kociąt i zaczynam się cieszyć pro rodzinną atmosferą - zjeżdża się cały zwierzyniec :) 

Buziaki! 
Agata :)

czwartek, 13 grudnia 2012

Avalon Organics - odżywka stymulująca z biotyną.

Cześć i czołem! 

Zabieram się do napisania tej recenzji baaaaardzo długi czas. Na początku nie byłam pewna jej działania, ale po miesiącu przerwy na nowo jej używałam, tak więc jetem utwierdzona w swoich spostrzeżeniach. 




Przed Państwem odżywka Avalon Organics Biotin B- Complex, którą dostałam jeszcze w maju, a której działanie bardzo ciężko było mi określić. 



Skład: 
odżywka posiada 70% naturalnych składników, nie była testowana na zwierzętach nie posiada parabenów, SLS, SLeS, barwników syntetycznych. Na opakowaniu jest dodane, że nie posiada substancji pochodzenia zwierzęcego.



Opakowanie: 
Plastikowa, duża butelka z lekko przeźroczystego materiału. Twarda, przez co używanie kosmetyku w połowie opakowania jest już męczące. Otwierane wieczko nie zacina się i nie poluźnia. 


Tak wygląda aktualnie moje opakowanie. Zużyłam już 3/4 odżywki (2 miesiące stosowania). Butla ma pojemność 397g = 14oz. 
Zgnieciona. Myślę, że przy aktywniejszym wylewaniu odżywki plastik zacząłby pękać. 


Widać? Widać! 




Konsystencja i zapach: 
odżywka jest gęsta, śliska, ale naprawdę przyjemna. Łatwo się ją rozprowadza i jest niezwykle wydajna. 
W moim przypadku używana była wyłącznie na skalp. 
Na początku wyczuwałam coś pokroju... domestosa :D Biotyna pachnie dość specyficznie, ale z czasem do zapachu się przyzwyczaiłam. Teraz całkowicie go polubiłam i wyczuwam w nim kwiatki :)


Moje odczucia: 
Odżywka jest dość ciężka dla włosów, po użyciu na długość nie byłam zadowolona- były mocno obciążone.  Stawały się odrobinę grubsze. 
Jednak na skalp w mniejszych ilościach sprawdzała się dobrze, może delikatnie przyczyniała się do przetłuszczania, ale wszystko rekompensowało działanie. 
Po miesiącu używania widać było znaczną różnicę w długości. Po miesiącu przerwy wróciłam do niej na kolejny miesiąc i tu byłam już pewna, że działa.
Mimo tego, że powodowała lekkie przetłuszczenie, to zauważyłam, że nasiliła się łuszczyca na skórze- płatki były grubsze i naprawdę nieprzyjemne. No i troszkę się sypałam :)
Ale wszystko przeżyłam i 1/4 odżywki, która mi została czeka na swoją kolej.

Czy mogę polecić? Owszem. Jednak w polsce jest trudno dostępna, a jeżeli już to w kosmicznych cenach.


_________________
Złapać ją możecie na iHerb.com oraz na ebayu, czy amazonie. 

Cena waha się od 7$ do 10$.


P.S.
 zaczęłam dzisiaj pić siemię lniane. Liczę na większą odporność organizmu, bo z tym naprawdę ciężko ostatnimi czasy.
Semestr mam już za sobą. Za 5 miesięcy matura :O 
A moją zdobycz od Firmoo pokażę Wam w weekend :)


Pozdrawiam serdecznie,
Agata :)






LinkWithin

.linkwithin_inner { margin: 0 auto !important; } Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...